cinema.pl Newsy Dnia

poniedziałek, 04 grudzień 2017 11:02

Polskie kino staje się coraz bardziej oryginalne - Grażyna Torbicka dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Kilka dni temu w kinie Centrum Sztuki Filmowej CSW odbyło się spotkanie z Grażyną Torbicką w ramach David Lynch - retrospektywa. Pretekstem do rozmowy z Pania Grażyną był film dokumentalny "David Lynch, żyć sztuką".

 

CSWJedną z pierwszych rzeczy, która uderza w filmie o Davidzie Lynchu jest reakcja ojca, który przeciwny jest pracy artystycznej. Namawiał młodego Davida, aby wziął się za porządną pracę.

W tamtych latach w Ameryce liczyło się to, aby mieć dobrą, stałą pracę. Rozmawiałam z innymi artystami i niektórzy z nich  wspominali, że ich najbliżsi również byli przeciwni by wybierać drogę reżysera ,  aktora , czy ogolnie mówiąc artysty. Przeświadczenie było takie, że ze sztuki nie można wyżyć. Jest w tym dużo racji , ponieważ dużo zależy od szczęścia .

Wizerunek Davida Lyncha jest bardzo konsekwentny. Teraz reżysera kojarzymy z charakterystycznym czarnym garniturem i białą koszulą zapiętą na ostatni guzik. Kiedyś było inaczej…

 Wydaje mi się, że jest człowiekiem, który nie zważa na konwenanse, tylko robi to, co chce robić. To samo dotyczy stylu ubierania się . Pamiętam , że na nagranie Kocham Kino w Bydgoszczy z udziałem publiczności przyszedł w spodniach , które całe były w plamach farby , bo właśnie odszedł od sztalugi , pracował. Oderwał się na chwile , by się z nami spotkać. Jest człowiekiem o ogromnej wrażliwości, ale jednocześnie o analitycznym spojrzeniu na świat, na życie. Jest to zaskakujące, ponieważ nie u każdego artysty występuje taka zdolność do analizy. Lynch widzi świat obrazami , plastycznie . Jego pierwsze filmy były pod tym względem bardzo nowatorskie , ostatnie już mniej.

David Lynch jest reżyserem, który otacza się tymi samymi osobami. Ma stałą ekipę.

Tak , żyje w swoim świecie, bo prawdopodobnie tam się najlepiej czuje. Zazwyczaj  ekipy filmowe , pracują nad danym projektem i po ostatnim klapsie rozjezdzają się do kolejnych . Aktorzy „wychodzą” z tych ról, wchodzą w kolejne. Jeżeli chodzi o Davida Lyncha, to jest niemożliwe. On musi mieć grono stałych współpracowników, z którymi w jakimś sensie się rozumie bez słów, którzy są w jego świecie, którzy za nim podążają. Tak jest. Bardzo dobrze to rozumiem, ponieważ nie umiałabym współpracować z różnymi zespołami. To jest cecha charakteru.

Lubi opowiadać skąd bierze inspirację. W jego przypadku jest to medytacja transcendentalna…

Świat jest jaki jest, czyli jest przepełniony wydarzeniami, o których nie chcielibyśmy w ogóle słyszeć. Powtarzalność błędów w dziejach ludzkości jest przerażająca. Owszem, nastąpił rozwój technologii, ale nie czujemy rozwoju humanizmu. Nie ma tego rozwoju i wchodzenia na coraz wyższe szczeble, a tym samym rozumienia, że człowiek jest wartością najwyższą. Uważam, że właśnie to powoduje, że David Lynch swój ratunek widzi właśnie w medytacji. Jego twórczość jest przepełniona tym strachem, że my jako cywilizacja zdążamy w czarną dziurę.

Jak to jest przeprowadzać wywiad z Lynchem?

Wiadomo, że David Lynch nie udziela odpowiedzi na pytania, w których jest nikły pierwiastek, mający sprowokować go do interpretacji jego dzieła. Automatycznie się wycofuje i mówi „Ja zrobiłem film i teraz pozostawiam go Wam”. To jest rozmowa z człowiekiem, który chętnie odpowiada na pytania związane ze strukturą dzieła filmowego, o roli muzyki, o budowaniu nastroju światłem, kolorem. Te rozmowy były zawsze bardzo ciekawe. Miałam dużo szczęścia, że rozmawiałam z nim 4-krotnie, ale żałuję, że nie miałam szansy przeprowadzić z nim rozmowy, znając ten film „The Art. Of Life”.

Podczas spotkania wróciliśmy też na moment do Polski. Jaka jest kondycja polskiej kinematografii? Sytuacja w przeciągu kilku lat się zmieniła. Można powiedzieć, że mamy kino albo bardzo słabe albo wybitne?

Jest też środek. Od ponad dekady  polskie kino wypracowuje pewien poziom, który powoduje, że rzadko mamy do czynienia z czymś co jest bardzo, bardzo złe. Nie wszystkie są też wybitne, ale jest bardzo dużo dobrych filmów. Polskie kino staje się coraz bardziej oryginalne. Młodzi twórcy znajdują „swój język”, uwalniają się od wzorowania  na trendach, które są modne. To, że młodzi artyści wzorują się na twórczości innego artysty, którego podziwiali, który sprawił, że podążyli drogą filmową, to nic złego. Inspirowanie się  mistrzami powinno jednak prowadzić  do wykreowania własnego stylu i własnego języka. Wydaje mi się, że  obserwujemy to u kilku młodych polskich twórców. Na przykład w filmie Jagody Szelc „Wieża. Jasny dzień”. Widać tu , moim zdaniem, inspirację filmami Carlos’a Reygadas’a . Polskie kino jest naprawdę bardzo ciekawe i przede wszystkim jest bardzo różnorodne. Z jednej strony możemy tu przywołać film „Photon” Normana Leto, który jest kinem z artystycznej półki. Zabiera nas w fantastyczną podróż skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy. Z drugiej strony mamy kino czysto obyczajowe w postaci „Cichej nocy” Piotra Domalewskiego. Gdy sięgniemy do filmów ostatnich lat, to mamy ciekawe filmy historyczne – Miasto 44 ,Generał Nil.  „Sala samobójców” Jana Komasy to z kolei przykład bardzo inteligentnego połączenia świata wirtualnego i realnego . Inne bardzo ciekawe propozycje to  „Atak Paniki” – Pawła Maślony  tragikomedia o nas,  jacy jesteśmy tragicznie śmieszni. Świetne , bardzo oryginalne  „Serce miłości” Łukasza Rondudy własciwie melodramat, ze znakomitymi kreacjami aktorskimi Justyny Wasilewskiej i Jacka Poniedziałka. Polskie kino jest dziś naprawdę zróżnicowane pod względem formy i tematów jakie podejmuje.

Festiwal „Dwa Brzegi” to Pani autorski program, który bardzo mocno wpisał się w kalendarz kulturalnej Polski. Możemy już coś zdradzić odnośnie 2018 roku?

Jak co roku festiwal odbędzie się w pierwszym tygodniu sierpnia w Kazimierzu Dolnym. Szczegółów jeszcze nie zdradzę . Mogę zapewnić, że jak zawsze będziemy proponować  nowe filmy , które wyselekcjonujemy  na najważniejszych, międzynarodowych festiwalach. Będą retrospektywy reżyserów polskich i zagranicznych i jak zawsze na Dwóch Brzegach także retrospektywa aktorska. Wielu gości z Polski i ze świata , koncerty , spotkania, wystawy . Pracujemy bardzo intensywnie i bardzo się cieszę, że 12. edycja jest przed nami. Festiwal przygotowuje świetny zespół, ale przede wszystkim mamy kapitalną publiczność, która na przestrzeni tych lat rozwijała się wraz z festiwalem.

A jak się mają nasze polskie festiwale do tych zagranicznych?

To zależy do których zagranicznych chcielibyśmy je porównać… Cannes nie ma sobie równych ,jest najbardziej kolorowe, zwariowane , ale jednocześnie bardzo ciekawe poprzez mnogość sekcji : Konkurs główny, Inne spojrzenie, Tydzień Krytyki, Piętnastka reżyserów. Berlin to zazwyczaj kino polityczne i społeczne , Wenecja trochę straciła swój charakter festiwalu propagującego małe artystyczne, autorskie filmy. Polskie festiwale , których jest coraz więcej są w większości bardzo ciekawe , repertuar czerpią najczęściej z wymienionych wyżej . Ale dla polskiej publiczności festiwale , zwłaszcza takie jak Nowe Horyzonty, Doc Against Gravity, Camerimage czy Dwa Brzegi  dają szansę na spotkanie z trendami światowego kina , na przypomnienie , czy poznanie klasyków, i wreszcie , co może najcenniejsze na rozmowy o sztuce filmowej .Ważne są również festiwale w mniejszych miastach, ponieważ skupiają ludzi, którzy na chwilę chcą się oderwać od codzienności i wejść w trochę inny świat. Chcą zarazić się sztuką, spotkaniem z twórcą filmowym. Nie jesteśmy Berlinale ani Cannes, ale mamy bardzo dobry poziom, jesteśmy inni. , Tamte dobrze, że są, ponieważ wyznaczają poziom do jakiego zmierzamy.

Od zawsze kojarzymy Panią z kinem dobrym i ambitnym, ale Pani również miała kilka epizodów aktorskich. M.in. w filmie Jana Kidawy-Błońskiego „Gwiazdy”. Było to przyjemne doświadczenie zagrać własną matkę?

Z uśmiechem przyjęłam tę propozycję, chociaż moja pierwsza reakcja była na „nie”. Gdy okazało się, że mam zagrać mamę z najlepszych lat Górnika Zabrze, którego kierownikiem drużyny był mój tata Henryk Loska i tym samym cała nasza rodzina, to była duża frajda.

Na koniec poważne pytanie. Żyjemy w bardzo specyficznych i napiętych czasach. Czy pani zdaniem ludzie kina powinni te czasy tylko obserwować czy mogą się w nie angażować?

To jest bardzo indywidualna sprawa. Przeważnie artysta w swoich dziełach jest wolny od polityki, przynajmniej wielkie dzieła powstają, kiedy tak jest. To my, odbiorcy, interpretując je, nadajemy im czasem kontekst polityczny, ponieważ widzimy w nich coś, co jest nam potrzebne. Mówimy „no tak, to jest aluzja, to jest odniesienie do…”.  Proces powstawania filmu trwa zwykle 3-4 lata . Kiedy film wchodzi do kin okazuje się, że ma nieprawdopodobną siłę i aktualność, której na pewno nie miał, kiedy zaczynała się produkcja trzy lata wcześniej. Artyści mają podskórną wiedzę, intuicję, która podsuwa tematy ważne i istotne. Tak jest szczególnie z twórcami wrażliwymi na to, co dzieje się w nurcie społeczno- obyczajowym. Tak było z „Powidokami” Andrzeja Wajdy. Historia artysty walczącego o  prawo  do wolności, do niezależności i otwartego myślenia . Takie była życie  Strzemińskiego. Andrzej Wajda zaczął realizować „Powidoki”, kiedy wydawało się, że nasza wolność artystyczna, wolność wypowiadania się poprzez sztukę nie jest niczym zagrożona. Na premierze zobaczyliśmy jak ważnego i aktualnego problemu dotyka opowieść o życiu wybitnego awangardzisty – to prawo do wolności twórczej, nieograniczonej i nieskrępowanej. To film o cichej walce nie tyle artysty, co po prostu człowieka do życia w zgodzie z sobą.

Foto: Kino Centrum / Piotr Waśniewski

Czytany 48 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 04 grudzień 2017 11:29

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Orgy