cinema.pl Wywiady

niedziela, 05 listopad 2017 15:02

Przyjaźń według internetu - prosto z Londynu dla cinema.pl

Napisane przez  Ewa Cieplińska-Bertini
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Zwycięzca tegorocznego Wschodnioazjatyckiego Festiwalu Filmowego (LEAFF) w Londynie, pełnometrażowy debiut Derka Tsanga ‘Zapiski z przyjaźni’, będzie już wkrótce pokazany polskiej publiczności w ramach programu 11 edycji ‘Pięciu Smaków’. O to, czy reżyser wybiera się do Polski, zapytałam go przed brytyjską premierą filmu.



Derek Tsang: Jestem ogromnie zadowolony, że mój film będzie pokazany w Polsce. Bardzo chciałbym pojechać do Warszawy. Jest jednym z miast, które zawsze chciałem zobaczyć. Jednak w tej chwili, nie jestem pewny, czy pozwolą mi na to wcześniej ustalone terminy. Byłoby super, jeśli udałoby mi się je poprzestawiać.

Ewa Cieplińska-Bertini: Z czym najbardziej kojarzy Ci się Polska?

DT: Ach. To bardzo proste. Między innymi z waszym kinem. Jestem ogromnym wielbicielem twórczości Kieślowskiego. Ciągle jeszcze pamiętam, jakie wrażenie zrobił na mnie ‘Dekalog’, kiedy oglądałem go pierwszy raz - wszystkie części za jednym zamachem w kinie! Wiem, że nie jest to dzieło przeznaczone do takiego oglądania. Nie mogłem się jednak oprzeć temu genialnemu dramatowi. W dalszym ciągu jestem pełen zachwytu i podziwu.

Masz jeszcze jakichś innych mistrzów?

Wydaje mi się, że twórczość Wong Kar-Waia wywarła na mnie chyba największy wpływ. Dorastałem w latach dziewięćdziesiątych, kiedy Wong Kar-Wai był najbardziej aktywny zawodowo. Jego filmy z tamtego okresu były wyjątkowo nowatorskie. Nikt wtedy w Hongkongu nie robił takich filmów jak on. Również dzięki niemu zainteresowałem się najpierw francuską Nową Falą, a następnie twórczością innych europejskich reżyserów - zarówno współczesnych jak i tych z przeszłości. Był więc Wong Kar-Wai moim oknem na świat filmu. Jemu też zawdzięczam swoje wielkie zainteresowanie artystycznym kinem autorskim.

Jednak karierę w przemyśle zaczynałeś jako aktor...

I tak, i nie. Moim głównym celem zawodowym zawsze była reżyseria. Na początku wydawało mi się, że miłość do filmów przełoży się na umiejętność ich tworzenia. Oczywiście, byłem w błędzie. Postanowiłem więc zacząć naukę ‘od podstaw’ - najpierw jako script supervisor (nadzorca ciągłości zdjęć), następnie jako asystent reżysera. W pewnym momencie, zupełnie przypadkowo, dostałem ofertę aktorską. Pomyślałem, że to świetna okazja, żeby zobaczyć, jak sprawy wyglądają z drugiej strony kamery.

I jak?

Użyję porównania: aktor jest kochankiem. Przychodzi i odchodzi. Reżyser jest rodzicem. Pracuje nad koncepcją projektu. Często pisze scenariusz. Obsadza aktorów. Szuka finansów. Dowodzi procesem produkcji. Jest również zaangażowany w postprodukcję filmu. Kiedy wreszcie projekt jest skończony, przedstawia go publiczności. Zabiera na festiwale. Spotyka się z widzami i dziennikarzami. I ciągle ma nadzieję, że jego ‘dziecko’ odniesie sukces.

Obie wykonawczynie głównych ról w ‘Zapiskach w przyjaźni’ już w tej chwili odniosły wspaniały sukces. Dostały najwyższe nagrody na festiwalach w Taipei i Hongkongu. Czy to prawda, że miałeś wątpliwości dotyczące oryginalnej obsady ról i postanowiłeś je zamienić?

To była bardzo interesująca sytuacja. Ucieszyłem się, kiedy na liście proponowanych aktorek zobaczyłem nazwisko Dongyu Zho. Od dawna chciałem z nią pracować. Wprawdzie nie znałem jej osobiście, ale bardzo podobała mi się w filmie Yimou ‘Pod krzewem głogu’. Miałem wrażenie, że jest bardzo spokojna i nieśmiała. Idealna do roli July. Nie sądziłem, że będzie miała w sobie wystarczającą ilość energii, by udźwignąć charakter niezależnej Ansheng. Z kolei Sichun Ma, znów sugerując się jej poprzednią pracą aktorską, bardziej inspirowała mnie jako przebojowa Ansheng.
Kiedy spotkałem obie aktorki, okazało się, że są całkowitym przeciwieństwem moich wyobrażeń o nich. Dongyu Zho jest zawadiacką chłopczycą, natomiast Sichun Ma – dobrze ułożoną, młodą kobietą, ze spokojem akceptującą tradycyjne wartości rodzinne. 
Wydaje mi się, że decyzja o zamianie ich ról okazała się słuszna.

Wprowadziłeś również zasadnicze zmiany do konstrukcji scenariusza filmu. Sporo różni się od tekstu noweli, na kanwie której powstał film. Czym się kierowałeś w tym przypadku?  Tylko, bardzo proszę, bez spojlerów.

Postaram się.Tekst noweli jest bardzo krótki. Ma tylko 20 stron. Jej przejrzysta fabuła opowiedziana jest linearnie – od dnia pierwszego do ostatniego. Nam zależało, żeby  przedstawić historię przyjaźni July i Ansheng w sposób bardziej interesujący. Chcieliśmy, żeby film miał określony rytm oraz trochę więcej napięcia. Ponadto, oryginalny tekst ukazał się w internecie. Postanowiliśmy więc podkreślić ten aspekt publikacji. To wszystko, co powinienem na ten temat w tym momencie powiedzieć, jeśli nie chcesz spojlerów.

Czy nie obawiałeś się, że jako filmowiec z Hongkongu, przenoszący na ekran super popularną wśród młodzieży kontynentalnych Chin nowelę internetową, napisaną zresztą przez lokalną blogerkę, nie zawiedziesz oczekiwań tamtejszej publiczności? 

Stresowały mnie tylko dwa aspekty tego projektu. Po pierwsze, film osadzony jest w realiach kontynentalnych. Po drugie, jest to film o bardzo wrażliwych i delikatnych relacjach między dorastającymi kobietami. Starałem się dołożyć wszelkich starań, żeby tamtejsza publiczność nie odebrała go jako produktu pochodzącego z ‘zewnątrz’ oraz, żeby film był wiarygodny pod względem psychologicznym.

Już dwadzieścia lat minęło od przekazania Hongkongu Chinom. Twój film jest koprodukcją z kontynentem. Jak układa się obecnie współpraca filmowcom w tym regionie?

Lata osiemdziesiąte były wspaniałe dla przemysłu filmowego w Hongkongu. Rozwijał się równolegle z osiągnięciami ekonomicznymi regionu. Wiele krajów kupowało nasze filmy. Mieliśmy doskonały rynek. Niestety, tuż przed przekazaniem Hongkongu nastąpił kryzys. Nasi sąsiedzi m.in. Korea Południowa, z jej utalentowanymi filmowcami, zaczęli odnosić coraz większe sukcesy na arenie międzynarodowej. Nasz własny rynek okazał się nagle zbyt mały, by utrzymać dotychczasową kinematografię rodzimą.

Chiny przyszły z pomocą?

Wkrótce po przekazaniu Hongkongu, oba rządy podpisały umowę CEPA (Closer Economic Partnership Arragement), zgodnie z którą filmy produkowane u nas przestały być traktowane w Chinach jako produkt zagraniczny. To otwarło nam ogromne możliwości finansowe oraz gigantyczną publiczność. Kontynentalne Chiny są ogromnym rynkiem.

Jak się to przełożyło na codzienną działalność filmowców z Honkongu?

Wielu renomowanych reżyserów przeniosło swoje produkcje na kontynent. To, z kolei, otwarło nowe możliwości twórcze dla młodszych filmowców w Hongkongu.

Domyślam się, że kooperacja z Chinami w dalszym ciągu wiąże się z pewnymi utrudnieniami.

Oczywiście. Cenzura jest ciągle drugą stroną medalu pracy na kontynencie chińskim. Borykają się z nią zarówno twórcy lokalni, jak również ci z Hongkongu. Każdy wypracowuje jednak własną metodę radzenia sobie z tym problemem. Lata czterdzieste czy pięćdziesiąte nie były lepsze w Hollywood. Wszyscy jesteśmy więc optymistyczni i mamy nadzieję, że sytuacja będzie się systematycznie poprawiać.

Oprócz lokalnych problemów, tradycyjny przemysł filmowy całego świata stanął w obliczu nowego, dość kontrowersyjnego, szeroko dyskutowanego chociażby podczas tegorocznego festiwalu w Cannes, zjawiska. Netfix zaczął niedawno regularne rozpowszechnianie filmów poprzez transmisję komputerową (streaming). Tracą na tym dystrybutorzy. Niektórzy twierdzą, że tracą również wielbiciele dużego ekranu. Co sądzisz na ten temat?

Osobiście uważam, że dobrze zrobiony film powinien być oglądany na dużym ekranie. Z drugiej strony, nie mam nic przeciwko Netflix czy innym firmom rozpowszechniających swoje filmy w internecie. Podejrzewam, że w przyszłości ta tendencja prawdopodobnie zwycięży z tradycyjnymi salami kinowymi - każdy będzie chętniej oglądał filmy w domu na własnych, mniejszych lub większych, ekranach komputerowych. Ja w dalszym ciągu wybieram duży ekran, chociaż wydaje mi się, że tradycjonaliści przegrają tę batalię.

Na szczęście, za kilka dni widzowie festiwalowi w Polsce zobaczą twój film na dużym ekranie. Życzę mu wielkiego sukcesu i dziękuję za rozmowę.

                        Rozmawiała: Ewa Cieplińska-Bertini

Czytany 72 razy Ostatnio zmieniany środa, 22 listopad 2017 12:06

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Orgy