cinema.pl Wywiady

środa, 26 kwiecień 2017 16:14

Celowo nie miałą być to łatwa podróż

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

"Krew z krwi", "Układa warszawski", "Wataha", "Ekipa", "W ciemności", "Boisko bezdomnych", a ostatnio "Amok", to filmy, za które odpowiada Katarzyna Adamik, znana jako Kasia Adamik. Polska plastyk, storyboardzistka, scenarzystka, reżyser. Kilka dni temu mieliśmy okazję spotkać się z Kasią Adamik w toruńskim Kinie Centrum i porozmawiać o jej ostatnim filmie...

 

Spotykamy się w Toruniu przy okazji projekcji Twojego filmu „Amok”. Widziałam film i przyznam na mnie zrobił ogromne wrażenie. Bałam się wyjść z kina…

Kasia Adamik: Uważam, że jeżeli jest jakikolwiek efekt, to jest dobrze. Jeżeli z kina wychodzi się z jakąś dużą emocją, to jest to już pewien sukces. Nie da się ukryć, że jest to film mroczny i nie jest łatwy w odbiorze. On  jest przytłaczający, ale celowo nie miała być to łatwa podróż, a od widza wymagamy zaangażowania.

Co spowodowało, że podjęłaś się pracy nad trudną i mroczną fabułą?

K.A.: Okoliczności tego morderstwa są interesujące. Forma tego, co się wydarzyło jest inspirująca dla twórców. Powstał nie jeden scenariusz, nie jeden film próbowano stworzyć. To co jest inspirujące dla nas dla twórców jest to, że morderca napisał książkę, przez którą policja doszła do sprawcy. To jest bardzo ciekawa i złożona historia, fikcje miesza się z rzeczywistością, bohaterowie wchodzą w mroczny świat literatury, filozofii, ten świat fascynuje ich, wciąga, główna intryga dzieje się w ich głowie. Sama książka jest pornograficzna, mroczna, nihilistyczna, grafomańska i straszliwa. Użyliśmy tej książki, aby była mroczną studnią czy wirem, który wciąga naszych bohaterów, którzy się topią w tym okrucieństwie. Ich to przerasta ich to dusi, mają poczucie pewnego bezdechu. Zależało nam bardzo, aby ten film był spójny, jeżeli chodzi o ten świat, który tworzymy. Taki klaustrofobiczny, lepki, mroczny.

Mówisz o podtapianiu… Jednym z elementów, bardzo efektownych były te wstawki podtapiania…

K. A.: To jest właśnie ten element, który mi zainspirował już w tekście, w scenariuszu, który dostałam, który był bardzo wizualny i dawała pewnego rodzaju szlaki. Dzięki niemu można było iść w wyznaczoną stronę i bardzo konsekwentnie z całą ekipą kreatywną (scenografką, charakteryzatorką, kostiumolorzką) poszliśmy w bardzo klaustrofobiczny, duszny świat. Ta duchota, to łapanie powietrza odbywa się jakbyś nigdy nie miała go dość. Zależało mi na tym aby atmosfera filmu była właśnie taka nieprzyjemna w odbiorze. Oglądając ten film masz wrażenie, że nie możesz złapać oddechu. Ten montaż, muzyka i dźwięk, to wszystko jeszcze spotęgowało.

Wspominasz np. o muzyce, ale obraz jest bardzo mroczny, szary… Takie było Twoje założenie od początku?

K. A.: Razem z operatorem umawiamy się przed wejściem na plan. Tomasz Naumiuk to bardzo zdolny operator, umie ustawić światła na każda potrzebę. Podczas naszych spotkań umówiliśmy się na coś bardzo mrocznego i zaproponował mi ciekawe techniczne rozwiązania. Kręciliśmy na przykład na anamorfozie, czyli na obiektywach anamorficznych, które funkcjonują zupełnie inaczej niż normalne obiektywy. Inaczej się inscenizuje pod takie obiektywy. Mieliśmy 4 takie obiektywy co zminimalizowało nasze podejście do ujęć. To jest ciekawe jak pewne techniczne decyzje wpływają na całokształt filmu.

A jak wyglądały przygotowania. Wspomniałaś o książce, scenariuszu… a były spotkania ze świadkami tamtych wydarzeń.

K. A.: Już po pierwszych lekturach scenariusza, czyli bardzo szybko, postanowiłam nie wdrażać się w tą prawdziwą historię. Chciałam mieć taka białą kartkę, wolną przestrzeń do interpretacji wydarzeń. Sam scenariusz już był bardzo mocno oddalony. Oczywiście inspirujemy się faktami z dochodzenia, książką oraz postacią Bali, tym że był studentem filozofii, napisał tą książkę. Jego sytuacja wyjściowa była naszą inspiracją. Inspirujemy się też kontrowersją, która towarzyszyła temu procesowi. Wszystko inne jest totalna fikcją, policjanci, rodzina Bali, koledzy i wszystko co się wydarza poza tymi kilkoma faktami. Gdy dostałam ten scenariusz, który był bardzo wizualny, podobało mi się jak bawi się tą konwencją, czyli pokazuje wszystko od drugiej strony. Zaczyna się klasycznie i gdy już myślimy, że skończy się jakąś konfrontacją, pojawia się ona już w drugim akcie. Jest pewna zabawa formą tej konwencji kina noir. Stworzyliśmy stylizowany świat, to nie jest ani dosłowne ani realistyczne. Jest on trochę wyciągnięty z ram realizmu, świat uniwersalny, trochę inspirowany kinem skandynawskim, amerykańskim.

A co było najtrudniejsze przy realizacji tej produkcji?

K. A.: Brak czasu. Jest to może banalna odpowiedź, ale naprawdę mieliśmy mało czasu, tym bardziej, że chcieliśmy tworzyć rzeczywistość, a nie odtwarzać świata realnego. Każde miejsce, każda lokacja czy każda dekoracja była przetwarzana przez nas nawet jeśli te interwencje były małe trzeba było kontrolować wszystko, a to bardzo czasochłonne. Tego czasu bardzo nam brakowało.

A jak to było z aktorami. Skąd pomysł na taką obsadę?

K. A.: Łukasz i Mateusz są super aktorami. Wydaje mi się, że casting to 70  % sukcesu filmu. Jeżeli się źle wybierze aktorów, to wtedy można się męczyć, pocić. Można zrobić coś lepszego, ale to nigdy nie będzie tak dobre, jakby się miało aktorów, którzy są tymi postaciami. Praca wtedy jest dużo przyjemniejsza i łatwiejsza, jest mniej pracy i problemów. Oczywiście robiłam casting, ale nie dlatego aby tych aktorów sprawdzić, ponieważ ich znam, ale chodziło o to aby ich do siebie dobrać. Chodzi o tzw. chemię między postaciami. Tutaj ta chemia była bardzo ważna, ponieważ cały film jest oparty  na pojedynku i na napięciu między trójką głównych bohaterów.

A co z młodym aktorem Kosmą, który jest synem aktorki Magdaleny Czerwińskiej?

K. A. Kosma, to bardzo zawodowy młody aktor, skupiony, profesjonalny. Szukałam bardzo długo chłopca, który miałby pewien mrok w sobie, a jednocześnie był śliczny i totalnie straciliśmy nadziej, tym bardziej, że musieliśmy dopasować go do młodszej wersji. Pewnego dnia natrafiłam na zdjęcie Kosmy na facebooku u Magdy i pomyślałam, że to traf w dziesiątkę.

Film opowiada o historii, która się wydarzyła naprawdę. Warto mówić o naszej historii? O tym co się zdarza…

k. A.: Wydaje mi się, że absolutnie warto. Zawsze mnie inspirowało to, co jest dookoła nas, prawdziwe postaci, prawdziwe historie, prawdziwe zdarzenia. Prawie wszystkie filmy, które zrobiłam są inspirowane albo postacią albo historią, która jest wyciągnięta z newsów, z reportażu albo z jakiejś literatury faktu. Tak naprawdę nic nie przebije prawdziwej historii, ni i nie można zarzucić jej niewiarygodności. Trzeba robić filmy o ważnych rzeczach, ważnych wydarzeniach. Warto kiedy kino analizuje ważne momenty naszej historii, próbuje tą historię przetrawić, analizować. W Ameryce jest to absolutnie normalne, powstają filmy prawie na bieżąco o sprawach, które wstrząsnęły krajem. W Polsce to jest nadal dość nowym zjawiskiem.

A jakie są najbliższe plany zawodowe?

K. A.: Mamy już pierwszą wersję scenariusza, nad którym pracujemy jeszcze ze scenarzystką z Niemiec – Sandrą Buchta - który jest adaptacja krótkiej nowelki Olgi Tokarczuk „Profesor Andrus w Warszawie”. Jest to jedno z opowiadań „Gra na wiele bębenków”. Jest to bardzo krótka nowelka na 16 stron, którą adoptujemy na pełnometrażowy film.

Czyli znowu książka…

K. A.: Świat się dzieli na dwóch twórców. Takich co piszą o sobie, o swoich przeżyciach i o swoich wspomnieniach i przepuszczają wszystko przez siebie oraz tacy którzy inspirują się literatura albo światem zewnętrznym. Ja na pewno jestem tym drugim.

A Ty czytasz książki?

K. A.: jak już się przeczyta książkę, to trzeba zaadoptować ja na film. Czytanie książki uruchamia od razu jakieś obrazy, jakąś historię w głowie. To jest bardzo pracochłonne, dlatego bardzo powoli czytam, tworząc film w głowie.

 

Foto: Kino Centrum

Czytany 885 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 01 czerwiec 2017 18:54

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Orgy