cinema.pl Newsy Dnia

wtorek, 08 czerwiec 2021 09:05

Arni miał podejście jak Arni - Jan Cięciara o WOLCE dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

„Wolka” to polsko-islandzka produkcja, która po wielu miesiącach przerwy otworzył pierwszy tydzień w kinach! Historia filmu rozpoczyna się, gdy Annie zostają ostatnie dni odsiadki, a to oznacza, że nadchodzi czas rozliczenia się z przeszłością. W głównej roli zobaczymy Olgę Bołądź, a partneruje jej na planie m.in. Jan Cięciara, z którym mieliśmy okazje porozmawiać.

 

Arni miał podejście jak Arni - Jan Cięciara o WOLCE dla cinema.plWOLKA, to film, który możemy zobaczyć już lada chwila. Zaczniemy jednak od początku. Skąd się wziąłeś w obsadzie?

Selftape. Byłem akurat w domu, mama podrzucała mi kwestie Anny, tata kwestie ojca, a siostra trzymała dwie latarki.

Na castingu jakieś  usiałeś zabłysnąć jakimiś dodatkowymi umiejętnościami np. śpiewem?

Miałem jakieś stare teksty w notatkach, mój przyjaciel produkuje, więc wziąłem kilka jego beatów, nagrałem to na dyktafon i pokazałem Arniemu i Oldze na castingu. Poza tym Arni świetnie mnie prowadził. Nie wiedziałem za dużo o Tommim, po każdej wersji sceny mówił na czym mu zależy i dawał czas żebym mógł to przetworzyć i mu pokazać.

Twój bohater to taki zbuntowany młodzieniec. Ciekawa jestem ile ma z Ciebie?

Teraz już nie za wiele. Tommi ma 16 lat, ja miesiąc po zdjęciach kończyłem 21. Myślę, że wspólną mamy wiarę w to, że świat jest gdzieś daleko i czeka aż się go pozna. Tommi chce uciec z wyspy, poznać ludzi, przeżywać przygody i mieć życie jak gwiazda rocka, ale jeszcze nie rozumie z czym to się je. Ma kochających rodziców i mało rzeczy w życiu musiał robić samodzielnie. Nie do końca wie kim jest, czego chce, dopiero poznaje swoje emocje. Nie wiem kiedy dokładnie mi się to zaczęło klarować, ale w jego wieku raczej miałem tak samo.

Podczas zdjęć wylądowaliście na kilka tygodni w Islandii. Jak wrażenia skandynawskie?

Fest, o tym chyba mógłbym najwięcej powiedzieć. Zupełnie inaczej przede wszystkim. Jednego dnia świeci słońce, z każdej strony wyspy widać wtedy wielki lodowiec, u nas na wyspie co chwilę można się było natknąć na jakiegoś małego maskonura. Na wyspie w ogóle były dwa wulkany, na które można było wejść, klify, przepiękna droga nad brzegiem wyspy która prowadziła do „domu Puffinów”. Na głównej wyspie przejeżdżaliśmy przez miejsce gdzie bryły lodu odłamują się od Vatnajökull i wpadają do oceanu, mijaliśmy wodospady, miasteczka portowe (prawie każde ma jakiś swój port lub całą infrastrukturę). No i oczywiście też padało i wiało, a jak tam już zacznie to jest konkretnie. Olga chyba kilka razy była chora, ja zresztą też, później musieli nas cały czas czymś kremować - podczas drugiej części filmu, na głównej wyspie co chwile mieliśmy popękane, spuchnięte wargi i między scenami chowaliśmy się do auta z ogrzewaniem, bo już np nie mogłem zaciskać palców u rąk.

A jak Was przyjęto? Jacy są mieszkańcy tych rejonów?

Przede wszystkim otwarci i chyba jednak bardziej ufni. Z każdym mogłem o czymś ciekawym porozmawiać i ludzie sprawiali wrażenie, że cieszą się że cię widzą. Dzieciaki z piłkami i najróżniejszymi zabawkami rano wychodziły z domu i bawiły się na wyspie cały dzień, do wieczora. Jedna matka którą tam poznałem, mówiła że mieszkała w kilku różnych miejscach w Europie, ale swoje dzieci chciała wychować właśnie na Heimaey. Nie trzeba ich pilnować, mogą chodzić gdzie chcą, nie muszą co chwile się meldować czy dzwonić, w domach nie trzeba zamykać drzwi i przede wszystkim żyje się znacznie wolniej. Nie ma tylu bodźców dookoła.

Podejrzewam, ze tez wielu było Polaków...

O, jasne że tak. Spora grupa pracowała w tej przetwórni rybnej, w której kręciliśmy. Ktoś przyjechał do nas Keflaviku, kilka osób z Reykjaviku. Powiedzieli nam gdzie, co i jak.

Reżyserem filmu był Arni, który był Islandczykiem, ale działał w Polsce. Miał jakieś inne islandzkie podejście? Czuło się klimat pracy skandynawskiej?

Nie wiem czy jest coś takiego jak islandzkie podejście, pierwszy raz grałem za granicą i pierwszy raz z islandzko-polską ekipą. Arni miał podejście jak Arni. Był bardzo ciepły i kontaktowy, widziałem jak bardzo był wkręcony w film i odniosłem wrażenie, że już na początku kręcenia miał jasny obraz tego o czym chce go zrobić. Pomysł na film rozwijał od czasu studiów, a scenariusz powstawał, jeśli się nie mylę, 5 lat. W naszej pracy powtarzał mi często „Janek, Tommi is a nice guy. Sometimes he gets angry, he gets all emotional but he really likes people. He wouldn’t hurt anyone”. Mniej więcej tak go zapamiętałem.

Na planie miałeś okazje spotkać się z Erykiem Lubosem Anką Moskal i Olgą Bołądz, starszymi kolegami o większym doświadczeniu. Jak się pracowało z tymi aktorami?

Z każdym inaczej. Trzy zupełnie różne osoby. Prywatnie mieliśmy wiele okazji żeby się poznać, pogadać, wyjść. Tommi właściwie powstał z improwizacji castingowych z Olgą, w ogóle w drugiej części filmu odbyliśmy roadtripa chyba po całej Islandii. Śpiewaliśmy piosenki na karaoke, Olga dbała żeby w Jeepie zawsze było jakieś chłodne pepsi i zrobiliśmy foty chyba każdego kamienia na wyspie. Anka Moskal jak tylko miała wolne to zawsze gdzieś chodziła. Wspinała się, pływała, spróbowała chyba każdej lokalnej potrawy, pierwsza poszła oglądać zorze polarną i wypatrzyła każdy ukryty spot na wyspie, strasznie śmieszny duet tworzyli z Erykiem. On mnie z kolei ściągał na ziemię, jak gram chciałbym to wszystko tak skrajnie przeżywać. Wściekać się, płakać, być przerażonym i to do czego myślałem, że muszę „się nakręcić”, Eryk po prostu robił, a vista.

Film opowiada o wolności tej fizycznej (więzienna) oraz naszej, psychicznej. Czym dla Ciebie jest wolność?

Możliwość wyboru i zmiany. Mieć gdzie mieszkać, co zjeść, cały czas się uczyć czegoś nowego. Wyreżyserować spektakl i zrobić do niego muzykę, wyjechać do Afryki i rozłupać kokosa maczetą, nie robić nic, pracować i spać po 4 godziny dziennie, wyjechać do Indii na wolontariat, nauczyć się gotować coś innego niż makaron z sosem, grać sety w klubach, nie wiem, zasadzić drzewo. I mieć z kim robić to wszystko.

Mam tez wrazenie, ze sami czasami sobie stwarzamy więzienie...

Nie wiem, może. Mam ten komfort, że nie spotkały mnie w życiu żadne straszne rzeczy i z reguły trafiam na ciepłych, uśmiechniętych ludzi. Staram się oddawać.

Czytany 563 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 08 czerwiec 2021 09:29

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama