cinema.pl Newsy Dnia

środa, 29 lipiec 2020 12:39

Myślę, że aktorzy po drugiej stronie kamery mogą uchwycić coś, na co nikt inny nie zwróci uwagi - Piotr Trojan dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Piotr Trojan pochodzi z Tarnowskich Gór. Aktor, scenarzysta i reżyser. Laureat wielu nagród teatralnych. Ceniony za swoją wszechstronność oraz wyjątkową wrażliwość. We wrześniu br. zadebiutuje na dużym ekranie w głównej roli w filmie Jana Holoubka "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy", o który mieliśmy okazję zapytać aktora...

 

Patrycja PłatnikJuż za chwilę premiera filmu, w której zagrałeś główną, tytułową rolę "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy". Jak samopoczucie po pracy na planie i tuż przed premierą?

Piotr Trojan: Ostatnie tygodnie przed premierą to połączenie podekscytowania ale i sporej dawki stresu. Film kręciliśmy dokładnie rok temu. Dlatego już chciałbym się nim podzielić z innymi, zobaczyć jak zostanie przyjęty. A będzie to mocne kino. Opowiadamy w końcu historię, którą żyła cała Polska. Historię tragiczną. Trudno przecież powiedzieć, że skończyła się happy endem. Dramat Tomka i jego rodziny w jakiś sposób nadal trwa. Mimo to wyrazili zgodę na ten film choć zdaję sobie sprawę, że musiała to być bardzo trudna decyzja. To dla nas duży kredyt zaufania i odpowiedzialność. To właśnie ta odpowiedzialność spędza mi czasem sen z powiek.

Jest to film oparty na faktach, o osobie, która jest w realiach. Opowiedz coś o przygotowaniach. Trzymałeś się sztywno scenariusza?

Przygotowania do filmu trwały bardzo długo. Z reżyserem, Jankiem Holoubkiem, często rozmawialiśmy na temat scenariusza i moich propozycji dotyczących roli. Zdecydowaliśmy na przykład, że nie będę próbował kopiować gestów, czy języka Tomka. Nie to było dla nas najważniejsze. Koncentrowałem się przede wszystkim na wydobyciu emocji, jakie mu towarzyszyły przez te wszystkie lata. Musiałem zaufać sobie i swojej wyobraźni. Z resztą na planie był z nami konsultant - były więzień. To on pilnował, aby to co na papierze zgadzało się z realem. W więzieniu panują określone reguły, specyficzny język. Jego rady dużo wniosły ponieważ dla mnie to wszystko było nowością. Równolegle miałem próby kaskaderskie i sporo ćwiczyłem. Schudłem 10 kg. Pamiętam, że koledzy z teatru wspominali podczas prób, że coraz bardziej się oddalam. Myślę, że to miało związek właśnie z pracą nad tym filmem.

A z samym bohaterem czy jego rodziną się kontaktowałeś?

Poprosiłem o spotkanie z Tomkiem i on wyraził zgodę. Możesz sobie wyobrazić jak się wtedy stresowałem. Z resztą dla wszystkich było to bardzo ważne spotkanie. Mieliśmy trochę ponad godzinę, aby poznać się i przekonać Tomka oraz jego bliskich nie tyle do filmu, co do nas. Tomasz ma przecież prawo być nieufny, tym bardziej wobec ludzi, których widzi pierwszy raz w życiu. Ma prawo nie chcieć wracać do tamtych wspomnień. To w końcu jakiś rodzaj rozdrapywania ran. A jednak zdecydował się zmierzyć z własną historią…

Czy w czasie pracy nad filmem, rolą było coś co Cię zaskoczyło? Czegoś się dowiedziałeś?

To może zabrzmi mało skromnie ale sam dla siebie byłem sporym zaskoczeniem. Nie grałem wcześniej postaci tak wielowymiarowej. Historia Tomka to w końcu nie tylko ból i strach. Tam są też piękne rzeczy do opowiedzenia. I nie mówię o samym wyjściu na wolność. Ważniejsze była dla mnie na przykład ta niezwykła więź jaka łączyła i nadal łączy go z matką. To jest coś co pozwoliło mu przejść przez piekło. I granie tak skrajnych stanów i emocji było dla mnie naprawdę sporym wyzwaniem.

- ...  a coś sprawiło kłopot? Miałeś może jakieś obawy?

Pierwsze dni na planie były ciężkie. Wtedy ekipa się dociera, oswajamy się ze sobą. Na szczęście Janek ustawił kalendarzówkę tak, żebyśmy nie pracowali wtedy nad najtrudniejszymi scenami. Nie wiem, czy miałem obawy, raczej wątpliwości. Zastanawiałem się czy to, co zrobiłem tego dnia podczas zdjęć zadziała potem na ekranie. 

Czego można spodziewać się po tym filmie? Jaki jest jego cel?

Myślę, że zrobiliśmy bardzo dobry, szczery film. Chciałbym, aby ta historia była dla nas wszystkich nie tylko przestrogą ale przede wszystkim dowodem na to, że nie jesteśmy sami. W końcu na drodze Tomka stanęli ludzie, dzięki którym odzyskał wolność. Nazywa ich aniołami. Warto wierzyć, że wśród nas są właśnie tacy ludzie.

To nie jest Twoja pierwsza przygoda z filmem, ale pierwsza tak duża i to jeszcze z super obsadą dookoła. Jak wspominasz prace z aktorami, reżyserem?

Janek Holoubek ma wspaniałe poczucie humoru. Nie przytoczę jednak żadnego z jego dowcipów bo to straszne suchary. A ich siła to wyłącznie talent aktorski Janka. Talent, który wybrzmiewa zwłaszcza wieczorami. Sam też potrafi słuchać ludzi. Ma też do nich prawdziwe wyczucie. Zebrał naprawdę świetną ekipę aktorów, operatorów, cały backstage, dzięki któremu praca na tym planie była wyjątkowym doświadczeniem. Z kolei Agata Kulesza wprowadza na plan normalność. Pyta, proponuje, ma dużo energii. Wytwarza rodzaj prawdy, gdzie wystarczy moment, aby powstało coś, czego szuka się w kinie. Zresztą cała ekipa aktorska była świetna: Darek Chojnacki, Andrzej Konopka, Janek Frycz. Każdy z nich to klasa sama w sobie.

Wracając do przeszłości na moment. Jako dzieciak uczęszczałeś na zajęcia aktorskie w DK w swoim rodzinnym mieście. Jak one Cię przygotowały do zawodu? Co wyniosłeś? Czy te doświadczenia wykorzystujesz dzisiaj na planach, czy w teatrze?

W naszym mieście działał teatr prowadzony przez Ewę Wyskoczyl. To był teatr amatorski, niezależny. Żartowaliśmy z innymi aktorami, że nikomu na nas nie zależy. Stworzyliśmy bardzo mocną grupę, która spotykała się 2 razy w tygodniu. Pracowaliśmy nam Białoszewskim czy Szekspirem. Jeździliśmy ze swoimi spektaklami po Polsce. W liceum uciekałam z zajęć by pracować z Ewą. Pamiętam, że jedna z nauczycielek powiedziała nawet, że uprawiam selekcje lekcji. Miała rację. To była świadoma i bardzo dobra decyzja. Ewa zaraziła mnie teatrem. Pokazała co dobre. To z nią zobaczyłem pierwszy raz spektakle Krystiana Lupy czy Janka Klaty. Ewa przekraczała wszystko co bezpiecznie, nie bała się. Dzięki niej poznałem różne rodzaje teatru, poznałem literaturę. Czasami grałem dla 300 osób, a czasem dla jednej. Dostałem tytuł Talent Śląska w 2004 roku za rolę w monodramie na podstawie tekstu Aleksandra Wata w jej reżyserii. O stypendium Burmistrza Miasta też Ewa dla mnie walczyła. Mówiła, że nie jest po to, by rąbać węgiel, a szlifować diament. Dała mi siłę na egzaminy do szkoły teatralnej. „Skoro Filmówka w Łodzi jest na Targowej to idź i się dobrze sprzedaj” powiedziała. Jestem jej bardzo wdzięczny.

Potem był a łódzka szkoła, kolejny etap... Często Twoi starsi, czy młodsi koledzy powtarzają, że szkoły są takim kloszem, a rzeczywistość okazuję się inna. Też tak miałeś?

Jasne. Chcieliśmy całym rokiem stworzyć teatr. Teraz widzę, że to nie miało prawa nigdy się udać. Rzeczywistość szybko tę bańkę rozbiła. Żyliśmy w jakimś wyobrażeniu świata, który wcale nie czekał na nas otwartymi ramionami. Słyszałem, że najtrudniej pracuje się z aktorami zaraz po szkole i coś w tym jest. Gdy ja skończyłem uczelnię byłem w szoku, że nikt nie proponuje mi roli. Że to ja teraz muszę o wszystko walczyć. Pamiętam jak jechałem do Warszawy na swój pierwszy casting. Byłem tak zagubiony, że nawet przystanek pomyliłem. Dużo mi czasu zajęło by zrozumieć na czym to wszystko polega. 

Doszły mnie słuchy, że planujesz debiut reżyserski w filmie...

SYNTHOL taki będzie miał tytuł. Dla niewtajemniczonych Synthol to oleista ciesz, steryd po którym w bardzo szybkim czasie możesz przybrać na tzw. masie. Eliksir szczęścia dla kulturystów amatorów (śmiech). Reżyserią zainteresowałem się jakieś 5 lat temu. Najpierw prowadziłem bloga. Potem znajomi przekonali mnie żebym gdzieś te teksty wysłał i tak wszystko się zaczęło. Pisałem i reżyserowałem w teatrach, a potem postanowiłem spróbować swoich sił w filmie. Poszedłem do Szkoły Wajdy do Studia Prób, aby dalej pracować nad swoim debiutem. Na moje szczęście ludziom ze Studia MUNKA spodobał się materiał, który podesłałem. Dzięki ich dofinansowaniu na przełomie września i października kręcę swój pierwszy film. 

Co spowodowało, ze aktor staje po drugiej stronie kamery? Chęć zrobienia czegoś czego jeszcze nie próbowałeś?

Nie lubię zbyt długo przebywać w strefie komfortu. Kiedy poznam pewne mechanizmy działania to uciekam w nowe. Podziwiam też ludzi, którzy mają wiele pasji. Wciąż się rozwijają i szukają. Myślę, że aktorzy po drugiej stronie kamery mogą uchwycić coś, na co nikt inny nie zwróci uwagi.

Czy doświadczenie, które już masz, ponieważ na rynku jesteś już jakiś czas, zostanie przy pracy reżyserskiej wykorzystane? Mówię tutaj o Twoich dotychczasowych spotkaniach z bardzo różnymi reżyserami? Może coś wykorzystasz, czegoś unikniesz?

Z pewnością. Pracowałem z wieloma reżyserami i nasze relacje za każdym razem były inne. Nie zawsze była to współpraca udana ale z każdej coś wyniosłem. Myślę, że czasem nawet nieświadomie. Od jakiegoś czasu bardziej zaczyna zajmować mnie kadr i światło. Zdałem sobie sprawę, jak ważny w filmie jest obraz. Jak można działać montażem. Zrozumiałem też jak stresujący jest to zawód. Wszystko spoczywa przecież na twoich barkach. Jeśli będzie sukces to dzięki pracy zespołowej. Jeśli klapa to będzie to  już wyłącznie twoja wina. Widzę też jak waży jest dobór właściwych ludzi, dobrze rozplanowana praca i wcześniejsze przygotowanie.

Jakich reżyserów sam lubisz?

Lubię tych, którzy lubią mnie (śmiech). A tak serio to lubię pracować z ludźmi, dla których jestem parterem w projekcie, a nie tylko aktorem. Film, czy spektakl to w końcu nasze wspólne dziecko, jakkolwiek to zabrzmi. Podziwiam też tych reżyserów, którzy nie boją się ryzykować, których filmy po prostu wnoszą coś nowego. Gdybym miał wymienić konkretne nazwiska to pewnie byliby wśród nich Peter Greenaway czy  Giorgos Lanthimos.

W filmie też zagrasz...

W swoim, tak. Ale to wcale nie była oczywista decyzja. Długo szukałem właściwego aktora do tej roli. A jak nie trudno się domyślić w przypadku pierwszego filmu łatwo wpaść w pułapkę wiecznego poszukiwania idealnych rozwiązań, idealnej obsady, idealnej muzyki. Takich, które nie istnieją. Oglądaliśmy w Szkole Wajdy materiały i cały czas coś nie grało. W pewnym momencie wraz z grupą przyjaciół wyjechaliśmy na 3 dni i postanowiliśmy sami nakręcić próbną scenę ze mną w roli głównego bohatera. Zaskoczyło.

O czym będzie film?

To dość przewrotna historia 30letniego chłopaka, który równie mocno kocha matkę co siłownię. Ów chłopak próbuje się usamodzielnić. Jednocześnie startuje w zawodach kulturystycznych. A mama mu w tym pomaga. Nagrywa videobloga na Youtube, gdzie udziela mu życiowych rad na zasadzie nie znam się ale się wypowiem. W pewnym momencie mój bohater poznaje dziewczynę. Mama schodzi na dalszy plan. A reszta jest zupełnie inna niż myślisz (śmiech).

 

Foto: Patrycja Płatnik / Marek Zimakiewicz

 

Czytany 744 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 15 wrzesień 2020 16:43

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama