Wydrukuj tę stronę

cinema.pl Newsy Dnia

wtorek, 12 styczeń 2021 18:23

Na ziemie bolimowskie zszedł demon zła - Ireneusz Skruczaj dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

OBŁOKI ŚMIERCI - Bolimów 1915 to fabularyzowany dokument relacjonujący zapomnianą historię Bitwy pod Bolimowem, będącej jedną z pierwszych bitew w mrocznej historii broni chemicznej. Film opowiada losy Polaków walczących w armiach zaborców. Mieliśmy okazję porozmawiać z reżyserem i współscenarzystą Ireneuszem Skruczajem.

Za film otrzymał Pan nagrodę w Łagowie podczas Lubuskiego Lata filmowego. Nagroda była za...

Tak, pierwszą nagrodą dla „Obłoków”, we wspaniałym dla nas sezonie festiwalowym w 2020 roku, było wyróżnienie za pasję filmową oraz konsekwencję w odkrywaniu prawdy historycznej. Historia bitwy pod Bolimowem jest kompletnie zapomniana, gdyż nie chciano jej pamiętać. Dlaczego? Dlatego, że ludność, która wróciła na swoje tereny zastała tylko zgliszcza domów, część z tych ludzi musiała mieszkać (zanim odbudują to, co zostało zniszczone) w ziemiankach po żołnierzach. Proszę sobie teraz wyobrazić, co ci ludzie mogli czuć i myśleć… Chcesz wrócić do swojego dawnego życia, które już nie jest twoim dawnym życiem i już nigdy nim nie będzie… ci ludzie nie chcieli o tym pamiętać, ponieważ to nie była ich wojna, Polski przecież nie było wtedy na mapie Europy… „Nie nasza wojna”.

No właśnie ta prawda historyczna, to jest coś, co często jednak jest ukrywane. Nie do końca jesteśmy świadomi, jak było naprawdę...

Prawda historyczna zatraca się, kiedy się o niej nie mówi, tak jak powiedziałem wcześniej, prawdy historycznej nie było, ponieważ ona najzwyczajniej nie istniała. Nie pozwolono jej zaistnieć. I nie można tu winić ludzi, którzy wracali na swoje dawne ziemie, ich trzeba zdecydowanie zrozumieć, jeżeli już chcemy kogoś wyciągać do tablicy, to jak zwykle trzeba poruszyć najbardziej niewygodny temat, jakim jest polityka. To ona nie pozwoliła tej historii się zakorzenić w naszej świadomości, polskiej świadomości.

W Carskiej Rosji zaraz po wojnie wybuchła rewolucja, a wraz z nią zaginęła pamięć o wydarzeniach nie tylko spod Bolimowa. Niemcy zaś przegrali wojnę, więc nie było czego kultywować. Musimy także pamiętać o tym, że to były pierwsze ataki gazowe w historii na tak wielką skalę, swego rodzaju testowanie nowatorskiej broni. Ataki te były przeprowadzone z różnym skutkiem, nie zawsze dobrym dla agresora, być może właśnie dlatego nie chciano się nimi chwalić. Istnieje także taki termin jak „tajemnica wojskowa”…

O wydarzeniach w Bolimowie z 1915 mało się mówi. Ma Pan jakieś przemyślenia dlaczego? Warto mówić o historii? Warto ją odkrywać? Dlaczego? Padały też stwierdzenia „to nie nasza wojna”, „to nie nasi żołnierze”, ale nasi walczyli w tej wojnie, chociaż po rożnych stronach... Jest też pewien fragment po drugim ataku, jak Polacy sobie pomagają...

„Nie nasza wojna”, czyli wojna mocarstw, które zabrały nam na wiele lat niepodległość, przez co siłą rzeczy powoli zaczęła się zacierać tożsamość narodowa. Ale społeczność polska nie odczuwała tego jako represje, tylko jako naturalną kolej rzeczy, związaną po prostu z przyzwyczajeniem do bycia w niemiecko-rosyjskiej Polsce. Przez 123 lata zaborów, 4 pokolenia Polaków przebywały w mniejszej części w języku urzędowym niemieckim, w większej części w języku urzędowym rosyjskim. 

Po części żołnierze polscy, będący w armiach niemieckiej czy rosyjskiej, czuli się przynależni do danej armii. Zniemczenie i zruszczenie żołnierzy polskich było rzeczą naturalną, którą spowodował po prostu czas. Nie twierdzę, że tęsknoty za niepodległością nie było, ale ci ludzie musieli się do jej braku też niestety przyzwyczaić.

Jest pewien bardzo ważny aspekt, który zawarłem w filmie, jest to niezwykła scena, która rozegrała się podczas drugiego ataku gazowego chlorem. Doszło tam do aktów współczucia i pomocy przeciwnikowi. W tej scenie przemyciłem akcent polskości, który dosyć głośno wybrzmiewa. Nie chcę więcej zdradzać, aby zostawić coś widzom.

Jak Pan odebrał ten temat? Czym ten film był dla Pana? Czegoś nowego Pan się dowiedział?

Ten film już od bardzo dawna kiełkował w mojej głowie, w końcu poczułem, że dojrzałem do podjęcia się tego wyzwania, które okazało się długą wyprawą w świat pierwszowojennych realiów. Na początku wszystko odbywało się po omacku. Miałem pewną wizję, ale trzeba było być bardzo ostrożnym przy tym temacie. Mam wrażenie, że wojna to inny poziom świadomości, taki świat w świecie, inne zasady, myślenie. I to, co chyba najważniejsze, musiałem się trzymać prawdy historycznej - to było chyba najtrudniejsze w tym wszystkim, tak poprowadzić historię, aby była ciekawa i wstrząsająca, a zrazem trzymać się mocno faktów. 

Wielką pomoc merytoryczną otrzymałem od Stanisława Kalińskiego, który był moim dużym wsparciem, jako znawca tematu.

Mogę śmiało powiedzieć, że ten film mnie bardzo dużo nauczył, nie tylko pod względem warsztatowym, ale przede wszystkim pod względem mentalnym.

Poznałem wielu wartościowych ludzi, którzy pracowali przy tym niezwykłym projekcie. Wiele niezapomnianych chwil, które spędziliśmy razem w pewien sposób mnie ukształtowało. Po tych 5 latach realizacji filmu jestem innym człowiekiem. Film otworzył mi głowę na to, aby patrzeć na świat pod innym kątem. Tak to chyba jest, że ważny okres z życia człowieka kształtuje charakter na nowo. 

Po zrobieniu tego filmu zdałem sobie sprawę, jak naprawdę ważna jest historia Bitwy pod Bolimowem. Na początku myślałem, że ta historia jest ważna tylko dla mnie, teraz już wiem, że staje się ważna dla wielu. Międzynarodowe festiwale, na których film został nagrodzony są tego dowodem.

Czy jakieś wnioski? Czy była to wojna, która zapoczątkowała wszystko co złe w kolejnych latach XX czy XXI wieku? Pada stwierdzenie: „broń przełamania”.

Pięknie, lecz upiornie określił to Andre Malraux w książce pt. „Łazarz”, opisując, że na ziemie bolimowskie zszedł demon zła i zapoczątkował wszystko co najgorsze w XX wieku. Marlaux miał na myśli to, że jeszcze w tej wojnie była namiastka rycerskości, którą ostatecznie pogrzebało wydarzenie użycia pierwszy raz na skalę masową trującego chloru, który spowił malowniczy pejzaż nad Rawką i Bzurą. 

„Obłoki śmierci..." to tytuł, który na samym wstępie daje do myślenia.

„Obłoki śmieci”… opowieść o śmiercionośnej chmurze gazu, która jest tak naprawdę tłem wydarzeń okalającym kluczowe aspekty filmu. W samym środku wydarzeń są żołnierze narodowości polskiej, którym przyszło walczyć w „nieswojej” wojnie. Jest to także opowieść o upadku nauki ze światowej sławy naukowcem w roli głównej. W końcu jest to też opowieść o triumfie dobra nad złem. Przytoczę tu ponownie cytat z książki pt. „Łazarz” Andre Malraux - „na dnie duszy wroga jest również miłosierdzie”.

Co Pana nakłoniło do opowiedzenia tej historii?

Odpowiedź jest dosyć prosta - miejsce z którego pochodzę. Wychowałem się w Bolimowie, mogę siebie śmiało nazwać lokalnym patriotą.

Od dziecka przysłuchiwałem się opowieściom-legendom o atakach gazowych pod Bolimowem. Często tematy historyczne były i są do tej pory poruszane przy rodzinnym stole. Mój tata jest entuzjastą i znawcą historii, więc w sposób naturalny także tata zainspirował mnie do opowiedzenia tej historii poprzez film. To wielka historia odnaleziona za progiem rodzinnego domu. Nie mogłem przejść koło niej obojętnie.

Jest to fabularyzowany dokument, czyli są zdjęcia filmy, wypowiedzi autentyczne, ale też są wplątywane wątki fabularne. To chyba ciężka sprawa, ponieważ trzeba bardzo skrupulatnie dobrać te fragmenty do siebie.

Konstrukcja filmu jest dosyć rozbudowana a co za tym idzie bogata w różne materiały archiwalne, w tym filmy z epoki, fotografie z epoki, listy, rysunki oraz chyba to, co najbardziej wartościowe dla podbicia prawdy i ulokowania dramaturgii na wyższym poziomie: autentyczne wypowiedzi świadków tamtych wydarzeń. Finalnie wsparłem się również scenami fabularnymi obrazującymi życie i śmierć w okopach. Sceny fabularne, ze świetnymi zdjęciami Kacpra Wójcickiego, dodały rozmachu temu filmowi, który dzięki temu przestał być klasycznym filmem dokumentalnym zazwyczaj kojarzonym z „gadającymi głowami”. Dzięki tym scenom uzyskałem większą wartkość akcji oraz ciekawą proporcję między fabułą a dokumentem, tutaj pragnę złożyć ukłon w stronę montażysty, Tomka Poszwińskiego, który pomógł mi uzyskać efekt „ożywiania fotografii”, gdzie fotografia przechodzi płynnie w bardzo podobny fabularny, ruchomy kadr. Sceny fabularne są jak najbardziej zgodne z prawdą historyczną, nie stosowałem tutaj hipotez lub przypuszczeń.

A jak szukał Pan informacji, zdjęć czy filmów? Jak wyglądały przygotowania? Dodatkowym atutem są rozmowy np. z 1978 czy 1980 roku ze świadkami tamtych wydarzeń. Te materiały to jakieś archiwa?

Okres poszukiwań materiałów do filmu był bardzo mozolny. W sumie tzw. research trwał trzy lata. Wszystko zaczęło się od Stanisława Kalińskiego, autora książki pt. „Bolimów 1915”.

Staszek jest znawcą tematu Bitwy pod Bolimowem oraz generalnie znawcą realiów pierwszowojennych. To on nakierował mnie na odpowiednie tory opowiadania filmu pod względem merytorycznym. Od Staszka również otrzymałem wielką pomoc w postaci jego prywatnych zbiorów fotografii z okresu I wojny światowej. Resztę poszukiwań dokonywałem sprawdzając archiwa wielu krajów z całego świata. Największą pomoc otrzymałem od National Archives oraz Library of Congress. Są to archiwa narodowe, mające siedzibę w Stanach Zjednoczonych. To właśnie od nich uzyskałem niesamowite znalezisko, w postaci godzinnego filmu z 1915 roku, w którym amerykański filmowiec jeździł za armią niemiecką i filmował ich pozorowane sceny natarć, życie codzienne na froncie oraz samo wejście Niemców do Warszawy. Główne miejsca ujęć z tego filmu to Skierniewice i ich okolice. Oprócz USA, materiały foto i video pozyskiwałem również z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Rosji, Niderlandów, Francji, Australii oraz Syrii. Niekończąca się wymiana maili, trwająca na początku miesiące, potem lata, utrudniona komunikacja z niektórymi z archiwów, problemy techniczne, to wszystko spowodowało, że musiałem mieć z drugim reżyserem, Piotrkiem Jasińskim, wiele cierpliwości do naszych poszukiwań :)

Co do nagrań… nagrania te zarejestrowane zostały przez Wiesława Sokołowskiego, poetę, działacza Zrzeszenia Artystycznego „ZA”, który na przełomie lat 70/80 XX wieku rozmawiał ze świadkami tamtych, wstrząsających wydarzeń. Zdecydowanie te nagrania są najprawdziwszym świadectwem tego, co wydarzyło się ponad 100 lat temu w Bitwie pod Bolimowem. Źródła historyczne mówiące o tych wydarzeniach, bądź dzienniki półkowe, nie są w stanie oddać dramaturgii na takim poziomie, na jakim oddają go wypowiedzi świadków. Poprzez głosy świadków naprawdę możemy poczuć najwyższe emocje, w sposób niemal namacalny. Ten człowiek był tam, widział…

Gośćmi zaproszonymi do produkcji byli nie tylko historycy, ale też chemicy, archeolodzy... Zabieg świadomy?

Goście, których zaprosiłem do udziału w filmie, to najwięksi eksperci od tej bitwy, ale nie tylko… to także osoby znające się na swoim fachu w sposób absolutny. Stanisław Kaliński, historyk, autor książki pt. „Bolimów 1915”, o którym wspominałem już wcześniej, cała warstwa merytoryczna przebiegu ośmiomiesięcznej bitwy jest oparta na książce Staszka.

Dr hab. Anna Zalewska, archeolog pracująca wraz ze swoim zespołem przez 4 lata w Puszczy Bolimowskiej przy projekcie „Archeologiczne Przywracanie Pamięci o Wielkiej Wojnie, Materialne Pozostałości Życia i Śmierci”. Tak się złożyło, że Ania prowadziła badania archeologiczne w tym samym czasie kiedy ja tworzyłem „Obłoki”. Czekałem tylko, kiedy Ania coś znajdzie, żeby móc przyjechać na miejsce odkrycia i na gorąco zarejestrować świeże znalezisko.

Dr inż. Maciej Śliwakowski, który specjalizuje się w analityce bojowych środków trujących i w substancjach związanych z Konwencją o Zakazie Broni Chemicznej. Należał do Komisji Monitorującej, Weryfikującej oraz Inspekcyjnej Narodów Zjednoczonych w Iraku, a także do OPCW czyli Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej. Świetny fachowiec.

Oczywiście nie mogę tutaj zapomnieć chyba o najważniejszej osobie, duszy tego filmu, Wiesławie Sokołowskim, poecie, prezesie Zrzeszenia Artystycznego „ZA”, autorze książek, właścicielu archiwalnych nagrań świadków wydarzeń Bitwy pod Bolimowem. Pan Wiesław pojawił się w projekcie stosunkowo późno, kiedy scenariusz był już na ukończeniu. W związku z czym, wraz z drugim reżyserem - Piotrkiem Jasińskim, musieliśmy rozłożyć scenariusz na części pierwsze i pomyśleć o nowej konstrukcji. Dzięki panu Wiesławowi scenariusz, a co za tym idzie film, zyskał nową jakość.

Ten film to też może taka przestroga, że, jak pada w filmie, „nie zawsze nauka to dobro” lub „walczy się bronią, a nie trucizną”.

Tutaj nie chodzi tylko o samą naukę, ale też o mechanizmy, jakimi posługuje się człowiek. Podczas wojny myślenie człowieka zupełnie się zmienia, ponieważ zmienia się system zasad, a kiedy zmienia się system zasad, zmienia się także system wartości. Co innego staje się sprawą podrzędną a co innego nadrzędną. Może to zabrzmi okrutnie, ale widok śmierci dla człowieka „zaprawionego’’ przez wojnę, był rzeczą tak powszednią, jak zjedzenie obiadu, albo załatwienie potrzeby fizjologicznej. To samo w czasie wojny staję się z nauką. Wtedy nauka też przybiera inną formę, zazwyczaj jest wykorzystywana jako broń, a jak wiadomo, każda broń wykorzystywana jest do likwidacji wroga, czyli mówiąc w sposób dosadny, do zabijania ludzi. Warto zaznaczyć, że I wojna światowa zapoczątkowała ogromny postęp technologiczny i naukowy. Wojna ta jest pramatką wszystkiego, co najgorsze w XX wieku. Zapoczątkowała najgorsze właśnie w Bitwie pod Bolimowem, podczas której użyto pierwszy raz w historii świata broni chemicznej na skalę masową. Każda wojna prowokuje kolejną wojnę, ponieważ po każdej wojnie jedna strona musi być przegrana a co za tym idzie pokrzywdzona, później chcąca się odegrać na stronie zwycięskiej. Tak było w przypadku I wojny światowej, której następstwem była II wojna światowa. 

Czy „Obłoki śmierci” pokazują też różnice w działaniach wojsk ze wschodu i zachodu?

„Obłoki” pokazują te różnice w sposób naturalny, poprzez historię opowiedzianą na froncie wschodnim. Fronty wschodni i zachodni różniły się znacznie od siebie. Zaczynając od skali prowadzenia działań, gdzie front zachodni był zdecydowanie większy i dłuższy w znaczeniu czasowym, nie mówiąc już o ilości ofiar… Film pokazuje zdecydowanie inny sposób prowadzenia działań wojennych, niż na froncie zachodnim. Trzeba rozpatrywać różnicę między tymi frontami poprzez to, jakie nacje brały udział w konflikcie i jakie zasoby materialne, bądź ludzkie. były dostępne. Od narodowości zależy sposób i styl prowadzania działań wojennych.

Produkcje fabularne, ale też dokumentalne... Co jest Panu bliższe? Czy może właśnie dokument fabularyzowany (2w1)?

Nie rozdzielam tego w ten sposób. Lubię obie formy, natomiast wszystko zależy od tematu, jaki chcemy podjąć i jaką mamy dostępność archiwaliów. Wszystko zależy od możliwości i dostępnych środków. 

Reżyser czy scenarzysta?

Reżyser i współscenarzysta ;) Zdecydowanie jestem osobą, która uwielbia i chyba potrzebuję impulsu do działania z drugiej strony. Dlatego też scenariusz współtworzyłem z drugim reżyserem Piotrkiem Jasińskim. Lubię burzę mózgów, szerokie dyskusje na temat ważnego dla mnie tematu z jedną, bądź kilkoma osobami. Praca w takiej formie otwiera mi głowę, motywuje do myślenia. Czasami wystarczy jedno słowo, zagadnienie usłyszane od innej osoby, żeby zmienić tor myślenia, rozumowania, postrzegania i to jest najpiękniejsze w tym procesie…„think outside the box” :D

Co do wymyślania samego tematu, głównego bohatera i konfliktu, lubię to zrobić na początku sam!(śmiech)

 

Czytany 741 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 14 styczeń 2021 15:45

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież