cinema.pl Artykuły

sobota, 29 październik 2022 19:00

Zanim zostali zakopani... narozrabiali w Zakopanem

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Zanim zostali zakopani … Narozrabiali w Zakopanem! Halloweenowe śledztwo tropem „Niebezpiecznych Dżentelmenów”

 

Z okazji Halloween postanowiliśmy zbadać, jak wyglądały ostatnie dni sławnych person i celebryckich osobowości początku XX wieku. Zabieramy się za naprawdę bogate życiorysy „Niebezpiecznych Dżentelmenów” czyli Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Witkacego, Josepha Conrada i Bronisława Malinowskiego!

Gdzie spoczywają ich ciała i jak wyglądały okoliczności samej śmierci? Z góry uprzedzamy – będzie to historia pełna grozy, szkieletów, samobójstw, stygnących serc i pustych grobów. Czyli w sam raz na kinofilskie zaduszki dla tych, co się lubią bać.

Gniew żony i jądro ciemności, czyli – że ci nie odpuszczę nawet po śmierci!

Spacer cmentarną aleją zaczynamy w angielskim Canterbury, gdzie 7 sierpnia 1924 spoczął jeden z najwybitniejszych pisarzy XX wieku – Józef Teodor Konrad Korzeniowski herbu Nałęcz, znany całemu światu jako Joseph Conrad. Brawurowo sportretowany w „Niebezpiecznych Dżentelmenach” przez Andrzeja Seweryna, autor „Lorda Jima” i „Jądra ciemności”, na kartach historii zapisał się jako wybitny literat, ale też zuchwały podróżnik i awanturnik.

Przez dekady jego dzieła stawały się źródłem inspiracji dla rzeszy twórców, dając początek m.in. „Czasowi Apokalipsy”, klasykowi science fiction „Obcy – ósmy pasażer Nostromo” czy chociażby utworom grupy Iron Maiden.

Sam Conrad odszedł do wieczności 3 sierpnia w Bishopsbourne, a przyczyną jego śmierci był zawał. 67-latek osierocił dwójkę synów – w tym liczącego zaledwie osiem miesięcy Borysa. Gdyby zechciał, mógłby zostać pożegnany z honorami należnymi arystokracie, jednak trzy miesiące przed swym zgonem, listownie, odmówił przyjęcia ofiarowanego mu przez króla Jerzego V tytułu szlacheckiego.

Śmierć Conrada poruszała wszystkich poza… jego własną żoną. Sfrustrowana małżeństwem z markotnym literatem – Jessie Emmeline George szybko dała upust goryczy, piorąc rodzinne brudy na kartach własnych książek. O jednej z nich, nie bez powodu, mówi się, że to najbardziej pogardliwa publikacja o mężu, jaką kiedykolwiek napisała żona.

Nie zmienia to jednak faktu, że dwanaście lat później Jessie zajęła miejsce obok męża we wspólnej mogile. Mogile, która – rzecz wręcz niepojęta w świetle dorobku Conrada – ma literówkę na płycie nagrobnej. Otóż nieuważna ręka lokalnego kamieniarza przechrzciła Teodora na „Teadora”, a wdowa po pisarzu nigdy nie podjęła wysiłku, aby zostało to poprawione.

Życie seksualne dzikich – czyli co podnieca gospodynie domowe

Kolejny przystanek to cmentarz amerykańskiego Uniwersytetu Yale w stanie Connecticut, miejsce spoczynku Bronisława Malinowskiego – jednego z najwybitniejszych znawców i badaczy w dziedzinie światowej antropologii. Polskiego uczonego, o którego biły się zagraniczne uczelnie. Pisarza, odkrywcy i podróżnika, którego podobizna zdobiła znaczki pocztowe i który, jak nikt wówczas rozumiał marketingową siłę powiedzenia sex sells. Czemu modelowo dał wyraz, tytułując jedną ze swoich rozpraw badawczych nazwą: „Życie seksualne dzikich".

I chociaż wydana w 1929 roku monografia, to – ni mniej, ni więcej – twarde w odbiorze dzieło naukowe (wybitne – dodajmy!), to moc tytułu z miejsca uczyniła go bestsellerem, po który, rumieniąc się, sięgały nawet pensjonarki i gospodynie domowe.

Malinowski, prywatnie wielki przyjaciel Stanisława Ignacego Witkiewicza, z którym wspólnie przemierzał Australię i Oceanię, w końcowej fazie życia osiadł w Ameryce, gdzie od 1939 roku był wykładowcą i profesorem Uniwersytetu Yale.

W 1940 poślubił malarkę Annę Valettę Hayman-Joyce, ale związkiem tym nie nacieszył się zbyt długo. Zmarł 16 maja 1942 roku, chwilę po powrocie z uroczystości otwarcia Polskiego Instytutu Naukowego w New Haven, któremu z dumą miał przewodniczyć. Pochowany został kilka dni później na cmentarzu Yale University, nieopodal miejsca swojej niedoszłej prezesury. Spoczywa tam do dziś, mając za sąsiadów m.in. znanego całemu światu z nazwiska przemysłowca i konstruktora karabinów Oliviera Winchestera oraz Ilię Tołstoja, czyli syna słynnego autora „Wojny i pokoju” i „Anny Kareniny”.

W „Niebezpiecznych Dżentelmenach” jakkolwiek zobaczymy Bronisława Malinowskiego w wersji ze wszech miar żywej i sensacyjnie-komediowej, o co zadba niezastąpiony Wojciech Mecwaldowski.

Nóż do papieru i morderstwo przez pomyłkę

Z Ameryki powracamy do Polski, prosto na warszawskie Powązki – konkretnie do kwatery 154 B, rzędu nr 2. To tutaj znajduje się symboliczny grób jednej z najpopularniejszych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych postaci dwudziestolecia międzywojennego – Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Przyszły poeta i wybitny tłumacz – który w filmie Macieja Kawalskiego ma twarz Tomasza Kota, początkowo planował zastać lekarzem. Jednak już na studiach na Uniwersytecie Jagiellońskim objawiło się jego zamiłowanie do literatury oraz… hulanek i hazardu, które popchnęły go prosto w wesołe ramiona artystycznej bohemy.

Boy szybko stał się nieodłącznym towarzyszem Stanisława Przybyszewskiego, legendarnego twórcy młodopolskiego, a już w listopadzie 1900 roku – wraz z tuzami krakowskiej socjety – bawił się na weselu Lucjana Rydla i Jadwigi Mikołajczykówny, które tak bardzo zainspirowało Stanisława Wyspiańskiego.

Za życia Żeleński dał się poznać jako jeden z najwybitniejszych krytyków literackich oraz człowiek, który przełożył na język polski właściwie wszystkie najważniejsze dzieła literatury francuskiej – od „Komedii ludzkiej” Balzaka po „W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta.

Śmierć zastała go we Lwowie, w 1941 roku. Po zajęciu miasta przez wojska niemieckie, w nocy z 3 na 4 lipca Żeleński został aresztowany i rozstrzelany przez hitlerowskie Einsatzkommando. Choć odbywające się na stokach Kadeckiej Góry egzekucje były częścią planu eksterminacji polskiej inteligencji, to uznaje się, że śmierć Boya była zupełnie przypadkowa, bo do Lwowa trafił już po wybuchu II wojny światowej i nie figurował na żadnej z list proskrypcyjnych.

Mimo usilnych starań rodziny, próby odkrycia prawdziwego miejsca pochówku Boya nie powiodły się. Przez lata wpędzało to w rozpacz żonę poety Zofię, czyli słynną Zosię z „Wesela”, która do własnego grobu została złożona z jedyną pamiątką po mężu, czyli jego ozdobnym nożem do papieru.

Tischner, podcięte żyły i kobieta w trumnie

Ostatni z naszych bohaterów Stanisław Ignacy Witkiewicz, w „Dżentelmenach” rozkosznie sportretowany przez Marcina Dorocińskiego, z życiem pożegnał się we właściwym sobie stylu, czyli z przytupem. 18 września, na wieść o zbrojnej agresji Sowietów na Polskę, artysta udał się w – nomen omen – ostatni spacer, podczas którego zażył pastylki efedryny, a następnie podciął sobie żyły – na przegubach rąk, na nogach i wreszcie tętnicę na szyi. Wszystko po to, by nie oglądać rosyjskiej inwazji, w której upatrywał nie tylko początków nowej, globalnej wojny, ale również nieuniknionej zagłady świata.

Witkiewicz został pochowany już następnego dnia – 19 września 1939 roku, na małym prawosławnym cmentarzyku w Jeziorach, które po wojnie znalazły się na terenie ukraińskiej republiki ZSRR. Jeśli myślicie, że na tym koniec, to nic bardziej mylnego. W końcu to Witkacy!

Artysta wrócił na usta wszystkich dokładnie w 1988 roku, kiedy – na mocy porozumienia generała Jaruzelskiego i Michaiła Gorbaczowa – postanowiono sprowadzić jego szczątki do Polski.

 

Już ekshumacja, do której doszło 11 kwietnia, zasiała wątpliwości, że coś jest nie tak. Otóż w rozkopanej mogile – obok domniemanego Witkiewicza – znaleziono również zwłoki niemowlęcia! Uwagę zwrócił też fakt, że wydobyty z ziemi szkielet miał dobrze zachowane uzębienie, podczas gdy z relacji krewnych wynikało, że Witkacy już od połowy lat 30. używał sztucznej szczęki.

 

Nic nie mogło jednak zmącić planów ówczesnej władzy i tak oto 14 kwietnia 1988 roku kilkaset osób z całej Polski przybyło do Zakopanego na wspaniały pogrzeb artysty, któremu przewodził nie kto inny jak ksiądz Tischner. I chociaż kazanie duchownego wyciskało łzy z oczu zgromadzonych, to już w trakcie ceremonii plotkowano, że w grobowcu – obok matki Witkacego – tak naprawdę pochowano kogoś innego.

 

Sprawa przycichła do 1994 roku, kiedy grono badaczy, za zgodą ówczesnego Ministra Kultury – Kazimierza Dejmka doprowadziło do ponownego otwarcia trumny Witkacego. Powtórna ekshumacja potwierdziła przypuszczenia. W Zakopanem, zamiast słynnego artysty, pochowano zwłoki kobiety w wieku 25-30 lat, która najprawdopodobniej zmarła w czasie połogu. Wbrew szokującej ekspertyzie, żyjący krewni Witkiewicza zgodzili się na pozostawienie jej szczątków w rodowej mogile. Spoczywają w niej do dziś.

 

 

 

Obraz zawierający osoba, zewnętrzne

 

Opis wygenerowany automatycznieObraz zawierający drzewo, zewnętrzne, dom, kamień

 

Opis wygenerowany automatycznie

 

 

 

Co się stało w Zakopanem, niech zostanie zakopane

 

 

 

Tadeusz Boy-Żeleński, Witkacy, Joseph Conrad, Bronisław Malinowski – cztery ikony swoich czasów. Już w styczniu 2023 roku zobaczymy ich wszystkich w porywającym debiucie Macieja Kawalskiego „Niebezpieczni Dżentelmeni” – sensacyjnej historii, której próżno szukać na kartach podręczników. Razem staną oni naprzeciw wielkiej intrygi, w którą zamieszani będą gangsterzy, artyści i politycy, a nawet sam Lenin. To co z tego wyniknie będzie nie lada gratką dla wszystkich tych, którzy poszukają polskiego kina najwyższych lotów, a wśród ulubionych nazwisk świata filmu, jednym tchem wymieniają Guya Ritchiego i Quentina Tarantino. 

Plejada wybitnych polskich aktorów odsłaniająca nieznane oblicze słynnych i kultowych postaci oraz piętrowa zagadka kryminalna i niepowtarzalna atmosfera Zakopanego

– wszystko to w reżyserskim debiucie fabularnym Macieja Kawalskiego, produkowanym przez Agnieszkę Dziedzic z Koi Studio („Tarapaty”) we współpracy z Leszkiem Bodzakiem i Anetą Hickinbotham z Aurum Film („Boże Ciało”). „Niebezpieczni Dżentelmeni” to iskrzący dowcipem i tętniący akcją komediowy kryminał, w którym równie ważne jak to „kto zabił?”, jest pytanie „kogo zabito?”.

Tadeusz Boy-Żeleński (T. Kot), Witkacy (M. Dorociński), Joseph Conrad (A. Seweryn) i Bronisław Malinowski (W. Mecwaldowski), cztery znakomitości zakopiańskiej bohemy budzą się po mocno zakrapianej, całonocnej imprezie. Głowy pękają im od kaca, nikt nic nie pamięta, a sytuacji nie poprawiają znalezione na podłodze zwłoki nieznanego mężczyzny. Dodatkowo do drzwi domu dobijają się właśnie stróże prawa, a to dopiero początek kłopotów. Rozpoczyna się wyścig z czasem, w którym bohaterowie muszą uwolnić się nie tylko od podejrzeń, ale także od równie niebezpiecznych środowiskowych plotek i jak najszybciej wyjaśnić zagadkę tajemniczej śmierci. Wkrótce za sprawą tych błyskotliwych i uwielbiających ryzyko dżentelmenów tętniące kulturalnym życiem Zakopane stanie się tłem wielkiej intrygi, w którą zamieszani będą gangsterzy, artyści i politycy, w tym Zofia Nałkowska czy Józef Piłsudski. Na drodze bohaterów stanie również Lenin we własnej osobie, który akurat zawitał do Poronina…

„Niebezpieczni Dżentelmeni” zyskują coraz większe grono fanów, czego dowodem są rosnące oceny na Filmwebie. Debiut Macieja Kawalskiego już po pierwszych pokazach na Warszawskim Międzynarodowym Festiwalu Filmowym, gdzie został wyróżniony nagrodą publiczności, przypadł do gustu również krytykom.

Trudno oprzeć się urokowi tego kina. Młoda Polska oczami Kawalskiego jest barwna, charyzmatyczna i poszukująca nowych form dla wyrażenia drzemiących w środku niepokojów.

Łukasz Bąk, Onet.pl

 

„Niebezpieczni Dżentelmeni” to brawurowy debiut Macieja Kawalskiego, który polską historię przedstawia w krzywym zwierciadle. Trochę polskie "KAC VEGAS" z Witkacym w roli głównej, trochę kino w stylu wczesnego Machulskiego. Inteligentne, zabawne i pięknie absurdalne. 

Krzysztof Połaski, Telemagazyn

 

„Niebezpieczni Dżentelmeni” to zabawa w kino gatunkowe, retro, z ekspresyjnym aktorstwem, co podkreśla znakomita muzyka Łukasza Targosza, biorąca całość w gatunkowy cudzysłów.

Jacek Cieślak, Rzeczpospolita

 

„Niebezpieczni Dżentelmeni" łączą w sobie magię kina i element szaleństwa.

Piotr Kozłowski, Dziennik.pl

 

Film Kawalskiego to dość rzadki przypadek, w którym wszystko się ze sobą zazębia i trudno potem sobie wyobrazić, że coś mogłoby być inaczej. Kryminalna opowieść ze wszystkimi jej zwrotami akcji jest ekscytująca, ale jeszcze bardziej ekscytująca, bo wplątane są w nią znane twarze, ich sposób zachowania, to, w jaki sposób kojarzy się ich na dźwięk nazwiska. Jedno napędza drugie, drugie napędza pierwsze – wszystko tutaj pasuje jak ulał. 

Quentin

 

Zakopiańskim partnerem filmu jest Hotel Nosalowy Dwór Resort & Spa

Gatunek: komedia kryminalna

Produkcja: Polska 2022

Producent: Koi Studio („Tarapaty”)

Koproducenci: Aurum Film („Boże Ciało”, „Wszyscy moi przyjaciele nie żyją”, „Magnezja”), WFS Walter Film Studio („Boże Ciało”, „(Nie)znajomi”, „Planeta Singli”), TVN („25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”), Krakowskie Biuro Festiwalowe, Instytucja Filmowa „Silesia-Film” Projekt jest współfinansowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej.

Scenariusz i reżyseria: Maciej Kawalski („Mały zgon” – serial)

Obsada: Tomasz Kot („Zimna wojna”, „(Nie)znajomi”), Marcin Dorociński („Pitbull. Ostatni pies”, „Gambit królowej” – serial),  Andrzej Seweryn („Król” – serial, „Ostatnia Rodzina”),  Wojciech Mecwaldowski („Klangor” – serial, „Juliusz”), Michał Czernecki („Miasto 44”, „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”), Łukasz Simlat („Furioza”, „Boże Ciało”), Sebastian Stankiewicz („Gierek”, „Pan T.”) , Jacek Koman („Moulin Rouge”, „Wielki Gatsby”), Anna Smołowik („Dawid i Elfy”, „To musi być miłość”), Wiktoria Gorodeckaja („Krew Boga”, „Ikar. Legenda Mietka Kosza”).

Czytany 238 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 31 październik 2022 22:33

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama