cinema.pl Newsy Dnia

poniedziałek, 23 wrzesień 2019 11:42

Praca na planie, to perfekcyjne szydełkowanie - Mateusz Burdach dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Aktor teatralny, filmowy i telewizyjny. Kształcił swój warsztat aktorski w Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie pod okiem  m.in. Andrzeja Domalika, Ryszarda Peryta, Wojciecha Malajkata, Jana Englerta, Krzysztofa Majchrzaka, Wiesława Komasy czy Anny Sroki-Hryń i  Macieja Stuhra. W 2015 roku ukończył Akademię Muzyczną im. S. Moniuszki w Gdańsku na wydziale wokalno - aktorskim w klasie śpiewu Ryszarda Minkiewicza. Pochodzi z Zamku Bierzgłowskiego, podtoruńskiej miejscowości. Podczas spotkania w Toruniu Mateusz Burdach opowiedział nam o swoich planach...

 

Praca na planie, to perfekcyjne szydełkowanie - Mateusz Burdach dla cinema.plOstatnio rozmawialiśmy w kwietniu, a u Ciebie się dzieje…

Faktycznie dzieję się. Widzieliśmy się w kwietniu, ale wtedy zbyt wiele nie mogłem powiedzieć o planowanych projektach. Teraz jest wrzesień i wiele spraw się rozwiązało. Na wiosnę będzie miał miejsce mój debiut na dużym ekranie. Będzie to film OSTRA w reżyserii Anny Wieczur-Bluszcz, w którym startowałem na główną rolę. Brałem udział w wieloetapowym castingu. Cieszę się, że mogłem wziąć udział w tak dobrej produkcji. Uważam, że będzie to coś, czego jeszcze w polskim kinie nie było. Będzie to komedia muzyczna, pokazująca kulisy talent-show, showbiznesu i to wszystko pokazane w krzywym zwierciadle. Pierwszą rzeczą jest to, że nie do końca wszystko wygląda tak jak myślimy. Na ten film czekam i jestem głodny kolejnych przygód

Do tego filmu wrócimy, ponieważ kilka dni temu miała miejsce premiera covera na Twoim kanale YT. Kolejne Twoje dziecko.

Na YT był już jeden numer, kierując się w stronę dubbingu „Na morza dnie”. Natomiast teraz chciałbym systematycznie zarażać słuchaczy nową interpretacją znanych utworów. Stawiam głównie na songwriterów. Po filmie „Rocketman”, pomyślałem sobie, że jeżeli mam robić covery, to będzie to muzyka filmowa, ponieważ działa ona bardzo na moją wyobraźnię. Oprócz tego, że słyszę muzykę, to widzę obrazy. To jest mój sposób pracy nad piosenką. Gdy pracuję z młodzieżą nad spektaklem, to też myślę obrazami. Gdy tworze cover, swoją interpretację, biorę pod uwagę muzyków, instrument, który pasowałby do mojego pomysłu. Przy WICKED GAME wykorzystałem, mam nadzieję w piękny sposób, moją koleżankę Sabrinę Stachel, która gra na skrzypcach i jest kompozytorką. Od dawna chcieliśmy coś razem stworzyć. To wszystko odbyło się w pewnego rodzaju dialogu, skrzypce mają swój urok, są poruszające, mają sensualność. Ten utwór właśnie taki jest, a wykonywał go Chris Isaak w kultowym filmie Davida Lyncha „Dzikość serca”. Myślę, że tymi utworami będę uderzał w to co jest bliskie mojemu sercu. Nie chce śpiewać dla samego śpiewania, aby ktoś mnie usłyszał, ale chciałbym coś tym utworem opowiedzieć. Wiele osób mnie zna jako aktora dramatycznego i taką sylwetkę chciałbym pozostawić, ale chciałbym przypomnieć, że jestem też aktorem śpiewającym.

Cover, to bardzo ciekawe przedsięwzięcie, ale z drugiej strony mam wrażenie bardzo trudne. Tym bardziej, że w przypadku filmu, często to muzyka czy piosenki bardziej pozostają w pamięci niż sam film.

Jest to cienka granica, ponieważ coś zostało zekranizowane, powstał pomysł na scenariusz i dodana do tego piosenka, a ja muszę to teraz zinterpretować na swój sposób, nie psując jednocześnie całego pomysłu reżyserskiego, scenariusza. Wydaje mi się, że w tych rzeczach, które na razie zrobiłem ta historia, chociaż przefiltrowana przeze mnie, jest. Przy „Wicked game” sensualność czy namiętność pozostały. Cała ta historia ucieczki, gonitwy, wielkiego pragnienia miłości, a tak naprawdę świadomości, że tej miłości nie ma. To jest zawarte w tym utworze. Ja się tego nie boję, ponieważ zanim się za to biorę, to utwór rozkładam sobie na części pierwsze. Analiza tekstu. Rozpisuje sobie wszystkie za i przeciw.

Inną pozytywną strona takich nagrań, przedsięwzięć jest to, że młodzi będą mieli okazję poznać klasyki.

Mam bratanka i bratanice są w wieku 17 lat i widzę po jaką muzykę sięgają, KULT, REPUBLIKĘ, PERFECT. Podobnie jest z modą, co 20-30 lat trendy wracają i odświeżamy szafy, ponieważ np. flisowane spódnice są w modzie. Wydaje mi się, że podobnie jest właśnie z muzyką i warto odświeżać stare rzeczy. Jest szansa, że znajdą się ludzie, których to zainspiruje i przy okazji obejrzą film „Dzikość serca”, zapoznają się z twórczością tamtych czasów. Poza tym uważam, że w tamtych latach robiło się świetne kino i warto wracać do niego. Piosenka związana z tym filmem jest nim nasycona. I tak jak mówisz często jest tak, że piosenkę bardziej kojarzymy niż film.

Tym bardziej, że do danego utworu powstaje teledysk nasycony zazwyczaj scenami z filmu. Skąd pomysł na taki projekt?

Po zakończeniu Akademii Teatralnej, mam więcej wolności twórczej, piszę swoje własne teksty. Wolny czas poświęcam na słuchanie muzyki, wracam do starszych przebojów. Tak powstał np. pomysł na kolejny cover. Wyjąłem z szafy keyboard i zacząłem próbować.

Można powiedzieć przyjemne z pożytecznym i może powstanie jakiś Twój autorski projekt…

Jest to w planach. (śmiech). Złapałaś mnie za słówko. Zanim jednak to nastąpi, to chciałbym aby widzowie, słuchacze poznali, w którą stronę mógłby podążać. Na ten moment robię to, ponieważ chciałbym poznać upodobania widzów. Chciałbym zobaczyć w czym najlepiej jestem odbierany, na co jest zapotrzebowanie, dlatego covery te będą w bardzo różnych klimatach. Autorskie projekty nie maja jeszcze kształtu, są to luźne pomysły. Teksty są skonstruowane.

 ... i Ty też przy okazji dowiesz się czegoś o sobie.

Dokładnie. Poza tym uważam, że teatr jest też takim miejscem, w którym spotykasz się z widzem na żywo. Podczas tych spotkań też bardzo wiele dowiadujesz się o sobie, o swojej pracy. Są sytuacje, gdzie ktoś powie, że było super, a ktoś wręcz przeciwnie. Takie uwagi czy sugestie spowodują, że inaczej spojrzysz na pewne sprawy. Tego samego oczekuje również w tym projekcie. Uważam, że nawet najmniejsze ślady jak ktoś zostawi, jest ważne i na to czekam.

Jednak Cię pocisnę. Wspomniałeś o tych powrotach do lat 80-90-tych. I przyznam, że również zauważyłam ponowne narodziny muzyki tych lat.  Lata 90-te były nie dawno, a Ty jesteś młodym człowiekiem. Faktycznie rock to jest to czym się inspirowałeś?

Faktycznie u mnie ostatnio na Youtube nie schodziło AC/DC, Scorpions, Queen. Na tym kanale są składanki i faktycznie ten rock mi towarzyszył, bardzo często tego słuchałem. Czasami przebijał się Coldplay czy Krzysztof Zalewski , Dawid Podsiadło, Kuba Badach.

Czasami jest tak, że wydawcy, producenci mają swoje wymagania i nie pozwalają artystom zabłysnąć… 

O tym zresztą będzie też film OSTRA.

Do tego filmu jeszcze wrócimy. Jednak będąc przy latach 90-tych i wykorzystując fakt, że jesteś aktorem, to mam wrażenie, że wraca moda na filmy z tych lat.

Mam wrażenie, że wkrótce nastąpi kulminacyjny zwrot. Widzę również jak to się zmienia w teatrze.

Będąc w klimatach coverów, ale zmierzając do kolejnego projektu, w którym wziąłeś udział. Chciałabym zapytać czy śledzisz programy typu show, w którym bardzo często takie covery słyszymy.

Podoba mi się formuła program “The Voice Poland” i też mnie to inspiruje. Przyznam jednak, że częściej oglądam amerykańskie czy brytyjskie programy tego formatu. W polskich wydaniach również zauważyłem ciekawe osobowości, które wniosły nową jakość na polski rynek. Poza tym jeżeli dany utwór usłyszymy po kilku latach to zdajemy sobie sprawę, że tak przedstawiony jest naprawdę świetny. Jest to bardzo dobre miejsce, czas na próbę scoveorowania utworu. Innym takim miejscem jest właśnie kanał YT, gdzie ludzie bardzo wiele wrzucają swoich interpretacji znanych utworów. Jest też moda na robienie wersji akustycznych, co często czynią sami artyści.

A myślałeś może, aby wystąpić w jednym z programów celebrity show?Praca na planie, to perfekcyjne szydełkowanie - Mateusz Burdach dla cinema.pl

Moje nazwisko nie jest jeszcze znane i nie dostałem jeszcze takich propozycji. Przyznam, że chętnie wziąłbym udział, ponieważ jest to niesamowite doświadczenie. Znam też niektórych uczestników tych programów. To jest niesamowite wyzwanie i praca. Śledziłem też nowy program „Dance, dance, dance” i byłem w szoku jak wiernie można odtworzyć amerykańskie teledyski. Uczestnicy tam nie śpiewają, ale wszystko oddają ciałem, a do tego trzeba mieć niezwykłą kondycję. Uważam, że udział w takich programach nie jest niczym złym. Zobaczymy jak to wszystko u mnie się potoczy.

Trzeba też tutaj wspomnieć o próbach i przygotowaniach…

Tam są próby od rana do nocy. Nazwiska, które są brane do tego rodzaju programów, nie są przypadkowe. Są to ludzie, artyści, którzy dzięki swoje pracy zaistnieli. Warto pamiętać, że te osoby mają wiele pracy poza danym programem np. prace na planach, w teatrze, koncerty…  

Pytam o takie wykonania, też pod kątem młodzieży, z którą też pracujesz, czy faktycznie mamy tyle talentów?

Uważam, że nie brakuje zdolnych ludzi. Sam pracuję z muzycznie uzdolnioną młodzieżą w szkole muzycznej w Toruniu, z którą jeździmy na obozy do Bachotka. Podczas tych wyjazdów robimy takie wieczorki z talent show. Miałem niesamowity ubaw z tego, ponieważ też musiałem się wczuć w jakąś rolę w kogoś z jury. Wylosowałem Kubę Wojewódzkiego czy Agnieszkę Chylińską, co z drugiej strony było dla mnie ogromnym wyzwaniem i przygodą. Pamiętam, że młodzież była bardzo zaangażowana w moją przemianę. (śmiech) Uważam, że poniekąd udało mi się oddać charakter tej piosenkarki. To była niesamowita zabawa. Podziwiam artystów, którzy biorą udział w programie np. „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, ponieważ wiem jaki to jest wysiłek. Znajomi, którzy mieli okazję wystąpić w tym programie, opowiedzieli jaka to jest ogromna praca począwszy od prób choreograficznych, wokalnych, charakteryzację. To jest mega przedsięwzięcie. Obozy, w których bierzemy udział są potwierdzeniem tego, że wśród nas jest mnóstwo takich talentów. Często obserwuję też, że po drodze niektórym brakuje wiary w swoje możliwości, umiejętności inny zaś mają jej za dużo. To wszystko trzeba umieć sobie zbalansować. Sam miałem taki moment, w którym nie wiedziałam co się dzieje, kiedy jako 19-latek dostałem się do Akademii Muzycznej i w tym samym momencie pojawiły się pewne propozycje zawodowe.  Tym bardziej, że moi bliscy nie byli przekonani co do wybranej przeze mnie drogi, a tu dostajesz sygnał, że jest nieźle. To jest bardzo cienka granica, aby nie pójść za daleko, aby nie zboczyć w złą stronę. Inną sprawą jest też to, że na tych obozach daje tej młodzieży niesamowitą energię, którą również od niej odbieram. Uczę się od nich pokory, ponieważ często chciałbym iść przed nimi, ale wolę się wycofać. Nie narzucam toku myślenia, ponieważ sam nie lubię jak ktoś mi narzuca. Daje wolność, ponieważ lubię ją dostawać. Jeżeli młodzież będzie szła swoją drogą z jednej strony, ale z drugiej będzie korzystała i brała ze spotkań z innymi, to co uważa za słuszne, aby się rozwijać, to wiele osób ma szanse na zaistnienie. Musi być otwarty i chłonny na wiedzę od innych, ale jednocześnie nie zagubić tego co ma się w sobie pierwotnego.

Pozytywem jest też to, że sam pochodzisz z małej miejscowości spod Torunia. Może to też być fajnym bodźcem dla innych młodych ludzi nie koniecznie z dużych miast.

Dostaje również takie sygnały i jest to fajne, że ktoś to stawia na szali sukcesu i odnosi się do tego. Cieszę się, że ta wiara innych we mnie jest oparta na moim dążeniu do celu.

I za jakiś czas usłyszymy o kolejnych znanych osobach z kujawsko-pomorskiego…

Mam taką nadzieję. Cieszę się, że mogłem przekazać młodzieży swoje doświadczenie, wiedzę zdobytą w Akademii Teatralnej czy Muzycznej. Wiem też, że moi podopieczni próbują zdawać do szkół teatralnych.

Z drugiej strony jesteś młodym aktorem. Kilka tygodni temu skończyłeś szkołę. Jaki masz sposób na przekazywanie wiedzy?

Myślę, że ten mój sposób dopiero wypracowuję. Uczę zaledwie 4 lata, więc nie jest to długi staż. Natomiast sięgam do tego co zrobiłem, co ze mną robiono, czyli wobec metody Grotowskiego, Stanisławskiego, improwizacje. To są jednak zadania, dawane przez zabawę, uruchamiające ciało, myślenie, poziom abstrakcji, wyobraźni. Na bazie tego, staram się modyfikować te zadania i dzięki temu sprawdzam sam co działa. Daje młodzieży zadanie i jest to pewnego rodzaju koło tzn. ile oni mi dają, tyle daje im, ta energię między nami cały czas krąży. Dużo piszą, tworząc własne monologi. Oczywiście odnoszę się do historii, do pewnych anegdot, ponieważ to też robi wrażenie, to jest dla nich ilustracyjne. Staram się jednak być z nimi tu i teraz. Uważam jednak, że aktorstwa nie da się nauczyć. Można otworzyć człowieka, pokazać swoją wrażliwość. Staram się jednak z drugiej strony wzbudzić respekt podczas zajęć, aby te zajęcia miały ręce i nogi, abym nie przekrzykiwał młodzieży. Na ten moment nie miałem kłopotu. Poza zajęciami jest luz, a na zajęciach każdy zdaje sobie sprawę, że staram się przekazać swoją całą wiedzę, zarazić ich największą energią, wrażliwością. Te zajęcia bardzo szybko nam mijają.

Czasami ciężko jest utrzymać pewien dystans…

Dokładnie. Gdy przyjechałem na pierwszy obóz, to przez pierwsze dwa dni było „przebijanie się” do ich duszy, serc, do tego aby w jakiś sposób ich poruszyć, zaciekawić. Myślę, że poprzez luz, niczego im nie nakazuję i wolę iść za nimi niż przed nimi. Każdy ma swój czas dochodzenia do danej emocji. Uważam, że to zbudowało między nami więź. Młodzież zdała sobie sprawę, że chcę ich poznać. Dyscyplina z luzem się przeplata.

Pytam się o to, ponieważ z drugiej strony zastanawiam się czym kieruje się młodzież idąc na takie warsztaty. Czy tylko ewentualna sławą?

Wydaje mi się, że moją grupę zaraziłem już na tyle teatrem, że pewne rzeczy nie robią na nich wrażenia. Zdają sobie sprawę, że pojawiłem się i pojawiam w różnych produkcjach, ale to jest dla nich czymś naturalnym. To jest moja praca.

Super, czyli jest nadzieja w polskiej młodzież.

Tak, jak najbardziej. Uważam, że trzeba ją wprowadzić w pewne tematy. Aby za dużo nie zdradzić, to powiem, że chciałbym zarazić większą liczbę ludzi w tę pracę, którą robię ze swoją grupą. Mam pewien pomysł na projekt, który rozpisuję. Mam pomysł na warsztaty teatralno-musicalowe, które będą przeprowadzone w różnych placówkach w kujawsko-pomorskim. Finalnie miałyby prowadzić do tego, że spotykamy się wszyscy na gali finałowej. Finale, w którym każdy będzie cząstką jednej całości. To będzie impresja na temat danej sztuki, w której każdy będzie miał inne zadanie do zilustrowania. Uważam, że warto jest robić rzeczy, których nie robi się w szkole. Trochę się w tym aktywizuję, ponieważ sprawia mi to frajdę, bo mnie to ciekawi. Poza tym widzę, że młodzież jest tego chłonna i chce pokazać, że teatr i film są fajne. Warunek jest taki, że ktoś musi im to pokazać, a nie pokazywać seriale paradokumentalne. Nie idźmy tą stroną, ponieważ ugrzęźniemy w błocie.

A w jakim miejscu w Twojej twórczości znajdują się wspomniane musicale?

Ta forma na pewno niezwykle mi pomaga w podążaniu ku teatrowi dramatycznemu, ponieważ wyposażyła mnie w wiele narzędzi takimi jak taniec, plastyka ruchu, swoboda poruszania się po różnych emisjach głosu. Zabawę głosem wykorzystałem m.in. w spektaklu „Płatonow”, w którym wcielałem się w 3 postaci. Tworząc postać, dajesz jej swój głos, swoje ciało, jest to bardzo ważne. Musical odegrał bardzo ważną rolę w moim życiu.

Musical pojawia się w Twoich planach?

Przyznam, że trochę zrezygnowałem z tej formy na rzecz teatru dramatycznego, chociaż nie na dobre. Musical sam do mnie przyszedł, kiedy dostałem angaż w Teatrze Syrena, w którym nadal gram. Marzy mi się główna rola w musicalu, gdzie mógłbym wykorzystać swój cały pakiet, czyli ruch, taniec, śpiew i aktorstwo. Mam wrażenie, że właśnie aktorstwo jest w polskich musicalach na najniższym poziomie. Życzę sobie tego, aby to wszystko było razem dograne, aby ze sobą współgrało.

Twoje marzenie, to też dubbing…

Te marzenia nie zostały zrealizowane, chociaż nadal nad tym pracuję. Na pewno jednym z kolejnych coverów, będzie utwór filmowo-dubbingowy.

Polski dubbing jest jednym z lepszych, jak nie najlepszy.

Też tak uważam. Ostatnio oglądałem film ALLADYN, do którego podkładali głosy moi koledzy z Akademii Muzycznej w Gdańsku. Byłem też na „Królu Lwie” i się zawiodłem. Szanuję odtwórców dubbingowych ról, wielkie nazwiska, wielkie głosy, ale nie mogłem znieść pewnych rzeczy pod względem muzycznym. Całe sekwencje muzyczne były obniżane. Na pewno genialnie wypadł Maciej Stuhr w roli Timona. Pierwszy „Król Lew” był zdecydowanie lepszy.

Przy takich okazjach zastanawiam się nad sensem robienia reamaków.

Moim zdaniem wraca się do znanych produkcji, aby nadać temu współczesną wartość. Czasami, jak w przypadku „Króla lwa”, można przekombinować.

Na czym polega fenomen naszego dubbingu?

Mam wrażenie, że mamy dobrą artykulację. Uważam, że w polskich szkołach teatralnych kładzie się spory nacisk na dykcję, na wyrazistość mowy i być może to przekłada się na wyrazisty dubbing. Cezary Pazura, Jarosław Boberek i inni są to artyści, którym nie straszne jest tempo mówienia, te dialogi zawsze są wyraźne, zrozumiałe, czytelne dla widza. Ciężko jest mi powiedzieć na czym polega fenomen. Na pewno głosy są dobrze prowadzone, a nacisk na to już kładą w szkołach. Tak powinno być, bo co jest ważniejsze niż polskie słowo. Tak samo w szkoleniu młodzieży, naszej przyszłości, powinniśmy dbać aby poznała polską literaturę, polskie słowo, aby mówiła dobrą polszczyzną.

Jednym z ostatnich projektów, w których brałeś udział to film OSTRA. Będzie to szpilka w polski showbiznes?

Nie wiem czy szpilka. Myślę, że będzie to ukazanie pewnych schematów, które się powielają i można nałożyć na wiele sytuacji w shobiznesie. Myślę, że film pokaże wręcz hamletowskie relacje, ponieważ bohaterowie będą musieli wybrać między sławą, pieniędzmi, a miłością. Jest to odwieczny problem i powstaje na ten temat wiele filmów, sztuk, piosenek. Często okazuję się, że mamy inne pragnienia, dokonujemy innych wyborów, w porównaniu z tym o czym myśleliśmy na początku, przez co musimy dokonywać bardzo ciężkich wyborów.

Zastanawiam się czy będą to odniesienia 1 do 1 do rzeczywistości.

Z tego co wiem, reżyserka Anna Wieczur-Bluszcze unikała tego, aby sytuacje czy osoby byłe spersonalizowane z kimś, czymś konkretnym. Bardziej ma to oddziaływać na naszą wyobraźnię, na to jak faktycznie jest. Jest to komedia muzyczna, a taki gatunek jest rzadkością w naszym kraju.

A czym dla Ciebie jest ten film?

Dla mnie jest to przede wszystkim debiut na dużym ekranie, chociaż jest to epizodyczna rola, więc nie spodziewałbym się fajerwerków. Nie dana mi była jakaś duża złożoność postaci, na przestrzeni całego filmu, ale ile mogłem, to kombinowałem. Jedną z rzeczy, której mogłem się przyjrzeć przy tej pracy, to współpraca z dużą ilością statystów. W niektórych scenach grało 120 statystów i ogarnięcie tego wymaga mega cierpliwości. Statyści byli tłem do bohaterów, więc duble służyły temu, aby wszystko do siebie dopasować. Każdy szczegół w tym filmie jest niesamowicie istotny. Ta praca najbardziej nauczyła mnie pracy nad detalem.

Kolejna produkcją będzie serial kryminalny „Cień”.

Tak, serial sensacyjno-kryminalny, 13-odcinkowy, w którym będą główni bohaterowie wątku, ale każdy odcinek będzie dotyczył innej historii. Serial będzie poruszał często bardzo ważne problemy społeczne. Jeżeli chodzi o odcinek, w którym będzie można mnie zobaczyć, to była ciężka praca, bardzo emocjonalna. Przy „Ostrej” jedną scenę z dużą ilością statystów robiliśmy 6 godzin. Takiego czasu nie ma przy okazji pracy nad serialami, więc prawo błędu zawsze istnieje. Zawsze można powiedzieć, że coś można było lepiej zrobić. Przy pracy na planie „Cień” udało mi się trafić na reżysera wymagającego. Zanim zaczęliśmy nagrywać, to mieliśmy bardzo wiele prób tych scen. Jestem bardzo ciekawy tego projektu, tym bardziej, że tematy poruszane w nim są bardzo gorące.

Przyznam, że jestem fanką wszystkiego co kryminalne. Jak wg Ciebie zrobić dobry kryminał?

Fajnie jest jak coś trzyma w napięciu. Mam nadzieję, że po zmontowaniu tego serialu, jego akcja do końca zostawi widza w napięciu. Chciałbym, aby historia była wartko poprowadzona, aby widz był ciekaw co nastąpi w kolejnym odcinku, że nie będzie to oczywistością. Uważam, że polskie seriale są coraz lepsze. Uważam, że wpływ na to ma m.in. konkurencja między telewizjami, która napędza popyt na coraz lepsze seriale. Każda stacja stara się, aby poziom seriali był coraz lepszy.

Wspomniałeś o tym, że reżyser serialu CIEŃ, był reżyserem wymagającym. Masz swój typ ulubionych reżyserów?

To są dopiero moje początki, ale życzę sobie takich reżyserów, którzy stawiają na ryzyko swoich zadań. Stawiam na takich reżyserów, którzy nie boją się odważnych emocji.

Wcześniej grałeś w „Koronie królów” czy teraz we wrześniu zobaczymy kolejny sezon „Wojennych dziewczyn”. Są to seriale, które już zaistniały w oczach widzów. Wszedłeś do tzw. rodziny serialowej. Jakie to uczucie?

Byłem chłonny na to co dzieje się tu i teraz. Byłem otwarty na partnerów. Jednocześnie byłem ostrożny na podawane słowo w scenariuszu, ponieważ często było ono modyfikowane. Cieszę się, że w łatwy sposób z reżyserem można było zmienić na tyle dialogi, aby były one wiarygodne i nie podążały w stronę opery mydlanej.

Wspomniałeś o próbach. Jak one wyglądają? Siadacie przy stoliku i omawiacie każdą postać?

Nie, to wygląda zupełnie inaczej niż w teatrze. Próby są już na samym planie. Spotykamy się na planie rano i pewien czas na takie próby jest przewidziany. W przypadku „Cieni” reżyser na samym początku powiedział, że to są zbyt ciężkie sceny, aby trzymać się kurczowo tekstu. Mieliśmy na tyle swobody, aby opowiedzieć sobie o relacjach tych postaci, jaką mogły mieć przeszłość, aby potem oddać na palnie odpowiednie emocje.

Jednak daną postać aktor musi przez siebie przefiltrować.

Jest na to zdecydowanie mniej czasu, ponieważ wszystko dzieje się bardzo szybko. Pewne wyobrażenie o bohaterze miałem, ale staram się za bardzo nie kombinować przed spotkaniem z reżyserem, aby sobie czegoś nie narzucić. To czasami może dać odwrotny efekt. Wolę na plan przyjść z niezapisaną kartką i z reżyserem to wszystko stworzyć.

Doświadczenie serialowe już jakieś posiadasz. Co daje Ci ta forma pracy?

Przy filmie czy serialu ważna jest szybkość reagowania na uwagi, zmiany. Poza tym na pewno w pracy nauczyłem się technicznych rzeczy tzn. np. ustawiania się w świetle, pilnowania swojej pozycji. Pilnuje jakie jest ustawienie kamery wobec partnera, przestrzeni. Mam wrażenie, że ilość rzeczy, które trzeba pilnować jest o wiele większa niż w teatrze. Dyscyplina jest większa, ponieważ jest więcej dubli, a my nie możemy opadać z danego poziomu emocjonalnego, musimy trzymać pozycję. Musimy się pilnować, aby nie wyjść z kadru, jesteśmy w takich zamkniętych ramach. Na planie bardziej trzeba się odnajdować w tych technicznych rzeczach, aby móc swobodnie działać z emocjami.

Mam wrażenie, że na plan potrzebna jest niesamowita koncentracja.

Dokładnie. Koncentracja i skupienie na zadaniach, uwagach od reżyserów, tego właśnie uczy mnie praca na planie. Anna Wieczur-Bluszcz jest bardzo pomocna, daje możliwość tzw. podglądu w reżyserce, abyśmy wiedzieli co ewentualnie poprawić. To jest perfekcyjne szydełkowanie.

 

Czytany 124 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 24 wrzesień 2019 12:45

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama