cinema.pl Newsy Dnia

wtorek, 22 czerwiec 2021 09:57

Marilyn wyprzedzała swoje czasy - Sonia Bohosiewicz dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Oczywiście wiecie, że była najsłynniejszą blondynką świata, symbolem seksu, ikoną, najjaśniejszą z hollywoodzkich gwiazd, że prawdopodobnie popełniła samobójstwo, że śpiewała prezydentowi Kennedy’emu Happy Birthday, że prawdopodobnie była jego kochanką, że w ogóle miała facetów na pęczki, że tak pięknie podmuch wiatru unosił jej sukienkę, że miała najpiękniejszy uśmiech świata, że… 

Wielu rzeczy jednak o niej nie wiecie. 

Sekrety wielkiej gwiazdy opowiedziane i wyśpiewane przez Sonię Bohosiewicz. Marilyn Monroe i Sonia Bohosiewicz – jakich jeszcze nie znacie…W repertuarze utwory Marilyn Monroe, Elli Fitzgerald czy Franka Sinatry, w tym piosenki znane publiczności z filmuJanusza Majewskiego „Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy”

 

 

Rozmawiamy w tzw. dniu medialny, czyli w dniu promocji Pani nowego wydawnictwa, tym razem muzycznego. Lubi Pani taką gonitwę promocyjna?

Oczywiście. Jest to bardzo ważny dzień. Ważne jest to, aby w tym szaleństwie spotkań, nie zapomnieć pocelebrować tego dnia samemu. Wieczorem otworze szampana.

A jest okazja aby tego szampana otworzyć nawet podwójna. 8 marca to Dzień Kobiet, ale dla fanów Soni Bohosiewicz to również wyjątkowy dzień. Tego dnia ukazała się Pani debiutancka płyta.

Te osoby, które podążają za mną, którzy mnie znają, to wiedzą, że śpiew zawsze mi towarzyszył i nie jest to „królik z kapelusza”. Śpiewałam wiele razy. W liceum kiedy zorientowałam się co bym chciała robić, to na pewno chciałam wejść na scenę i dzielić się z ludźmi słowami i emocjami. Nie umiałam wtedy jeszcze zdecydować czy chciałabym wychodzić na scenę i aby te słowa i emocje były mówione czy żeby były wyśpiewywane. Zdałam do Krakowskiej Szkoły Teatralnej, więc poszło to wszystko bardzie w stronę aktorstwa. Spędziłam też wiele sezonów w Teatrze Starym w Krakowie, więc z aktorstwem się bardziej zaprzyjaźniłam. Po filmie „Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” w reżyserii Pana Janusza Majewskiego miałam możliwość spotkania się z takim repertuarem jak jazz. Zwariowałam na punkcie tej muzyki. Zawsze należałam do tzw. „wyznawców Sinatry”, ale podczas tego filmu odważyłam się wykonać kilka utworów. Janusz Majewski już na początku stwierdził, że ma zaśpiewać te utwory, na co bardzo się ucieszyłam. Pomyślałam też sobie, że jeżeli Janusz Majewski, który pamięta czasy swingu i jazzu, uważa, że powinnam je wykonać, to powinnam to zrobić.

Jak wyglądały przygotowania do tej roli?

Śpiewanie wymagało ode mnie odpowiedniego przygotowania, ale po kilku próbach z moją trenerką Agnieszką Hekiert, poczułam, ze „wpadłam jak śliwka w kompot”. Rozkochałam się w tej muzyce. Od tej pory marzyłam aby mieć swój koncert i wychodzić w takim repertuarze na scenę. W filmie „Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” za stronę muzyczna odpowiadał Wojciech Karolak, który również mnie namawiał aby pójść w tym kierunku. Kiedy nagrywaliśmy w studio soundtrack, Wojtkowi podobało się moje wykonanie. Parę miesięcy po pracy nad filmem zaprosił mnie jako wokalistkę na jazzowy festiwal do Zakopanego. Kiedy koncert doszedł do skutku i razem z Wojtkiem staliśmy za kulisami, zobaczyłam muzyków, jazzmanów światowej sławy, to zaczęłam się zastanawiać co ja tam robię. Wojtek mi wtedy powiedział „Sonia Jazz albo się go w sobie ma albo nie. Ty go masz.” Od tego momentu moja głowa już pracowała nad tym, aby znaleźć w sobie temat, jakiś rodzaj alibi, pomostu, do tego abym mogła z tym repertuarem ruszyć. Trochę to trwało. Ponieważ film miał swoja premierę w 2015, ale w pewnym momencie pojawiła się Marilyn Monroe i od tego momentu wszystko stało się jasne. Wszystko nabrało rumieńców, ten pomost nagle powstał, czyli pretekst do wyjścia na scenę. Przepiękna kobieta, aktorka, blondynka, śpiewająca w swoich filmach. Zaczęłam ją studiować, poznawać, wczytywać się w jej biografie, wywiady, oglądać jej filmy, dokumenty o niej. Nagle wiele się zmieniło. Na początku myślałam, że będzie to opowieść o anegdotach, znanych powiedzeniach Marilyn, a nagle okazało się, że przede mną stanęła zupełnie inna kobieta. Kiedy powie się Marilyn Monroe, to wszyscy wyobrażamy sobie tę piękną kobietę, która delikatnie podtrzymuje sukienkę na udach, podnoszoną przez wiatr. Mi udało się, w tym ogólnie znanym, przyjętym wizerunku, dostrzec wyzierający, głęboki, dojmujący smutek, ale też niesamowitą siłę. Na skutek tego „spotkania” koncert nazwalam „10 sekretów Marilyn Monroe”. Są to historię, o których się nie wie, tak naprawdę są to jej sekrety. Jest to zupełnie inna osoba, niż ten wizerunek seksownej blondynki, który stworzono, aby zarabiać wiele milionów dolarów. Najgorsze jest to, że Marilyn zarabiała je dla innych. Wcześniej zagraliśmy ok. 100 koncertów i w ich konsekwencji wiadomo było, gdyby powstała płyta. Pojawił się producent w postaci Agory, która pozwoliła mi zrobić wszystko jak chciałam od okładki, poprzez materiał, teledysk. Dzisiaj jest ten moment, mamy tę płytę. Ten pomysł się sfinalizował, wisienka na torcie została postawiona. Smaczku dodaje fakt, że na płycie również usłyszymy Wojciecha Karolaka i jego organy.

Płyta nosi nazwę „10 sekretów MM”, a Pani wspomniała, że szukała Pani informacji o Artystce. Ciekawa jestem czego Sonia Bohosiewicz dowiedziała się o Marilyn? A czego my się dowiemy o niej?

Doszukałam się informacji, że przez całe swoje życie osobiście odpisywała na każdy jeden list od swojego fana oraz przy okazji spotkań z fanami zawsze, do ostatniego, rozdawała autografy. Bardzo mi się to spodobało, ponieważ świadczy to o pewnego rodzaju misji czy oddaniu i postanowiłam, ze będę robić tak samo. Po każdym spektaklu, koncercie wychodzę do widzów. W takich chwilach bardzo często widzowie przychodzą i mówią, że są zaskoczeni, nie przepuszczali, że Marilyn taka była. Była bardzo silna kobietą, która w pewnym sensie wyprzedzała swoje czasy, była  wręcz feministką.

Wspomniała Pani o koncertach. Zastanawiam się czy poza seksapilem, włosami blond, głosem Sonia Bohosiewicz widzi jakieś wspólne cechy, wspólny mianownik z Marilyn?

Marilyn miała zupełnie inny tempr głosu. Poza ja ani przez sekundę nie próbuje naśladować Marilyn, ani na scenie nie wcielam się w nią. Opowiadam o niej, zdradzam jej sekrety, wykonuje jej utwory. Podczas koncertu pojawiają się również utwory, które są osadzone w epoce, ale też związane pewną opowieścią z Marilyn. Wracając do pytania, myślę, że Marilyn była bardzo silną osobą, mimo że w jej życiu bardzo wiele się wydarzyło. Nie myślmy o niej jako o kobiecie uzależnionej od leków. To były czasy, w których faktycznie farmacja miała taki rozkwit. O tym fakcie opowiada też lekarz Artystki, który wspomina jak wiele osób na porządku dziennym korzystało z leków. Dodatkowo Marilyn przez cały czas musiała dbać o linię, aby sprostać wizerunkowi, który narzucały jej firmy producenckie. Zazwyczaj te tabletki popijała szampanem, głodując jednocześnie. Mimo wszystko ciężko pracowała. Oczywiście nie w tym jest ta jej siła. Opowiadając o sile Marilyn, trzeba wspomnieć jak wyjechała u samego szczytu swojej kariery, postanowiła opuścić Hollywood i wyjechać do Nowego Jorku. Wtedy właśnie u szczytu swojej sławy zaczęła studiować aktorstwo metodyczne w Actors Studio u Lee Strasberga. Studenci, którzy z nią studiowali zwariowali, a ona zawsze skromnie ubrana, siadała zazwyczaj w ostatnim rzędzie. Wszystko skrupulatnie notowała i  podobno wstydziła się wychodzić na scenę próbować. Bardzo chciała się szkolić. W Nowym Jorku wpadła na pomysł, ze jeżeli ktoś umie zarabiać pieniądze na niej, to może ona zacznie zarabiać na sobie. To jest ewenement na skalę światową. Marilyn Monroe założył pierwszą firmę producencka, prowadzona przez kobietę Marilyn Monroe Productions. Można sobie tylko wyobrazić co wtedy działo się w Hollywood. Sama Artystka się tym nie przejmowała i miała swoje plany, wśród których pojawiła się ekranizacja Dostojewskiego. Dzisiaj wiemy, że ta firma upadła, co mogłoby negatywnie wpłynąć na sama Artystkę. Stało się inaczej. Marilyn wróciła do Los Angeles, podpisała kolejny kontrakt i dalej pracowała nad filmami. Była jedną z pierwszych gwiazd, które ćwiczyły i propagowały jogę.

Słuchając Pani jestem pod niesamowitym wrażeniem sposobu opowiadania przez Panią tych historii. Słyszy się też u Pani totalna fascynację. Tak przy okazji zastanawiam się dlaczego warto wracać do tych Artystów?  Dzisiaj jest mnóstwo takich wspominkowych wydarzeń, festiwali…

Przy tej płycie bardzo wiele ja osobiście z tego czerpię niż Marilyn. Jest coś fascynującego w tej gwieździe, jest pewien fenomen, że blask tej gwiazdy przez tyle lat nie przyblakł ani trochę. Równolegle w tamtych czasach było wiele znakomitych aktorek, ale jakbyśmy dzisiaj zapytali młodzież o aktorki, to Marilyn najbardziej byłaby kojarzona. Najdziwniejsze w tym jest to, że za życia sama Marilyn nie była traktowana jako najjaśniejsza i najbardziej ceniona gwiazda. Wręcz przeciwnie, była traktowana jako gwiazda klasy B. W filmie „Mężczyźni wola blondynki” dostała 10 razy mniejsza gażę od Jane Russell. Poza tym na początku pracy nad filmem nie miała nawet własnej garderoby na planie. Otrzymała ją po zwróceniu uwagi.

Rozmawiając o płycie nie da się ominąć tematu teledysku, promującego o wydawnictwo. W nim też widać klimat lat tamtych lat. To był Pani zamysł od początku?

Mój wydawca, Agor, był bardzo otwarty na moje propozycje również jeżeli chodzi o teledysk. Zadzwonili do mnie któregoś dnia z pytaniem co z teledyskiem. Wiedziałam o czym ten teledysk chciałam zrobić, wiedziałam jaki ma być przekaz w nim. Nie chciałam jednak aby był wojowniczy, buntowniczy, ale chciała aby był bardzo kobiecy. Aby był o zmęczeniu nas kobiet, tymi oczekiwaniami wobec nas, mamy już „po kokardę” tego, że zarabiamy mniej od mężczyzn, mamy mniejsze możliwości awansu. Tu z pomocą przyszła mi Kasia Bielska, z którą wcześniej się nie znałyśmy. Przez przypadek zobaczyłam jej zdjęcie i pomyślałam, że jeżeli teledysk miałby być zdjęciem, to chciałabym aby był właśnie jej zdjęciem. Napisałam do Kasi na Instagramie, pozostawiając kontakt do siebie. Kasia oddzwoniła i okazało się, że przymierza się też do pracy nad materiałami video. Wysłałam Kasi piosenkę i poprosiła o stworzeniu teledysku. Dzisiaj wspominamy z Kasią, że faktycznie rzuciłam ja na linie na głęboka wodę. Nie chciałabym opowiadać co w nim jest. Sam jestem ciekawa co Państwo w nim zobaczą.

Na płycie znajduję się 10 utworów. Jaki był klucz doboru tych utworów.

Tak utwory wybierałam ja. Było ich znacznie więcej, ale w pewnym momencie zorientowałam się, ze koncert trwa dwie godziny i musiałam parę utworów wyrzucić. Zrobiłam to z łezką w oku, ale ostatecznie utwory na płycie znajda się na koncercie.

Na koniec zapytam o plany muzyczne. Czy są w planach kolejni artyści, za których „chciałaby się Pani wziąć”?

Chciałabym na pewno dalej śpiewać i wydawać płyty, ponieważ sprawia mi to ogromną satysfakcję. Myślę, że tym razem nie będzie to jeden artysta, ale innego rodzaju temat. Pewne plany mam już w głowie.

Za chwilę spotykamy się na koncertach. Czego możemy się spodziewać? Czy będzie aktorsko, czy kostiumowo, magicznie…

Kostium będzie jeden. Nie jest to recital, nie udaje Marilyn Monroe. Jedno mogę Państwu obiecać, ze się pośmiejecie  i wzruszycie. Będzie na pewno bardzo dużo dobrej muzyki

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Czytany 158 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 22 czerwiec 2021 10:18

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama