cinema.pl Newsy Dnia

niedziela, 17 marzec 2024 13:04

Świat w soczewce pokoju nauczycielskiego

Napisane przez  Ewa Cieplińska-Bertini
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Nagrodzony na ubiegłorocznym Berlinale, autorski film İlkera Çataka, ‘Pokój nauczycielski’, reprezentant niemieckiej kinematografii do statuetki Oscara 2024 w kategorii najlepszego filmu międzynarodowego, jest już w kinach.

 

Zamieszanie w liceum z powodu serii kradzieży pieniędzy, jest symbolem problemów, z jakimi mierzy się dzisiejszy świat – rasizm, manipulacja informacją, posłuszeństwo wobec ustalonej hierarchii i upadek demokracji. O trzymającym w napięciu, społecznie zaangażowanym psychologicznym thrillerze, reżyser i współautor scenariusza ‘Pokoju nauczycielskiego’, İlker Çatak, rozmawiał z londyńską publicznością po przedpremierowym pokazie.

- Czy ‘Pokój nauczycielski’ inspirowany jest twoimi osobistymi doświadczeniami?

W pewnym stopniu tak. Kiedy jako nastolatek chodziłem z Johannesem (współautor scenariusza) do niemieckiej szkoły w Stambule, było dwóch chłopaków, którzy kradli. Wszyscy wiedzieliśmy, kto to był, ale nikt nie chciał donosić. W pewnym momencie dyrektorka szkoły wpadła do klasy i zażądała od nas opróżnienia kieszeń. Nie mieliśmy wtedy pojęcia o tym, że mogliśmy się jej sprzeciwić. Nie wiedzieliśmy, że uczniowie także mają swoje prawa. Teraz jest inaczej. Są media społecznościowe. Informacje są bardziej dostępne i szybciej się rozchodzą.

Kilkanaście lat później, Johannes powiedział mi, że jego sistra pracowała jako nauczycielka matematyki w liceum w Kolonii i miała podobne doświadczenia. Tylko w tym przypadku kradła pracownica sekretariatu, a nie uczniowie. Pomyśleliśmy, że temat jest wart zainteresowania, że może posłużyć jako obraz stanu świata, w którym w tej chwili żyjemy.

- Czyli niemieckie liceum stało się mikrokosmosem całego społeczeństwa?

Złożyło się na to wiele powodów. Po pierwsze, społeczność szkolna, jak i krajowa, jest wielopokoleniowa. Funkcjonują w niej też podobne struktury – jest dyrekcja, jest gazeta szkolna, są uczniowie i nauczyciele różnych ras. Niestety, są też przypadki ostracyzmu, psychicznego znęcania się z powodu domniemanych przypuszczeń i niechęci rasowej. Także szkodliwe rezultaty pochopnych ocen i mentalności tłumu.

- Doświadczyłeś rasizmu na własnej skórze?

Automatyczne podejrzenie o kradzież chłopaka pochodzenia tureckiego nie jest w filmie pokazane bez powodu. Doskonale to rozumiem. Byłem kiedyś jedynym uczniem w niemieckiej szkole o ciemniejszym kolorze skóry. Zawsze postrzegano mnie jako outsidera. Często starałem się nawet ukrywać moje pochodzenie. Robiłem wszystko, by mój niemiecki był lepszy niż moich kolegów. Posługuję się waszym językiem lepiej niż wy. Powinniście mnie zaakceptować!

Kolejnym przykładem jest Carla. Pytana, trochę tendencyjnie, przez młodzież redagującą gazetę szkolną, czy nazwisko Nowak jest polskim nazwiskiem, odpowiada rzeczowo, że tak. ‘Moi rodzice przyjechali do Niemiec pod koniec lat 80. z miasteczka położonego niedaleko Gdańska, ale ja urodziłam się w Westfalii’. Jednak w pokoju nauczycielskim nie chce rozmawiać z kolegą po polsku. Nie wyjaśniam do końca, dlaczego. Niestety, w Niemczech jest w dalszym ciągu horrendalne uprzedzenie do Polaków. Może dlatego Carla unika języka swoich rodziców. Odpowiedź zostawiam widowni.

- Pisaliście rolę nauczycielki Carli Nowak z myślą o Leonie Benesch?

Kiedy piszę scenariusz, zawsze wieszam na ścianie zdjęcia aktorów, których chciałbym widzieć w danej roli. Jej zdjęcie było tam od samego początku. Odkąd zobaczyłem Leonie w ‘Białej wstążce’ Michaela Haneke, obserwowałem jej karierę i chciałem nią pracować. Wiedziałem, że jest wspaniałą aktorką i umie się czerwienić na potrzebę sceny – to jedna z największych umiejętności aktora. Ta akurat była potrzebna do roli Carli Nowak.

Kiedy spotkaliśmy się, Leonie powiedziała, że scenariusz jest interesujący i chętnie zagra w naszym filmie. Za chwilę dodała – ‘Musisz jednak wiedzieć, że nie lubię dzieci.’ Obiecałem jej, że ja się nimi zajmę.

- Jak znalazłeś chłopca, który tak wspaniale zagrał Oskara?

Zastanawiałem się nad dwoma kandydatami, kiedy Michael (w roli Thomasa Liebenwerda) wysłał mi tekst, że jest chłopak, który chciałby wystąpić w filmie jako statysta. Pomyślałem, że znowu jakiś rodzic chce, żeby jego syn zagrał w filmie. Jednak, kiedy spotkałem Leo, od razu zauważyłem jego niesamowity spokój i wewnętrzne wyciszenie. Okazał się doskonałym Oskarem.

- No więc jak ogarnąłeś zgraję nastolatków?

Żaden z moich młodych aktorów nie grał wcześniej w filmie. Niektórzy występowali tylko w szkolnych teatrzykach albo statystowali w mniejszych produkcjach filmowych. Zorganizowaliśmy trzy stopnie castingu – improwizację, ich obecność przed kamerą i indywidualną rozmowę. Zadawałem im wtedy różne pytania. Odpowiedzi były niesamowicie ciekawe. Jedni chcieli zdobyć sławę, inni bogactwo. Jeden chłopak marzył o kupnie wyspy. Muszę przyznać, że ich materialistyczne ambicje bardzo mnie zaskoczyły.

- A na planie?

Traktowałem ich jak dorosłych aktorów. Nie było statystów ani VIP. Wszyscy byliśmy równi. Powiedziałem im, że nie jestem ich bossem, ale kolegą z pracy.  Muszę jednak przyznać, że bywało różnie. Dzień zaczynałem zwykle od fajnych rozmów, ale młodzież w tym wieku i w grupie szybko traci zainteresowanie. W najbardziej stresowej sytuacji musiałem się mierzyć z pytaniami, kiedy i co dostaną na lunch. Starałem się tłumaczyć, że to, co tworzymy ma większe znaczenie niż menu. Mówiłem im, że film zostanie dłużej, niż my i nasz dzisiejszy lunch.

- Przyjęły argumentację?

Chyba tak. Film został zrealizowany. Ostatni dzień zdjęciowy był bardzo wzruszający.   Dzieciaki przygotowały dla mnie i Leonie prezenty. Ja byłem uszczęśliwiony, kiedy Leonie powiedziała mi, że chyba jednak lubi dzieci.

- Ostatnia scena bardzo odbiega od realistycznej konwencji filmu. Więcej na jej temat?

Początkowo chciałem zakończyć film w typowo arthousowym stylu – Oskar przynosi nauczycielce rozwiązaną kostkę Rubika, czarny ekran, cisza. Jednak, kiedy pisaliśmy scenariusz przypomniała mi się nowela Hermana Melvilla, którą czytałem wiele lat temu, ‘Bartleby, the Scrivener’ (‘Kopista Bartleby’). Tytułowy kopista odmawia wykonywania powierzanych mu zadań. Na wszystkie odpowiada: ‘wolałbym nie’. Sprzeciwia się hierarchii tak samo, jak Oskar. Bartleby zostaje usunięty z biura. Na koniec, w imię ‘wolałbym nie’ poświęca życie. Wtedy zrozumiałem istotę przekazu Melvilla – żyjemy w świecie demokratycznym, ponieważ kiedyś ktoś sprzeciwił się większej niż on sile hierarchii. Może nawet poświęcił życie.

Musze przyznać, że do ostatniej chwili nie mogłem się zdecydować, które zakończenie będzie lepsze (obie wersje były nagrane). Tuż przed premierą postanowiliśmy jednak odejść od konwencji filmu i pokazać Oskara jako zwycięzcę triumfującego nad wielkością hierarchii.

W ubiegły weekend ‘Pokój nauczycielski’ walczył o Oscara w kategorii najlepszego filmu międzynarodowego. Z Hollywood wyjechał wprawdzie bez statuetki, ale nominacja Akademii, to i tak wielki zaszczyt. İlker Çatak powiedział: ‘Wierzę, że sukces mojego filmu jest również sukcesem wszystkich emigrantów na świecie. Mój dziadek przyjechał do Niemiec w latach 60. Był analfabetą. Dopiero w Niemczech nauczył się pisać i czytać. Dwa pokolenia później, jego wnuczek zdobył dla kinematografii jego wybranego kraju nominację do Oscara. Chciałby przypomnieć o tym wszystkim, którzy nie cenią i szanują wielokulturową różnorodność społeczną. Jestem Niemcem, ale także Turkiem. Mój sukces jest sukcesem obu kultur.

                                                                                              Ewa Cieplińska-Bertini

Czytany 166 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 17 marzec 2024 13:20

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama


Reklama

Reklama