cinema.pl Newsy Dnia

piątek, 08 listopad 2019 15:54

Chciałabym zrobić film w normalnych warunkach - Piotr Dylewski dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(1 Głos)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Podczas zakończonego kilka dni temu Międzynarodowego Festiwalu TOFIFEST mieliśmy okazję obejrzeć film ZGNIŁE UCZY, którego reżyserem oraz współautorem scenariusza jest Piotr Dylewski. Jest to pełnometrażowy debiut fabularny Piotra, który ukończył Wydział Reżyserii na WRiTV UŚ w Katowicach. Doskonalił się również w Wajda School w Warszawie, na kursie Studia Prób. Obecnie jest w trakcie przygotowań do swojego drugiego, pełnometrażowego filmu.

 

Maciej Wasilewski„Zgniłe Uszy” to Twój debiut reżyserski… jak wspominasz prace nad filmem? Podejrzewam, że łatwo nie było.

Faktycznie nie było łatwo, ale byłam bardzo mocno nakręcony na ten film i totalnie nie przejmowałem się trudnościami. Każdy film okupiony jest jakimiś bólem i samotnością reżysera, ale jest to wliczone w zawód. Nie warto się tym przejmować. Wiedział jaki film chce zrobić i zrealizowałem swoje marzenie, plany. Było sporo sytuacji stresujących np. gdy popsuły nam się trzy samochody na jednej scenie. Mimo wszystko te potknięcia, powodowały, że szliśmy bardziej do przodu. To wszystko się opłaciło. 

Im więcej kłód pod nogami tym bardziej szliście w zaparte.

Dokładnie. Nie chcieliśmy się poddawać, zależało  nam aby ten film zrobić. Raz w życiu artystycznie się poddałem i do dzisiaj tego żałuje. Nie lubię się poddawać. Wydaje mi się, że jeżeli ktoś naprawdę sobie postanowi aby coś zrobić, to cały wszechświat powinien być pod to podporządkowany. Udało mi się zebrać drużynę, która myśli bardzo podobnie do mnie i to był cud. 

Tym filmem wcisnęliście mnie w fotel… Ze sceny na scenę wkręcałam się w akcje. Taki był Wasz zamiar?

Zamiar był taki, aby nie dać wytchnienia i aby zaskakiwać. Rama tej historii jest powszechnie znana tzn. para jedzie gdzieś i spotyka ją coś. Uważam, że trzeba to odwracać, bawić się tym. Historia ta powinna nas „wpuszczać w maliny”, trochę nas denerwować, trochę śmieszyć, wzruszyć czy nawet przestraszyć. 

Dowodem na Wasz sukces jest chociażby nagroda, którą otrzymaliście w Koszalinie.

Tak, za wodzenie za nos i na koniec wytarganie za uszy.

Te uszy pojawiają się w tytule. „Zgniłe uszy”, to nie jest zachęcający tytuł. 

Tak, wiele osób podobnie myślała, mówili nam, że jest to „strzał w kolano”, nikt nie będzie chciał tego oglądać. Z drugiej strony lubię, gdy film już na etapie tytułu o czymś mówi. Film to jest całość od początku, czyli od tytułu, do ostatniego napisu końcowego. „Zgniłe uszy” wzięły się stąd, że kiepsko siebie słuchamy. W parze często powstają niedopowiedzenia, ponieważ są tematy nieprzegadane. Te tematy gromadzą się za uszami jak brud, po czy po pewnym czasie to wszystko gnije, i te uszy też gniją. Oczywiście jest też teoria psychologiczna, która nawiązuje do teorii komunikacyjnych uszu Von Thuna. 

Film tworzą aktorzy oraz miejsce. To były celowe wybory, decyzje?

Jedno bez drugiego nie funkcjonuje tzn. świat potrzebuje tych aktorów i aktorzy potrzebują tego świata, tej natury, tego domu. Z aktorami było tak, że Mikołaj Chroboczek miał grać postać Filipa, a postać Janka, czyli męża głównej bohaterki miał grać inny aktor, który parę godzin przed rozpoczęciem zdjęć zrezygnował. Magda podesłała mi informacje o Piotrze Chomie, wiec zadzwoniłem do Piotra z pytaniem jak szybko się pakuje. Piotrek był totalnie oddany na planie, było widać, że chce to zrobić. Dużo lepiej mieć takiego aktora, który przyjeżdża i jest gotowy do pracy.

Miejsce magiczne, ale chyba też dla Was to był taki trochę wyjazd integracyjny…

Taki trening interpersonalny w domu i zdecydowanie, był to plus dla realizacji. 15 osób zamkniętych w domu, które w ciągu 10 dni muszą mieszkać z jedną łazienką, kuchnia i przez 12 godzin razem pracować. To wszystko wymagało pewnej skomplikowanej logistyki, a była ona w zasadzie bardzo prosta. Wstajemy, ten kto może, robi śniadanie, każdy sprząta po sobie. Wytworzyła się pewna symbioza ludzi, którzy wiedzieli po co się znaleźli w danym miejscu i co chcą zrobić. Nie było konfliktów na planie, co też jest rzadkością, często one występują, ponieważ ludzie pracują na  głębokich i skrajnych emocjach. Tutaj widzieliśmy, że chcemy zrobić coś wspólnego. Wszyscy wiedzieliśmy jakie mamy warunki i nikt nie oszukiwał, wszyscy byli gotowi aby razem działać.

Nie odwalą tzw. „fuchy”…

Dokładnie. Jeżeli ktoś przyjedzie już z negatywnym nastawieniem, nie będzie dawał z siebie wszystkiego, to nic dobrego z tego nie wyniknie. Będziemy się tylko ze sobą męczyć. Uważam, że cała piątka aktorów, która wzięła udział w filmie, oddała kawałek siebie. Zaoferowali coś, a  ja starałem się z tego skorzystać. Wszyscy bronili swoich postaci i to też było fajne. Nie dobra jest sytuacja, gdy na początku aktor mówi „OK, ja Ci to zagram”, a potem cytuje co jest napisane w scenariuszu. Niestety język pisany nie jest językiem mówionym, więc jeżeli ktoś tego nie przefiltruje, to nikt tego nie będzie słuchać. Nie będzie to naturalne. Na szczęście udało mi się wszystkich „obudzić” i wszyscy w to weszli. Czasami mieliśmy długie dyskusje, ale zawsze owocne z czego bardzo się cieszę.

Jeden z głównych bohaterów to psycholog, który bardzo mnie przekonał. Skąd pomysł na tego aktora? Na planie był prawdziwy psycholog, sięgaliście rad u źródła?

Jestem psychologiem nieczynnym, czyli jestem po studiach psychologii, ale zawodu nie uprawiam. Mam wielu znajomych, którzy są psychoterapeutami. W rolę psychoterapeuty wcielił się Michał Manicz, któremu opowiedziałem jak wygląd praca takiego psychoterapeuty. Michał również w swoim życiu poznał takich specjalistów, więc wymieniliśmy się spostrzeżeniami, wypracowaliśmy wspólny język. Najciekawsze jest to, że Michał miał bardzo wiele propozycji, ponieważ jest bardzo wiele typów psychologów. Zgodziliśmy się, że nie powinna być to jednoznaczna, oczywista postać. 

Po Twoich słowach, powiem, że jest on nawet zimny…

On gra. Często coś gramy, ponieważ w danej sytuacji w daną rolę wchodzimy. Te role trwają. To jest pewien meta poziom i nie wiem czy to się przenosi na ekran, ale uważam, że jest to bardzo ciekawe do opowiedzenia i być może do zgłębienia w kolejnych produkcjach. Ciekawe jest to, że bardzo szybko wchodzimy w różne rolę, które są zależne od sytuacji.  

A skąd w ogóle pomysł na opowiedzenie tej historii?

Spodobała mi się postać psychiatry w książce „Mag” Johna Fowlsa. Zastanawiałem się jednak jak to jest z tą iluzją, że ktoś chce nam pomóc, ale jednak nie do końca. Z czasem wzbudza w nas pewne negatywne emocje, aby nas szerzej otworzyć. Dlatego stwierdziłem, że warto to opowiedzieć. Para jest do tego dobrym nośnikiem, ponieważ przedstawia wiele problemów, ale też różne osobowości. W filmie mogłem wykorzystać małe tarcia, które zaobserwowałem na co dzień. To wszystko wymieszałem. Nie ma jednej, konkretnej inspiracji. Pomysł rodzi się długo, poprzez obserwację różnych sytuacji. Jak się jest na etapie tworzenia, to trzeba być czujnym, trzeba dobrze słuchać.

Wasz film startował na Tofifest w konkursie From Poland. Jakie masz plany twórcze na dalsze działanie?

Chciałabym zrobić film w normalnych warunkach. Niezależne kino jest piękne i bardzo polecam tę drogę wszystkim. Nie sądzę jednak aby był to dobry pomysł na całe życie. Taka praca wymaga wielu poświęceń i ogromnej pracy. Można robić całe życie filmy nie zależne, ale nie będą one dobre, ponieważ mamy ograniczone pokłady energii i to ciągłe dodawanie więcej z siebie się kiedyś skończy. To jest walka z wiatrakami na wielu frontach. Mam już kilka historii, które chciałabym opowiedzieć, ale wiem, ze kino niezależne chciałbym na chwile odstawić. Może po kilku filmach wrócę do kina niezależnego z garstką ludzi, którzy naprawdę kochają  to co robią i są stworzeni do tej konkretnej historii i z miłości do siebie na planie.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Czytany 276 razy Ostatnio zmieniany piątek, 08 listopad 2019 16:11

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama