cinema.pl Newsy Dnia

środa, 28 lipiec 2021 18:18

Do wolnosci trzeba dojrzeć - Anna Moskal dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

WOLKA, to historia Anni, kórej zostają ostatnie dni odsiadki, a to oznacza, że nadchodzi czas rozliczyć się z przeszłością. Gdy opuszcza więzienne mury, jej nadrzędnym celem jest odnalezienie Doroty, z którą ma rachunki do wyrównania... W tej roli Anna Moskal.

 

Do wolnosci trzeba dojrzeć - Anna Moskal dla cinema.plWOLKA to film, który chwilę temu mogliśmy oglądać w kinach. Za chwilę jedzie do Cieszyna,a we wrześniu będzie miał premierę w Islandii Kim albo czym jest tytułowa Wolka?

Tytułowa "wolka" to w więziennej gwarze po prostu wolność. Anka - główna bohaterka, wychodzi po piętnastu latach na wolkę. Przewrotnie okazuje się, że najgorsze więzienie jest w nas samych, a wolność może być dla uwikłanego w poczucie winy człowieka ogromnym wyzwaniem.

Dorota, to Twoja bohaterka, która ...

Jest starszą siostrą głównej bohaterki Anki, nie chcę psuć przyjemności tym widzom, którzy jeszcze nie widzieli filmu, bo postać Doroty jest zbudowana na suspensie. Ale uchylając tajemnicy, powiem, że jest godną przeciwniczką Anki w walce o Tommiego, syna Anki, którego Dorota wychowuje jako swoje dziecko.

... kilka tygodni temu obchodziliśmy Dzień Mamy, w filmie grasz mamę trochę zbuntowanego nastolatka...

Właśnie...dla mnie to opowieść o tym, co to znaczy być rodzicem. Z całym pięknem i skomplikowaniem tego nastoletniego okresu dojrzewania, w którym dzieci nas odrzucają by zbudować swoją tożsamość, a jednocześnie bardzo jeszcze potrzebują naszego wsparcia, uwagi, zainteresowania, czujności...bycia obok... Myślę, że biologiczni rodzice mają mimo wszystko łatwiej...nie odbierają buntu osobiście. Maksa sobą dwa bunty nastoletnie w wydaniu moich dorosłych już synów. Łatwo nie było - wszystkim zaprzyjaźnionym rodzicom, przed którymi jest dopiero to doświadczenie, powtarzam, że to trwa 1265  lub 1266 dni i ani dnia krócej i dłużej za znajomą psychiatrą ha ha...Ale teraz wiem, że to niezbędne żeby młody człowiek stanął na własnych nogach, dowiedział się kim jest i czego chce... Przygotowanie do roli miałam - mogę powiedzieć.

Poza tym, ze grasz mamę, grasz też siostrę. Kim wg Ciebie jest rodzina? Mam wrażenie, że to czasami trudny związek, ale ważny. Co jest w Niej najważniejsze? 

Dla mnie lojalność, wsparcie, więzy krwi silniejsze niż cokolwiek innego, dzikie czasem i nieokiełznane, ale taka jest miłość, niezwykle silne, nierozerwalne. O takich relacjach najbardziej lubię opowiadać, od razu automatycznie podnoszą stawkę. Mam dwie siostry i to też specyficzny rodzaj relacji, siostrzeństwo jest trudne, w naszej kulturze obarczone rywalizacją - mam wrażenie, potrafi też być piękne. W Wolce pokazujemy chyba z Olgą ciemne kolory siostrzeństwa. Ale też siłę tej jedynej w swoim rodzaju relacji. Zwłaszcza, że na potrzeby zbudowania tej relacji w filmie ułożyłyśmy sobie z Olgą całą historię sióstr sprzed akcji, ich dzieciństwo na Pradze, matkowanie Ance przez Dorotę, wyprawy do pobliskiego sklepiku, gdzie czasem zdarzyło się coś ukraść, trudną relację z partnerami mamy i samą mamą, cały ich świat, także marzenia, z których jedno jest emocjonalną osią tej relacji w filmie.

Jest to film o wolności takiej fizycznej (wyjście z więzienia), ale tez np. wolności wyboru, co tez chyba jest ważne w dzisiejszych czasach. 

Och tak. Do wolności trzeba dojrzeć. Dopóki powodują nami nasze uwarunkowania a emocje i pamięć ciała biorą górę, nie ma żadnego wolnego wyboru. Historia Anki i Doroty w walce o syna, na którym im najbardziej na świecie zależy pokazuje to w dobitny sposób.

Film to historia o nie rozwiązanych sprawach z przeszłości. Uważam, ze takie "powroty" maja swoje złe i stare strony. Czasami rozdrapane rany bardziej bolą, więc może ich nie ruszać?

Echhh...nie wiem, moje doświadczenie jako człowieka i aktorki pokazuje, że rany czasem trzeba otworzyć, naciąć nawet żeby mogły się zagoić...i stać się pięknymi bliznami, które przypominają nam o tym jak wiele przeżyliśmy i co pokonaliśmy w sobie i zdobią nas a nie szpecą. Potem lepiej już nie wracać do tego. Najlepiej zrobić to w procesie terapii, ale czasem życie samo nam funduje taką "autoterapię", jakieś wydarzenie jest wyzwalaczem/triggerem i nagle jesteśmy z powrotem w starej ranie, historii, emocjach.

W filmie parę razy pada stwierdzeni "świat to dżungla". Też tak uważasz? Co to wg Ciebie może znaczyć? 

Mam w sobie teraz wiele miłości do świata i uważam, że jest pięknym dla mnie otwartym, przychylnym miejscem. Nie zawsze patrzyłam na świat z takiej perspektywy. Świat jest i piękny i przerażający, bywa dżunglą. Jednostronne postrzeganie go przez Ankę świadczy o jej niedojrzałości do miłości i też się zmienia w trakcie opowiadania tej historii, tak samo u Doroty. Anka pokonuje drogę do akceptacji siebie w świecie przez gorzkie doświadczenie odpowiedzialności za syna. Dorota za to buduje swój świat na kłamstwie i też się jej on rozsypuje wraz z pojawieniem się na wyspie Anki. Nie da się uciec od przeszłości, ona ciągle w nas jest.

Musze zapytać o Wasz wyjazd na Islandię, gdzie powstawał film. Widz "łapie się" na te cudne widoki, a jak Wam się pracował? Jak koledzy z Islandii Was przyjęli?

Dla mnie to była przygoda życia. Nigdy wcześniej nie byłam na Islandii, a my kręciliśmy na Vestmannaeyjar wysepce na końcu świata dosłownie i w przenośni, 14 kilometrów kwadratowych, gdzie byliśmy na siebie zdani przez miesiąc, w dodatku w środku pandemii. To wyjątkowe doświadczenie niezwykle nas związało, dotąd piszemy na swojej grupie na Whatsappie i facebookowej do siebie i wklejamy foty kiedy spotykamy kogoś z obsady czy ekipy na innym planie. Islandzka część ekipy przyjęła nas bardzo przyjaźnie, bardzo się o nas troszczyli, dbali o bezpieczeństwo covidowe ale też pokazali nam życie na Islandii. Razem przeżywaliśmy otaczającą nas naturę, która piękna i dzika, czasem utrudniała kręcenie. Warunki zmieniały się dosłownie co 10 minut czasem. Trudno było o kontynuację montażową. To było wspaniałe spotkanie dwóch kultur i w aktorstwie i w obrazie i w pracy i w życiu pozaplanowym. To bardzo wiąże. Dla mnie Ci ludzie na miesiąc stali się drugą rodziną, bo swoją pierwszy raz zostawiłam na tak długo - pies o mało nie umarł z tęsknoty...To co nas tam spotkało zdarza się raz na sto lat.

Mam wrażenie, ze film jest bardzo mocno skandynawski i nie chodzi tylko obrazy czy pojawiający się język. Mówię o klimacie, zdjęciach...

Nie mam na razie dystansu do filmu w ogóle. W każdym kadrze rozpoznaję sytuację, w której to kręciliśmy. W każdym kadrze namacalnie czuję obecność Àrniego, którego już z nami nie ma. Tak jest skandynawski, dla mnie w graniu wymagało to wielkiej powściągliwości, oszczędności. Często proponowałam coś a Àrni kochany mówił "świetnie, a teraz po skandynawsku" ...ha ha ... zaufałam Mu i poszłam za tym. Coś wyszło, coś nie do końca. Jak to w procesie, wiadomo.

Reżyserem był Islandczyk, który jednak mieszkał i studiował w Polsce, czy współpraca z Arnim była inna? Czy islandczycy maja inne podejście do filmu, pracy na planie?

O Àrnim to mogłabym udzielić osobnego wywiadu i byłby to wywiad rzeka. Każde wspomnienie Àrniego nabiera dla mnie nowego znaczenia po Jego śmierci. Odszedł tuż przed naszą premierą polską, ciężko chorował i choroba zabrała go nam w błyskawicznym tempie. Myślami i sercem jestem z Jego rodziną, Martą naszą wspaniałą polsko-islandzką scenografką, która bardzo serdecznie mnie przywitała na Islandii, z ich synkiem, który był tam z nami i Mamą, która nas odwiedziła na wyspie. Niewyobrażalna strata. Wspaniały człowiek i reżyser, o rzadkich cechach naprawdę jak na reżysera. Nie przebijało się w kontakcie z Nim Jego artystyczne ego, jak to jednak zwykle bywa w relacji z artystą, a za to Jego wielka otwartość, miłość dla aktorów, ciekawość ich. Mnie Àrni bardzo wiele dał, począwszy od castingu. Gram w tym filmie w zastępstwie za świetną polską utytułowaną, nagradzaną aktorkę, która ze względu na pandemię, kwarantanny itd. nie mogła pogodzić dwóch filmów w Polsce i za granicą. Àrni zaufał mi, postawił na mnie mimo, że nie jestem znaną aktorką, zobaczył we mnie pewną możliwość, jakąś część, która dla Niego była ważna w Dorocie i wybrał mnie. Dla aktorki w moim wieku to duża sprawa. Liczyło się tylko to co zaproponowałam na castingu, nie branżowe rankingi, pozycja na rynku. 

Jeśli chodzi o pracę to Islandczycy zrobili na mnie ogromne wrażenie kulturą pracy, nie słyszałam krzyków, jeśli były nerwy z powodu ciężkich, czasem naprawdę ekstremalnych warunków pogodowych to nikt nikogo nie obrażał, ogromny szacunek też dla profesjonalizmu polskiej ekipy i aktorów okazali Islandczycy. Àrni skompletował z producentami ekipę polsko-islandzką, z którą zrobił dziesiątki jeśli nie setki reklam i miałam wrażenie, że porozumiewają się bez słów, my aktorzy szybko złapaliśmy ten kod i stworzyliśmy team. W tym czasie, który nam dano praktycznie niemożliwe było nakręcić ten film, a zrobiliśmy to.

Pytam o to, ponieważ mam wrażenie, że film nie jest "przegadany", bardzo wiele robią gesty, mimiki, spojrzenia, co mogło nie być łatwa sprawą. 

Tak jak wcześniej wspominałam, Àrni prowadził to bardzo oszczędnymi środkami, po skandynawsku, sprawy miały się dziać pod powierzchnią skóry, wymagało to ogromnego skupienia, bycia w temacie i nie pokazywania niczego po aktorsku. Dla mnie to było wielkie wyzwanie, wywodzę się z teatru, mam za sobą 24 lata w teatrze bez przerwy w graniu, ponad 30 ról teatralnych. To zupełnie inna ekspresja. Ale chyba udało się, w każdym razie ja jestem z siebie zadowolona he he...

Na Islandii byliście przez dłuższy okres czasu. Mieliście okazję zobaczyć, zwiedzić, poznać ludzi?

Spędziliśmy tam miesiąc, ja miałam 11 dni zdjęciowych, resztę czasu spędziłam na wyspie, udało mi się też trochę pozwiedzać i popłynąć na Islandię z naszej wysepki Vestmannaeyjar. Byłam ze względu na covid i zmieniające się warunki pogodowe na wyłączność dla filmu, więc głównie trzymałam się wyspy. Weszłam na każdy szczyt i wulkan, obeszłam Vestmannaeyjar na nowych islandzkich butach wszerz i wzdłuż. Już pierwszego dnia pobytu napisała do mnie świetna dziewczyna Kasia Żukow-Tapioles, która zamieszkała na wyspie z mężem szefem kuchni w jednej z trzech restauracji na wyspie. Spotkałam się z Nią w pizzerii, w której pracowała, opowiedziała mi o pracy w przetwórni rybnej i życiu na wyspie co bardzo mi pomogło zbudować rolę Doroty. Potem w trakcie zdjęć poznałam nasze dziewczyny z wytwórni, polskie i słowackie, litewskie pracownice fabryki, w której kręciliśmy. Bardzo ciepło mnie przyjęły, nauczyły filetować i "robić przy rybach", nie wszystko jest w filmie ale to był extra background do roli kobiety, która ucieka zbudować swoje życie od nowa na końcu świata. Dotąd utrzymuję kontakty fejsbukowo czy instagramowo z Kasią Żukow, z Marią Krupą i Danusią... pozdrawiam je serdecznie, bardzo ciepło mnie przyjęły. 

Coś specjalnie Cie urzekło? Widziałam, ze ratowaliście ptaki?

Natura na Islandii jest niezwykła. Widzieliśmy wieloryby - bieługi, które przyleciały do basenu niedaleko wyspy z Szanghaju, najpierw można było je zobaczyć w oceanarium, potem uczyły się dzikiego życia w basenie zbudowanym dla nich nieopodal wyspy. Mieszkańcy Vestmannaeyjar urzekli mnie wielkim szacunkiem dla przyrody, dla zwierząt, widziałam jak ratowali potrąconą przez samochód rybitwę. Sami uczyliśmy latać małe maskonury - puffiny, piękne stworzenia. Akurat w trakcie zdjęć był okres wylęgania się, potem puffinki uczyły się latać. W nocy spadały do miasteczka, bo lecą w stronę świateł. Jednej nocy kręciliśmy pożar, zleciało się 79 maskonurków, wszystkie udało się uratować i wypuścić na wolność. Nawet przyjechała ekipa telewizyjna i staliśmy się wydarzeniem dnia na Vestmannaeyjar. Obcowanie z dziką, nieokiełznaną islandzką przyrodą coś we mnie zmieniło na zawsze. To był jakiś rodzaj powrotu do źródła dla mnie, zakochałam się w Islandii, już za nią tęsknię i czekam z niecierpliwością na premierę w Reykjaviku.

Film pokazuje życie emigrantów polskich. Nie jest to niczym nowym. pamiętam swój pobyt w Londynie, gdzie za każdego rogu można było usłyszeć Polaków. W Islandii jest podobnie?

Tak. 35 tysięcy Polaków na 450 tysięcy mieszkańców Islandii i 1,2mln owiec...he he. Polacy to największa mniejszość na Islandii.

Bardzo szanowani za swoją pracowitość. I uważani już za element kultury islandzkiej. Czego dowodem była ta koprodukcja. To tak jakby nasz PISF zrobił film o Ukraińcach żyjących w Polsce, po ukraińsku, polsku i np rosyjsku ( u nas analogicznie film jest w trzech językach, po polsku, islandzku i angielsku, który jest wspólnym językiem, w którym można znaleźć porozumienie). Aktorzy polscy i islandzcy to też było wyzwanie i piękna przygoda, piękny dialog kultur, wielka otwartość. A Polacy na Islandii to osobny temat na książkę albo scenariusz. Kiedyś napewno o tym napiszę, właśnie skończyłam w tym roku kurs Script w Szkole Wajdy i następna historia będzie o Vestmannaeyjar. 

Jak żyje się w Islandii? 

Ciężko ze względu na pogodę, pięknie ze względu na cudowną przyrodę, spokojnie ze względu na temperament i tolerancję Islandczyków. Muszę przyznać że odpoczęłam od polityki i polskiego rozpolitykowania. O polityce rozmawiałam 5 minut w trakcie miesiąca, próbując wytłumaczyć co się dzieje w Polsce ze środowiskiem LGBT+ i władzą (z kraju dobiegały nas przez media przykre wieści), naszemu covid protectorowi, jeśli mogę tak spolszczyć nazwę tej funkcji na planie. Chłopak nie był w stanie zrozumieć sytuacji i tego konfliktu, pod tym względem jesteśmy na innym etapie cywilizacji.

Miałam zapytać o wino...

O wino? Ha ha ...chyba chodziło bardziej o poczucie winy. Takie wewnętrzne, które nie pozwala nam cieszyć się życiem i które trzyma obie bohaterki i główną protagonistkę Ankę i antagonistkę Dorotę w jakimś uwikłaniu, które trzyma je w starym i uniemożliwia otwarcie się na nowe. Ostatecznie ich wspólny syn, bo tak myślę o Tommim, którego pięknie zagrał Janek Cięciara, zmusza je do zrewidowania swoich przekonań i ich nowym celem wspólnym staje się dobro Tommiego. Piękniej być nie mogło, poczucie winy przepracowane zmienia się w miłość.

A wino? Wino też było, i piwo i inne trunki też. Oczywiście po pracy. Robiliśmy biesiady na wolnym powietrzu, wszyscy byliśmy testowani i badani, także bezpiecznie. Tych wspólnych zachodów słońca na klifach końca świata na Vestmannaeyjar nigdy nie zapomnę. Àrniego Asgeirssona też. Zostaje na zawsze w naszych sercach jako człowiek i artysta. Mamy swojego anioła.

Czytany 404 razy Ostatnio zmieniany środa, 28 lipiec 2021 18:43

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama