cinema.pl Artykuły

poniedziałek, 11 kwiecień 2022 17:59

Pięć najbardziej spektakularnych kradzieży dzieł sztuki

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

W 2021 roku minęło równe sześćdziesiąt lat od kradzieży namalowanego przez Goyę „Portretu księcia Wellingtona”. To był pierwszy - i póki co ostatni - przypadek tak zuchwałej kradzieży z londyńskiej Galerii Narodowej.

Już 27 maja b.r. do polskich kin trafi film „Książę”, który opowiada o kulisach tej sprawy. W rolach głównych znakomity duet: Jim Broadbent i Helen Mirren.

Kradzież dzieł sztuki to biznes na międzynarodową skalę. Szacuje się, że może ona wynosić od 1,5 do nawet 6 miliardów rocznie. Oto pięć najbardziej spektakularnych kradzieży dzieł sztuki. Zacznijmy od naszej, filmowej.

1. „Portret księcia Wellingtona”, 21 sierpnia 1961 roku, metoda: przez okno w toalecie; oskarżony: Kempton Bumpton, taksówkarz. Wyrok: uniewinniony. Dzieło zostało zwrócone. Szczegóły i okoliczności do obejrzenia w kinach.

2. Tego samego dnia, 21 sierpnia, tylko 50 lat wcześniej z francuskiego Luwru skradziono słynną „Monę Lisę” Leonarda da Vinci. Oskarżony Vincenzo Peruggia, był malarzem pokojowym, zatrudnionym w paryskim muzeum. Wyrok: rok i 15 dni więzienia. Dzieło zostało przechwycone przez policję podczas próby sprzedaży do jednej z włoskich galerii dzieł sztuki.

3. Trzynaście obrazów, w tym prace Vermera, Rembrandta czy Maneta skradziono 18 marca 1990 roku z jednego z muzeów w Bostonie. Złodziejami okazali się fałszywi policjanci, rzekomo sprawdzający zgłoszenie zakłócania porządku. Wartość skradzionych dzieł szacuje się obecnie na pół miliarda dolarów i do dziś żadnego z nich nie odnaleziono.

4. Słynny „Krzyk” Muncha ma 4 wersje, z czego dwie z nich zostały skradzione. Pierwszej kradzieży dokonano 12 lutego 1994 roku w Oslo. Władze norweskiej stolicy ślepo wierząc w uczciwość obywateli nie zabezpieczyły należycie swoich dóbr kulturowych. Złodzieje weszli do Galerii Narodowej po… drabinie a wychodząc z obrazem zostawili kartkę o treści: „Dziękujemy za słabą ochronę”. I choć później wpadli, udało im się uniknąć kary z powodu błędów procesowych. Inna wersja dzieła norweskiego artysty została skradziona z muzeum jego imienia dekadę później. Złodziei sfotografował przypadkowy przechodzień. Złapano ich ale obraz odnalazł się dopiero po dwóch latach.

5. Polska. 19 września 2000 r. Kradzież „Plaży w Pourville” Claude’a Moneta z Muzeum Narodowego w Poznaniu. Robert Z. podając się za studenta ASP szkicował dzieła w sali, w której wisiał obraz Moneta. Pod nieobecność pracownicy wyciął z ram oryginał a na jego miejsce podłożył falsyfikat. Pracownicy muzeum zorientowali się po kilku dniach. Złodziej wpadł po 10 latach jako poszukiwany za niepłacenie alimentów byłej żonie.

Zdobywcy OSCARÓW Jim Broadbent i Helen Mirren w zabawnej i wzruszającej opowieści o tym, że w życiu zawsze trzeba grać vabank!

Film producenta wywołujących łzy śmiechu i wzruszenia hitów „BOSKA FLORENCE”, „JUDY”, „KRÓLOWA”, „SLUMDOG, MILIONER Z ULICY”, „ŻELAZNA DAMA”.

Oparta na niesłychanych, lecz prawdziwych wydarzeniach komedia o zwykłym człowieku, który, niczym Robin Hood, ośmieszył brytyjskie władze dokonując zuchwałej kradzieży pewnego arcydzieła w szczytnym celu.

O FILMIE

W 1961 roku Kempton Bunton, niepozorny brytyjski sześćdziesięcioletni taksówkarz, wykradł z Galerii Narodowej w Londynie ceniony obraz namalowany przez mistrza Francisco Goyę: „Portret księcia Wellingtona”. Była to pierwsza tego typu sytuacja w historii tej renomowanej instytucji – i do dziś pozostaje jedyną kradzieżą w jej obecnie niemal dwustuletniej historii. Mężczyzna zaczął niedługo potem wysyłać żądania okupu, w których wyraźnie zaznaczał, że chętnie zwróci słynny obraz olejny pod jednym warunkiem: brytyjski rząd ma zainteresować się na poważnie dobrobytem emerytowanych obywateli Wielkiej Brytanii. 

Okazało się, że od Bunton od dawna wzywał polityków do zapewnienia emerytom dostępu do bezpłatnej telewizji, którą uważał za istotną kwestię w życiu zasłużonych i zmęczonych życiem starszych osób. To, do czego doszło w kolejnych dniach, tygodniach, miesiącach oraz latach, sprawiło, że narodziła się nowa wersja legendy o Robin Hoodzie, który zabrał możnym po to, by zapewnić biednym to, co według niego im się należało. Co było prawdą. Ale nie do końca. Bowiem prawda miała w tym przypadku kilka oblicz. Prawdziwa historia, zaprzeczająca w wielu aspektach utrwalonej legendzie Kemptona, ujrzała światło dzienne aż pół wieku później. Pośród istniejących mitów jedyną prawdą była ta, że Bunton był dobrym człowiekiem, który postanowił zmienić świat i uratować własne małżeństwo za pomocą słynnego obrazu.

W 2021 roku minęło równe sześćdziesiąt lat od kradzieży namalowanego przez Goyę „Portretu księcia Wellingtona” z londyńskiej Galerii Narodowej, jednakże przed „Księciem” nikt inny nie podjął się przeniesienia tej niesamowitej historii na ekrany kin. Proces rozpoczął się wraz z emailem, który brytyjska producentka Nicky Bentham otrzymała pewnego słonecznego dnia od Christophera Buntona, wnuka Kemptona. W elektronicznej wiadomości mężczyzna opisał pokrótce historię dokonań swojego dziadka i wyjaśnił, dlaczego uważa, że jest to doskonała podstawa dla podnoszącego na duchu filmu dla wszystkich pokoleń.

„Nie potrafiłam uwierzyć w to, co czytam. Historia wydawała się zbyt szalona, by mogła być prawdziwa”, wspomina producentka. „Postanowiłam jednak sprawdzić, na ile pokrywa się z faktami, a na ile została podkoloryzowana. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że Christopher mnie nie okłamał w ani jednym słowie. Byłam w szoku, że nikt jeszcze nie podjął się ekranizacji tak fantastycznej opowieści. Rodzina Buntonów rzadko kiedy mówiła publicznie o całej sprawie, więc czułam się zaszczycona, że zdecydowali się mi zaufać i dali dostęp do ogromu materiałów archiwalnych, od zakurzonych egzemplarzy niesamowitych sztuk teatralnych napisanych przez Kemptona po wiszącą w domu Buntonów ręcznie kolorowaną fotografię Marian (najstarszego dziecka Kemptona i Dorothy; dziewczynka zginęła w wypadku rowerowym).

Gdy Bentham kupiła prawa do ekranizacji historii Kemptona Buntona, zaczęła rozglądać się za odpowiednim partnerem do realizacji tak niezwykłego projektu. „Od razu pomyślałam o Pathe. Ten temat wydawał się dla nich idealny. Miałam rację, błyskawicznie zainteresowali się moim projektem, nie potrafiąc nadziwić się, że nikomu wcześniej nie przyszło to do głowy”.

„Firma wyrobiła sobie reputację producenta jakościowych filmów opartych na prawdziwych historiach, więc byliśmy zachwyceni projektem, z którym Nicky przyszła do nas pięć lat temu”, tłumaczy Cameron McCracken, dyrektor zarządzający Pathe UK oraz producent wykonawczy „Księcia”. „Głęboko wierzymy w zasadę wspólności, którą wyznawał Kempton – że jesteśmy na różne sposoby ze sobą połączeni i opiekując się najsłabszymi jednostkami społeczeństwa, stajemy się silniejsi jako społeczeństwo, silniejsi jako ludzie. Rozwój Księcia zajął nam trochę czasu, ale udało się zrealizować film, z którego wszyscy jesteśmy dumni, zwłaszcza w czasach kryzysu COVID-19, który uświadomił wielu ludziom, co jest w życiu najważniejsze”.

Do Bentham i producentów z Pathe i Neon szybko dołączyli przedstawiciele Ingenius Media i Screen Yorkshire, zaś do napisania scenariusza zatrudniono uznanych dramaturgów Richarda Beana i Clive’a Colemana, którzy musieli przekopać się nie tylko przez tony informacji o tym, co zrobił Kempton Bunton, ale także mogli przyjrzeć się jego sztukom teatralnym. „Kempton pisał o rzeczach, które leżały mu na sercu. Przelewał myśli, obawy i troski na kartki papieru”, wyjaśnia Bentham. „Choć żadna z jego sztuk nie doczekała się publikacji, widać w nich jego charakter i obywatelski upór. Dzięki nim Richard i Clive lepiej zrozumieli, kim Kempton był zanim stał się sławny, poczuli jego ciepło, humor i chęć ochrony ludzkiej godności”.

Coleman, były prawnik oraz korespondent BBC, który spędził dziesiątki godzin na opisywaniu takich spraw, doskonale znał historię Buntona, bowiem zawsze mężczyznę podziwiał. Podjął się jednak z Beanem napisania scenariusza do tego projektu nie ze względu na słynny na całą Wielką Brytanię proces sądowy. „Głównym powodem był sam Kempton. On szczerze wierzył, że jest w stanie zmienić świat i ludzi na lepsze, mimo że wszystko i wszyscy, których spotykał na swej drodze, zdawali się mu udowadniać, że nie ma żadnych szans”, mówi Coleman. „Ani przez chwilę nie traci w naszym filmie wiary w swoje powołanie, bowiem to coś, co tkwiło w nim już od czasów młodości. On po prostu nie może sprzeniewierzyć się własnej naturze”.

„Podeszliśmy to tej opowieści jako do historii wyjątkowej rodziny, która stara się ze wszelkich sił trzymać razem w obliczu śmierci Marian”, dodaje Richard Bean. „Z kolei Kempton to jeden z typowo brytyjskich marzycielskich donkiszotów, którzy próbowali zmieniać świat na taki, w jakim sami chcieliby mieszkać”.

Gdy scenariusz trafił w ręce Rogera Michella, autor „Noting Hill”, „Venus” i wielu innych świetnych filmów nie potrafił się od niego oderwać. „Clive z Richardem napisali znakomity scenariusz, w którym osiągnęli idealną równowagę pomiędzy relacjonowaniem faktów a czysto filmową rozrywką ku pokrzepieniu serc. Ten tekst mógłby równie dobrze powstać w latach 60. w studiu Ealing”, wyjaśnia Michell. „Wpisuje się również w popularne kiedyś w Anglii filmy polityczne o zwyczajnych-niezwyczajnych, którzy rzucali wyzwanie niesprawiedliwości rządu. Ten scenariusz ma w sobie piękny komediowy ton, prawdziwy patos, emocje, dramat. Podnosi na duchu, pokazuje, że jak się chce to się da, oraz zapewnia wyjątkowe kinowe doświadczenie”.

Coleman potwierdza słowa reżysera, podkreślając, że celowali właśnie w takie połączenie styli i gatunków, które ma przynieść widzowi emocje w trakcie i uśmiech na twarzy po zakończeniu seansu. „To film ku pokrzepieniu serc i mam nadzieję, że widzowie wyjdą z kin podbudowani. Opowiadamy o człowieku, z którym aż by się chciało zaprzyjaźnić, bo starał się nieść nadzieję i szczerość w świecie zbyt często emocjonalnie szarym i zniechęcającym. Gdyby żyło więcej ludzi takich jak Kempton Bunton, świat byłby znacznie szczęśliwszym miejscem”.

BUNTONOWIE

Kempton Bunton – lokalny bohater

Kempton Bunton wierzył w społeczeństwo, którego wielkość mierzy się przede wszystkim tym, w jaki sposób jego członkowie są odpowiedzialni za innych. Nie chciał, żeby w jakiekolwiek społeczności ludzie czuli się wykluczeni bądź samotni, niezależnie od tego, czy chodziło o jego niepotrafiącą wyjść z żałoby po stracie córki żonę Dorothy czy borykającego się z traumami weterana wojennego. Kempton stawał w obronie słabszych i pokrzywdzonych, miał też obsesję na punkcie emerytów, którzy zostali jakby odcięci od społeczeństwa, w którym funkcjonowali większość życia. Co więcej, był przekonany, że telewizja jest w stanie rozwiązać problem ich samotności, dlatego walczył zaciekle z rządem, żeby zapewnić starszym obywatelom darmowy dostęp do telewizji. Dwukrotnie trafił do więzienia, gdy odmówił opłaty za korzystanie z BBC.

Jak wyjaśnia reżyser Roger Michell, „Choć świat traktował Kemptona po macoszemu, co rusz rujnując jego plany, on był wiecznym optymistą i zagorzałym aktywistą. Potrzebujemy takich ludzi w każdej kulturze na każdej szerokości geograficznej, bo wypowiadają w naszym imieniu wątpliwości, które mamy wobec ludzi sprawujących władzę – bo mówią na głos to, czego my bardzo często boimy się powiedzieć”.

„Kempton zawsze myślał o społeczności, w której funkcjonował. Zastanawiał się, jaki sens ma bycie zamożnym, jeśli wokół ludzie cierpią i ledwo wiążą koniec z końcem”, twierdzi Bentham. „Daleko mu było do ideału, miał swoje wady, ale w moich oczach jawi się jako bohater. Był bowiem w stanie poświęcić życie na próbę poprawy warunków życia innych ludzi”.

Producentce wtóruje scenarzysta Clive Coleman. „Był rzeczywiście bohaterem. Tacy ludzie by nam się przydali dziś, gdy społeczeństwa na całym świecie są coraz bardziej podzielone oraz pełne gniewu i nienawiści. On stuprocentowo wierzył, że społeczeństwo jest wspólnotą złożoną ze świadomych jednostek, czymś, co zależy od społecznej współpracy – że ja jestem nikim bez ciebie, a ty nie masz nic beze mnie. Dzisiaj takie podejście wydaje się wręcz wywrotowe, bo zbyt wiele osób stara się żyć wyłącznie dla siebie”.

Społeczna wrażliwość Kemptona na potrzeby innych obywateli istniała w pewnej sprzeczności z faktem, iż nie potrafił czasem dostrzec potrzeb własnej rodziny. Jego chęci zmiany świata na lepsze przerodziły się w obsesję, w rezultacie czego – choć intencje miał słuszne – zdarzało się, że jego walka o bardziej pozytywną przyszłość prowadziła go do podejmowania złych decyzji.

Mając wielowymiarową postać człowieka, którego nie dawało się łatwo zdefiniować, twórcy wiedzieli, że kluczem do sukcesu jest odpowiedni casting. „Gdy pisaliśmy nasz scenariusz, wyobrażaliśmy sobie w roli Kemptona właściwie tylko jednego aktora: Jima Broadbenta”, wspomina Richard Bean. „Potrzebowaliśmy aktora, który potrafi jednym spojrzeniem nasączyć widza nadzieją i wątpliwością, a Jim jest w tym mistrzem”, dodaje Coleman.

Producentka Nicky Bentham podkreśla, że wybór Broadbenta był podyktowany także pewnym podobieństwem aktora do prawdziwego Kemptona Buntona. „Wystarczy spojrzeć na zdjęcia. Jestem przekonana, że widzowie zakochają się w filmowym Kemptonie, bo Jim zagrał go tak, jak tylko on potrafi – z wdziękiem i szelmowską iskierką w oku”.

Roger Michell pracował już z Broadbentem w 2013 roku przy „Weekendzie ostatniej szansy”, wiedział więc doskonale, że aktor stworzy przed kamerami fantastyczną postać. „Kempton był bohaterem i przychodziło mu to tak naturalnie, jak Jimowi przychodzi granie skomplikowanych postaci. Widzowie zakochają się w naszym Kemptonie”, opowiada reżyser „Księcia”.

Broadbent wspomina, że słyszał o Kemtonie Buntonie, gdy był znacznie młodszy, ale później nie miał większej styczności z informacjami o tej postaci. „Byłem zachwycony scenariuszem, który łączył wyzwanie intelektualne z mnóstwem wspaniale przemyconych gagów, a także świetnie opowiadał historię współczesnego Robin Hooda, o której świat z różnych względów, ale zupełnie niesłusznie zapomniał”, wyjaśnia nagrodzony Oscarem brytyjski aktor.

Broadbent podkreśla, że z perspektywy aktorskiej spodobało mu się przede wszystkim to, że filmowy Bunton był postacią niejednoznaczną, trudną do łatwego skategoryzowania, a sam film odnosi się na różne sposoby do dzisiejszych czasów. „To uniwersalna historia o tym, że warto czynić dobro dla innych ludzi, że warto pamiętać, że nasz los zależy także od losu tych, którzy nas otaczają, nawet jeśli nie znamy ich z imienia i nazwiska”, tłumaczy aktor. „Kempton nie był mężczyzną idealnym, miał w sobie różne mroki, mylił się, podejmował błędne decyzje, ale był też człowiekiem honoru, który nie obawiał się ryzykować, by osiągnąć społeczny sukces”.

Dorothy Bunton – żywicielka rodziny

Kempton Bunton nie jest natomiast jedyną ważną postacią „Księcia”. Równie istotna jest jego żona, Dorothy Bunton, która walczyła latami o dobro rodziny, gdy jej mąż prowadził społeczne kampanie lub walczył o dobro wszystkich poza swoimi najbliższymi. „Dorothy borykała się z wieloma przeciwnościami losu. Była w zasadzie żywicielką rodziny, bowiem jako jedyna miała regularne dochody ze sprzątania w domostwie pewnej rodziny z klasy średniej”, mówi reżyser Roger Michell. „Jeśli Kempton był marzycielem, którego warto podziwiać za to, że zrobił to, co zrobił, Dorothy była spoiwem utrzymującym ich rodzinę w całości – kobietą, którą należy podziwiać za wytrwałość w pokonywaniu życiowych przeszkód dla dobra swych bliskich”.

Dorothy była również matką w żałobie, „Książę” jest bowiem zarówno filmem opowiadającym niewiarygodną historię politycznego idealisty Kemptona Buntona, ale także historią o dwójce ludzi, którzy starają się na różne sposoby radzić z niewyobrażalną stratą. Śmierć najstarszego dziecka, córki Marian, była dla nich trzęsieniem ziemi wykraczającym poza wszelkie przyjęte skale. Zmieniła Dorothy na zawsze. „W filmie nie potrafi pójść na grób córki, tak boleśnie odczuła jej stratę. Nie umie rozmawiać o Marian, nie jest w stanie myśleć o tym, że życie zmusiło ją do funkcjonowania bez swojego kochanego dziecka”, wyjaśnia Michell.

I choć „Książę” w dużej mierze opowiada historię Kemptona oraz jego niekonwencjonalnego pomysłu na zyskanie uwagi rządzących, film pokazuje także przemianę Dorothy Bunon, która z czasem uczy się radzić sobie z rozdzierającym ją żalem. „To wątek drugoplanowy, jednakże z perspektywy całości kluczowy dla emocjonalnego wydźwięku Księcia”, podkreśla Michell. „Dorothy uczy się, że życie musi toczyć się dalej, że nie musi być tą samą osobą, którą była przed tą tragedią – że może być złamana śmiercią dziecka i żyć dalej. Dzięki temu widzowie dostrzegą przebłyski słodkiej, ciepłej kobiety, którą Dorothy niegdyś była”.

Gdy Dorothy wyciąga na ekranie zakurzone zdjęcie Marian, które leżało schowane w szufladzie biurka, publiczność widzi, że rodzina Buntonów zaczyna zmierzać w dobrą stronę. „Zamiast skupiać się na Portrecie księcia Wellingtona, kierują znów swą uwagę na osobę, która była dla nich o wiele ważniejsza. Odzyskują to, co sprawiło, że byli dobrą rodziną”, dodaje producentka Bentham. Właśnie z tego względu twórcy wykorzystali w filmie prawdziwe zdjęcie Marian. W tamtych czasach barwne fotografie były bardzo drogie, dlatego Dorothy spłacała ją w ratach.

Mimo, że przez większość filmu Kempton skutecznie ukrywa swoje plany przed Dorothy, jego żona nie jest naiwniaczką, lecz sfrustrowaną matką w żałobie, która łapie się każdej okazji, by utrzymać rodzinę na powierzchni. Z tego względu twórcy szukali aktorki o dużej wewnętrznej sile i charakterze, która byłaby w stanie oddać złożoność oraz skrywane ciepło i przekonania kobiety zmuszanej przez los do przyjęcia roli ofiary. Na szczycie ich listy była Helen Mirren.

„Wiedzieliśmy oczywiście, że dosłownie wszyscy chcą pracować z Helen i może być trudno zainteresować ją naszym projektem, ale i tak wysłaliśmy jej scenariusz. Całe szczęście, że tak jej się spodobał, że zdecydowała się zagrać w Księciu kosztem innych ciekawych propozycji”, wspomina Bentham. 

Mirren pamięta czasy, w których Kempton Bunton dokonywał swojego zuchwałego aktu obywatelskiego buntu, jednak do momentu zetknięcia się ze scenariuszem „Księcia” aktorka nie miała pojęcia, że ktoś taki istniał i zapisał się w historii Wielkiej Brytanii. „Byłam zaskoczona, zszokowana. Gdyby nie fakt, iż wszystko to prawda, uznałabym to za scenariuszową przesadę”, twierdzi laureatka Oscara. „Uwielbiam scenariusze, którą łączą słodycz i nadzieję z wyraźną nutką goryczy, bo w życiu zaznajemy przecież i tego, i tego. Uwielbiam też lata 60., życie było wtedy nieco spokojniejsze, być może w pewien sposób bardziej niewinne”.

„Dorothy jest w tej rodzinie osobą najbardziej praktyczną, racjonalną. Kempton to marzyciel, człowiek odważny i zaangażowany w słuszną sprawę, ale mimo wszystko marzyciel, nie potrafi stąpać po ziemi tak twardo jak ona”, dodaje Mirren. „Mam nadzieję, że widzowie dostrzegą, że to nie jest film o nim, ale także o niej – że są równorzędnymi bohaterami, i nawet jeśli ona jest mniej efektowna od męża, nawet jeśli nie zwraca na siebie tak bardzo uwagi, należy ją docenić za to, co i jak robi, jak rodzinę utrzymuje. Marzenia są ważne, ale rachunki jakoś trzeba płacić!”

Filmowi Kempton i Dorothy musieli mieć, rzecz jasna, to coś, co często określa się ekranową chemią, a Broadbent i Mirren świetnie wywiązali się z zadania. „Ukazując stare małżeństwo, należy sprawić, by widz uwierzył, że ci ludzie spędzili ze sobą całe dekady. Jim jest świetnym aktorem, nie miałam żadnych problemów z zagraniem tej relacji z punktu widzenia Dorothy”, dodaje Mirren, podkreślając, że największym wyzwaniem było ukazanie wyrwy w ich związku spowodowanej śmiercią dziecka. „Żadne z nich nie chce o tym rozmawiać, bo oboje starają się radzić ze stratą zupełnie inaczej. Dorothy tłumi emocje w sobie, nie chce o tym mówić, podczas gdy Kempton podchodzi do tego z większą otwartością – nieustannie wraca do tej tragedii w swojej twórczości dramaturgicznej, szukając wszelkich okazji do ważkiej refleksji”. 

O ile Kempton stał się postacią znaną i dokładnie opisaną w materiałach dziennikarskich, tak skrywająca się w jego cieniu Dorothy pozostała tajemnicą. Do tego stopnia, że Mirren musiała opierać się praktycznie w całości na scenariuszu i własnym aktorskim instynkcie. Miała dostęp do wyłącznie jednego zdjęcia Dorothy Bunton, lecz fotografia ta skłoniła ją między innymi do przemiany fizycznej na potrzeby roli. „Byłem pod dużym wrażeniem przygotowania Helen, jej aktorskiej transformacji. Jestem pewien, że zaskoczy widzów tą rolą”, mówi Roger Michell.

Wtóruje mu zaangażowana w projekt „Księcia” od początku Nicky Bentham. „Helen jest jedną z najbardziej eleganckich kobiet kina, ale w życiu sprzątaczki z 1961 roku nie było miejsca na elegancję. Byłam w szoku, jak bardzo zmieniła się na potrzeby roli”. Aktorka wspomina, że współpraca z Michellem była wspaniałym doświadczeniem. „On ma w sobie pewną łagodność, która w połączeniu z życiową mądrością oraz poczuciem humoru sprawia, że idealnie pasuje do tej historii. Nie wyobrażam sobie innego reżysera, który potrafiłby oddać sedno Buntonów”.

Jackie Bunton – lojalny syn

Jackie Bunton to cichy, lojalny syn, na którym można polegać, młody mężczyzna, który chce być dla swoich rodziców wsparciem, a nie utrapieniem. I tak się składa, że przez większość filmu skrywa pewną szokującą tajemnicę, obserwując większość wydarzeń, do których niejako doprowadził, z dystansu. Była to bardzo trudna rola, dlatego filmowcy byli w siódmym niebie, gdy udało im się przekonać do jej zagrania Fionna Whiteheada.

„Fionn ma iście magnetyczną osobowość, kamera uwielbia go i zawsze skupia na nim uwagę, co pozwala mu tworzyć pełnokrwiste, niejednoznaczne postaci”. Jackie to postać owiana pewną tajemnicą, dlatego tak ważne było, by widz uwierzył w niego jako człowieka”, mówi Bentham. „Fionn świetnie gra enigmatyczność, ale jest mimo wszystko w jego interpretacji Jackiego coś ciepłego, co sprawia, że wiemy, że wszystko się jakoś ułoży”, dodaje scenarzysta Richard Bean. „Jest aktorem, który intryguje”, wyznaje Roger Michell. „Ma w sobie ogromną naturalność, a w jego aktorstwie jest pewna ujmująca prostota. Przypominał mi młodego Toma Courtenaya”.

Aktor wiedział, że musi zrozumieć motywacje swojej postaci i jego ojca, żeby dobrze ukazać złożoność Jackiego. „Uważam że wykradł obraz ze względu na permanentną frustrację w domu rodzinnym. Odziedziczył po Kemptonie pogardę dla establishmentu i brał sobie przez lata do serca wszystko, co mówił jego ojciec. Dlatego przez większość filmu mówi półsłówkami bądź milczy, ale widać, że w jego umyśle dzieje się naprawdę wiele”, podkreśla Whitehead.

„Jackie jest w bardzo trudnym położeniu. Chce, żeby rodzicie pokonali dzielące ich różnice i wyszli z kryzysu po śmierci córki. Chce przywrócić renomę ojca w oczach matki”, opowiada scenarzysta Clive Coleman. „Dlatego decyduje się na szalony plan, który – ma nadzieję - naprawi jego rodzinę i przyniesie społeczeństwu różne profity”.

Whitehead twierdzi, że czuł się zupełnie bezpieczny pod reżyserskimi skrzydłami Michella. „I z Rogerem, i z Jimem, i z Helen czułem się zawsze komfortowo. Roger był zawsze cierpliwy i wyrozumiały, zaś Jim i Helen… cóż mogę powiedzieć, miałem idealnych filmowych rodziców! Podziwiałem ich talent od dawna, a teraz miałem okazję stanąć z nimi na planie i obserwować, w jaki sposób tworzą swoją sztukę. Niesamowite doświadczenie”.

KEMPTON KONTRA ESTABLISHMENT

Prawdziwa historia zuchwałej kradzieży „Portretu księcia Wellingtona” stała się wstydliwa dla brytyjskiego establishmentu. Nie tylko złodziej nie wykazał się jakimkolwiek poważaniem dla rodzimych tradycji, ale też okazał się człowiekiem z nizin społecznych, który dokonał tego dzieła w celach altruistycznych. Zgroza! 

Gdy przyszło do odtwarzania słynnego procesu sądowego, filmowcy postanowili wykorzystać przemowy Kemptona słowo w słowo, gdyż mężczyzna nasączył je patosem oraz elokwencją. „Wiedział, że nigdy więcej nie będzie miał przed sobą takiej publiki, a zatem każda sekunda się liczy i nie może pozwolić sobie na marnotrawienie czasu. Każde słowo było ważną częścią każdego zdania, a każde zdanie prowadziło do refleksji. W pewnym sensie przygotowywał się do tej chwili przez całe życie”, mówi Bentham. „W filmie widać to między innymi w tym, jak jego obrońca zadaje mu pytania, by pozwolić Kemptonowi zyskać uwagę ławy przysięgłych”.

„W sądzie okazał się niezgorszym aktorem, który potrafi utrzymać na sobie uwagę ogromnej rzeszy ludzi, którzy zjawili się w tym miejscu niekoniecznie pałając do niego sympatią”, mówi scenarzysta Richard Bean. „Kempton wykorzystał do maksimum swe pięć minut sławy w Old Bailey. Zasiadający na sali ludzie bawili się przednio, a prasa się w nim zakochała”.

Scenarzyści wykorzystali ten moment, by pogłębić to, co wcześniej było ledwie zarysowane na drugim planie, więc gdy Kempton staje przed sądem i zabiera głos, widzowie dowiadują się po raz pierwszy o jego przeszłości. Co ciekawe, większość aktorów nie znała treści przemówienia Kemptona i usłyszeli je na planie po raz pierwszy w życiu. „Inteligentna, przejmująca, zabawna mowa. Statyści na przemian się śmiali i płakali. Atmosfera była wspaniała, dzięki czemu udało nam się odtworzyć moment, który stworzył legendę Kemptona Buntona”, mówi Bentham.

W rolę Jeremy’ego Hutchinsona, obrońcy Kemptona i zarazem jednego z najbardziej cenionych prawników tamtych lat, wcielił się Matthew Goode. „Mogłem pracować ponownie z Jimem, nie trzeba mnie było do tego jakoś specjalnie przekonywać”, śmieje się aktor. „Jego przemowa w scenie sądowej to absolutne aktorskie mistrzostwo warte wszelkich nagród”.

„Matthew był fenomenalny w roli Hutchinsona, zagrał go z wdziękiem intelektualisty, który wie, że to nie jest jego przedstawienie, ale może pomóc lepiej je odegrać”, mówi producentka. „Choć Hutchinson pochodził z innej klasy społecznej, podobnie jak Kempton lubił walczyć o prawa i przywileje słabszych i pokrzywdzonych. W tym sensie idealnie do siebie pasowali”. Warto wspomnieć, iż mowa końcowa Hutchinsona była tak genialna, że spowodowała jeszcze większe rozgoryczenie brytyjskiego establishmentu, zmuszając rząd do zmiany prawa.

PODZIAŁY SPOŁECZNE LAT 60.

Na początku lat 60. Newcastle wciąż podnosiło się z traumy II wojny światowej, w trakcie której było częśto bombardowane przez nazistów. W efekcie rosła ekonomiczna i społeczna przepaść pomiędzy przemysłowymi ośrodkami na północy Anglii, a swingującym Londynem tamtych lat. Jak wyjaśnia jednak Bentham, czuć było nadciągający wraz z nową dekadą wiatr przemian, a sprawa Buntona była jednym z elementów społecznej transformacji. „Działania Kemptona trafiły idealnie w czasy, w których zwyczajni ludzie przestawali bać się arystokracji, elit i rządu i zaczynali stawiać się narzucanym im od wieków formom społecznej opresji”.

Roger Michell przyznaje, że kręcąc „Księcia”, inspirował się brytyjskimi klasykami, które w latach 60. powstały w studiu Ealing, takimi jak „Smak miodu” Tony’ego Richardsona oraz „Z soboty na niedzielę” Karela Reisza. Scenograf Kristian Milstead przyjął z radością wyzwanie. „Roger był fanem czarno-białych dramatów z wczesnych lat 60. i musiałem znaleźć sposób, by odtworzyć ich klimat we współczesnym filmie barwnym. Kolory, przestrzenie oraz rekwizyty musiały wyglądać pięknie, filmowo, ale mieć w sobie pewną prostotę”, wyjaśnia scenograf.

„Paletę barwną niemal całego filmu dyktuje ubiór głównych bohaterów, którym daleko było do stylizowania się wedle najnowszej mody”, dodaje kostiumografka Dinah Collin. „Nosili raczej rzeczy używane, niezbyt świeże wizualnie. Chcieliśmy pokazać, że nie kupowali nowych ubrań od II wojny światowej. Kostiumy ich w ten sposób definiowały, nie przyciągając uwagi. To w zasadzie kilka ubrań na krzyż, ale wszystkie zostały dopasowane do osobowości postaci”.

Kostiumografka wspomina, że inspirowała się licznymi zdjęciami i fotoreportażami z lat 60. „Na jednym ze zdjęć widać Kemptona stojącego w płaszczu z rękami w kieszeniach i szelkami wystającymi zza swetra. Charakterystyczne zdjęcie, które nie musiało pasować do filmu, ale stwierdziliśmy z Jimem Broadbentem, że spróbujemy. I wyglądał fenomenalnie!” W przypadku Dorothy, Collin inspirowała się typowym wyglądem ówczesnych gospodyń domowych. „Miałam zdjęcie kobiety, która wyłania się zza rogu w fartuszku i bamboszach – tak bardzo spodobało się Helen, że na tej bazie zbudowaliśmy całą garderobę Dorothy”.

Charakteryzatorka Karen Hartley Thomas była podekscytowana spotkaniem z Michellem i Broadbentem, zwłaszcza w filmie opowiadającym o latach 60. „Pamiętam, że skakałam z radości, gdy dostałam scenariusz Księcia. Uwielbiam ten okres w dziejach Wielkiej Brytanii, a przekształcenie Helen w sprzątaczkę z klasy robotniczej było wspaniałym wyzwaniem!”

Newcastle nie przypomina miasta sprzed 60 lat, więc filmowcy musieli szukać plenerów gdzie indziej. „Dzisiaj jest to tętniące młodzieńczą energią i cudowną architekturą miasto, trudno w nim znaleźć jakieś lokacje, które mogłyby udawać dawne czasy”, mówi Michell. „Producenci zdecydowali się odtworzyć je w Leeds oraz Bradford. „To był strzał w dziesiątkę. W Bradford mogliśmy kręcić wszystko, na co nie pozwalały nam Newcastle i studia w Londynie. Cudowna architektura!”, ekscytuje się Milstead. 

Również Helen Mirren była zadowolona z takiego obrotu spraw. „Leeds jest pięknym miastem, ma w sobie wciąż nieco dawnego wiktoriańskiego uroku, ale jest jednocześnie nowoczesne i imponująco zorganizowane. Bradford też sobie nieźle w tym aspekcie radzi, lecz czuć tam o wiele więcej brytyjskiej historii”, wspomina aktorka. 

Nakręcenie filmu czarno-białego nie wchodziło w grę, dlatego by zbliżyć się do wizualności dawnego kina filmowcy postanowili nakręcić „Księcia” w Technicolorze. „Miałem dostęp do archiwum barwnych zdjęć z lat 60. i uznałem, że Kempton świetnie się zgra z takim światem”, dodaje Roger Michell. „Chciałem pokazać, iż Północna Anglia i Londyn to były dwa odmienne światy, a kolor bardzo mi w tym pomógł. Widzowie poczują, jak ekscytujący jest Londyn dla przyzwyczajonego do szarości Newcastle Kemptona. Jak go inspiruje i napędza do działania”.

SIŁA WSPÓLNOTY

W 2020 roku pandemia COVID-19 zatrzęsła światem w posadach, uświadamiając dziesiątkom milionów ludzi to, co dla wielu innych było oczywiste – że dobrobyt jednostki zależy w dużej mierze od dobrobytu społeczności, w której rzeczona jednostka funkcjonuje. Choć zdjęcia do „Księcia” ukończono tuż przed pierwszym globalnym atakiem pandemii w marcu 2020 roku, montaż i post-produkcja filmu odbywały się w zaostrzonym reżimie początkowego lockdownu. 

„Nie mieliśmy tego w planach, ale postawa Kemptona jest w jakiejś mierze remedium na strach, który miliony odczuły w tych pierwszych miesiącach pandemii”, tłumaczy Roger Michell. „On wierzył, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za wszystkich, że twój sąsiad to twój przyjaciel. W dzisiejszej rzeczywistości takie podejście należy celebrować”.

„Książę” to pełna świetnie dawkowanej dramaturgii historia człowieka, który pragnął zapewnić emerytowanym Brytyjczykom darmowy dostęp do telewizji. Sześćdziesiąt lat później temat ciągle wywołuje polityczne ożywienie. Pandemia COVID-19 wręcz potwierdziła, że narodowa telewizja BBC jest jednym z najbardziej trwałych spoiw brytyjskości, że łączy całe wspólnoty i pozwala im sprawnie funkcjonować. „Kempton wyznawał oczywistą z  dzisiejszego punktu widzenia zasadę, że największym zagrożeniem starości jest samotność, poczucie izolacji od świata, który pomagało się zbudować”, mówi scenarzysta Coleman. „Telewizor, to magiczne pudło stojące w kącie lub wiszące na ścianie większości salonów jest jednym z najlepszych remediów na samotność starszych osób. Tak było sześćdziesiąt lat temu, tak jest i dzisiaj”.

„Koncepcja, że należy starsze osoby zostawić samym sobie jest absurdalny”, mówi Bentham. „Mam nadzieję, że pandemia uświadomi ludziom, jak ważny jest dobry dostęp do informacji i odrobiny rozrywki, która pomaga uciec na kilka chwil od szarej codzienności”. Roger Michell konkluduje: „Jestem wielkim zwolennikiem BBC, bo to firma, która daje ludziom tyle radości, ale i miejsce, w którym duża część brytyjskiej branży stawiała pierwsze kroki. Trudno w zasadzie znaleźć kogoś, kto nie jest związany z BBC, lub nie zna kogoś, kto tam pracował”.

Świat wciąż boryka się z kolejnymi falami pandemii, raz wygrywając, raz przegrywając walkę z wyjątkowo złośliwym wirusem, ale przesłanie zostawione sześć dekad temu przez Kemptona Buntona zdaje się stawać coraz bardziej aktualne. „Książę” pokazuje, że każdy z nas ma siłę, by zmienić świat na lepsze. Trzeba tylko chcieć. Tak po prostu.

Czytany 219 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 11 kwiecień 2022 18:08

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama