cinema.pl Newsy Dnia

poniedziałek, 16 wrzesień 2019 12:38

Wiele osób pyta mnie, co ja do tej pory robiłam... - Gabriela Muskała dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

„Filmy "Fuga", "7 uczuć" oraz spektakl "Jak być kochaną" w Teatrze Narodowym, to produkcje, w których w tym roku można było zobaczyć Gabrielę Muskałę. Aktorka, dramatopisarka. W latach 1993-97 występowała w Teatrze Powszechnym w Łodzi. Aktorka przez 22 lata była związana z Teatrem im. Jaracza w Łodzi, w latach 2005-07 także z Teatrem Dramatycznym w Warszawie. Aktualnie jest na etacie w Teatrze Narodowym. Jest autorką scenariusza do filmu „Fuga” a także czterech sztuk teatralnych napisanych wspólnie z siostrą Moniką pod pseudonimem Amanita Muskaria. Z aktorką spotkaliśmy się w Toruniu i mieliśmy okazje porozmawiać również o planach na przyszłość.

 

Ubiegłoroczny sezon filmowy był bardzo gorący o czym świadczą trzy nominacje do PNF Orły i nagroda Orzeł w kategorii „Odkrycie Roku” za scenariusz do filmu Fuga.

Bardzo się cieszę z tych nagród. To miłe być docenianym za to co się robi. Podczas 13 lat pracy nad „Fugą” moim największym marzeniem było, aby ten film w ogóle powstał. Kiedy znalazł się w konkursie w Cannes, był to dla mnie jakiś fantastyczny bonus, wartość dodana, coś, co te marzenia przekraczało. A teraz te wszystkie nagrody, które zbiera Fuga – Agnieszka Smoczyńska za reżyserię, Kuba Kijowski za zdjęcia, Jagna Janicka za scenografię, Łukasz Simlat za rolę Krzysztofa, ja za scenariusz i za moją Alicję – to jest coś wspaniałego. Bardzo mnie sukces tego filmu wzrusza. Orzeł za scenariusz do "Fugi" – ta nagroda szczególnie mnie ucieszyła. To mój debiut scenariuszowy, praca nad nim dużo mnie kosztowała i zajęła spory kawałek życia... Tak, ubiegły sezon rzeczywiście był gorący, chociaż nie mam poczucia, że pracowałam więcej niż we wcześniejszych latach. Ale odczuwam medialne zamieszanie wokół mojej osoby, i to ten rok odróżnia od wcześniejszych.  Skumulowało się parę ważnych projektów – dwie premiery filmowe:„Fuga”, i „7 Uczuć”, premiera „Jak być kochaną” w Teatrze Narodowym, serial „Szóstka”.... Wiele osób pyta mnie co co ja do tej pory robiłam.Wiele osób pyta mnie, co ja do tej pory robiłam... - Gabriela Muskała dla cinema.pl Odpowiadam, że robiłam dokładnie to samo co teraz - dużo grałam i spełniałam się jako aktorka.   

Scenariusz do filmu FUGA powstawał 13 lat, co było na pewno ogromnym wyzwaniem, ale bardzo Ci na tym filmie zależało. Poruszyła Cię historia konkretnej osoby.

Tak, chociaż skończyło się na tym, że kobieta, którą zobaczyłam w telewizyjnym programie „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”, a która nie wiedziała kim jest, została tylko inspiracją, impulsem do opowiedzenia historii o zupełnie innej kobiecie. Cała historia Alicji została wymyślona od początku do końca, ale oparta jest na ogromnym researchu, który robiłyśmy z Agnieszką Smoczyńską. Agnieszka bardzo wcześnie pojawiła się w tym projekcie jako reżyserka – już na etapie pierwszych drabinek scenariusza. Jeździłyśmy po całej Polsce, razem szukałyśmy psychiatrów, którzy opiekowali się pacjentami z fugą dysocjacyjną. Odnalazłyśmy Panią Marię, którą widziałam w telewizji i która mnie zainspirowała. Poznawałyśmy różne historie związane z tym zaburzeniem. Zanim zaczęłam pisać scenariusz, chciałyśmy razem ustalić, o czym ma być ten film, kto ma być jego głównym bohaterem, jaki jest wiodący temat, jak wygląda problem bohaterów, ich relacje teraz i kiedyś, jaka jest geneza utraty pamięci przez Alicję itd.

Film bardzo hipnotyzujący, ponieważ zarówno z główną bohaterką jak i z innymi bohaterami przeżywamy tę historię tak od środka. Wpływ na to mają też zdjęcia. Jak z perspektywy czasu Ty wspominasz pracę nad tym filmem.

Agnieszka dobrała sobie fantastyczną ekipę. Kiedy oddałam jej scenariusz stałam się już tylko aktorką w tym projekcie. Dałam jej wolną rękę, wiedziałam, że scenariusz jest dopracowany, ale że ona musi go opowiedzieć po swojemu, przepuścić tę historię przez siebie. Wybrała formę thrillera, którego  nie było w zapisie - mój scenariusz to był raczej film psychologiczny. Ale bardzo mi się spodobał jej pomysł. Niektóre sceny dialogowe zmieniła na wizyjne, do współpracy wzięła sobie Kubę Kijowskiego, który jest autorem niezwykłych zdjęć. Scenografia Jagny Dobesz wychodzi jakby z głowy bohaterki, na każdym etapie jej powrotu do siebie. Wszystkie te elementy, kolory, miejsca, a także kostiumy i charakteryzacja Moniki Kalety - są niesamowite. Również muzyka i dźwięk (Filip Miśek, Marcin Lenarczyk, Paweł Juzwuk - przyp. red.) które są w Fudze potraktowane w nowoczesny sposób. Nie mamy tu czystej muzyki i dźwięków odzwierciedlających jedynie realne czynności. Mamy również dźwięk, który przenika się z muzyką, a jest złożony z wielu mało oczywistych źródeł i tak bardzo pomaga nam i partneruje w naszych aktorskich działaniach. Za każdym razem, gdy oglądam film, odkrywam w tej symfonii dźwięków coś nowego.

Wiedziałaś, że to Ty zagrasz główną bohaterkę?

Tak. Od samego początku, kiedy zobaczyłam tę kobietę wiedziałam, że jest to rola dla mnie.

Zafascynowała mnie jako historia, i wszystko co się z nią wiązało – problem tożsamości, utraty pamięci, macierzyństwo, rodzina. Zafascynowało mnie i zainspirowało to co ona miała w oczach, a raczej to czego nie miała, ta pustka, w której nie ma zapisanych żadnych emocji, życia. To był magnes, który mnie przyciągnął i zainspirował do napisania scenariusza, i zagrania tej roli.

To jak to jest z tą pamięcią. Czasami chyba warto nie pamiętać.

Po udzieleniu pewnego wywiadu w telewizji przy okazji premiery „Fugi” usłyszałam rozmowę Panów od techniki, którzy stwierdzili że „fajnie byłoby tak sobie zapomnieć”.  Owszem taka ucieczka od siebie może jest fajna, ale na początku i na krótko. W fudze np. mózg „idzie” za podświadomym pragnieniem, żeby nie pamiętać tego co jest, co było. Zapominasz swoje życie, zyskujesz nową osobowość, jesteś nowym człowiekiem w starej skórze, ale ta przeszłość w postaci rodziny, najbliższych, istnieje cały czas. I zaczyna się w pewnym momencie dopominać, by wziąć za nią odpowiedzialność. Stajesz się nowym człowiekiem, a tu nagle masz być znowu matką dla swojego dziecka, które jest dla ciebie teraz obcym człowiekiem, bo go nie poznajesz.  To jest dramat - nie tylko dla tych co zapomnieli, ale również, a może przede wszystkim, dla tych którzy pamiętają. Chyba jednak warto pamiętać. Ja bym nie chciała siebie zapomnieć.

Fuga to zupełnie inne wyzwanie w porównaniu z tym co zaproponował Marek Koterski, który Was dorosłych obsadził w trudnych rolach dziecięcych.

Uwielbiam swój zawód. Po tym jak Marek zaproponował mi rolę Weroniki Porankowskiej i po przeczytaniu scenariusza poczułam, że jestem szczęściarą, ponieważ w ramach mojej pracy mogę przeżyć coś, co żadnemu dorosłemu człowiekowi nie będzie już dane. Mogę znów być dzieckiem - w wieku prawie 50 lat. Możemy swoje dzieciństwo wspominać, oglądając zdjęcia, przywracając pamięć, trochę wynaturzoną przez czas... Ale dziećmi nigdy już nie będziemy. Oczywiście powinniśmy pielęgnować w sobie to wewnętrzne dziecko, ale ono zawsze będzie „siedziało” w nas obok tej dojrzałej, odpowiedzialnej osoby, która musi zachowywać się jak dorosła. W filmie mogliśmy być dziećmi, w każdym ruchu, reakcji, spojrzeniu. Marek nie chciał byśmy grali, tylko żebyśmy byli dziećmi. To była niezwykła podróż, historia dzieci, które są nie tylko zabawne, ale również przeżywają wielkie dramaty, często przez dorosłych bagatelizowane. Reżyser pokazał naszych bohaterów w relacjach z rodzicami, którzy tak jak oni są ofiarami swoich rodziców. Jestem bardzo Markowi wdzięczna za ten film. Zawsze lubiłam jego twórczość, ten absurd, który Marek potrafi wyłuskać z szarej rzeczywistości. To są moje klimaty. 

Mówisz o powrotach do czasów dzieciństwa. W lutym b.r. w Teatrze Narodowym odbyła się premiera sztuki „Jak być kochaną” w reżyserii LenyWiele osób pyta mnie, co ja do tej pory robiłam... - Gabriela Muskała dla cinema.plFrankiewicz, w której Twoja bohaterka też wraca do przeszłości.

Tak, to jest kolejna odsłona problemu pamięci, czyli tematu, który wciąż krąży wokół mnie. Tym razem jest to projekt, który z zewnątrz do mnie przyszedł. I historia pamięci, która dręczy główną bohaterkę i nie daje się zapomnieć. Pamięci o pewnym zdarzeniu podczas II Wojny Światowej które zniszczyło jej życie. Pamiętam jak przed premierą dostałam „kopniaka na szczęście” od Pani Barbary Krafftówny, co było wspaniałym i wzruszającym przeżyciem. Ona była tą pierwsza Felicją - w filmie Jerzego Wojciecha Hasa z 1963 roku. Zagrała tam jedną z najwybitniejszych ról kobiecych w polskiej kinematografii. Teatr jest zupełnie innym medium, dlatego na scenie przy Wierzbowej historia opisana w opowiadaniu Kazimierza Brandysa zyskała nową interpretację. Moja Felicja też jest zupełnie inna niż ta Pani Barbary, bo opowiedziana  moimi emocjami i moim doświadczeniem.   

… i ten powrót do przeszłości to jest pewnego rodzaju rozliczanie?

Dla Felicji tak. Ona rozlicza się ze swojego życia. Elegancko ubrana odbywa podróż samolotem do Francji, gdzie chce przez parę tygodni wypocząć. W czasie tej podróży, na skutek powrotu wspomnień, z którymi musi się zmierzyć, zaczyna się rozpadać. Okazuję się, że tak naprawdę nie jest wielką divą, gwiazdą audycji radiowych, tylko wrakiem człowieka, złamaną, przegraną kobietą, która próbuje się jeszcze pozbierać. Tragiczna i smutna postać, ale ja bardzo ją lubię. 

Teatr Narodowy, to nie pierwsze zderzenie z teatrem. Wcześniej przez wiele lat można było podziwiać Cię w teatrze w Łodzi.

Tak,  przez 22 lata byłam aktorką Teatru im. Jaracza w Łodzi. Bardzo kocham ten teatr. Pozostałam w nim nawet po przeprowadzce do Warszawy. Przez 17 lat dojeżdżałam z Warszawy do Łodzi na próby i spektakle. Temu Teatrowi zawdzięczam swoje największe sukcesy, tam miałam możliwość niesamowitego rozwoju, mierzenia się z dużymi, trudnymi rolami, spotkań z wybitnymi reżyserami i wspaniałymi aktorami. Teraz idę dalej, ale mam nadzieję, że do współpracy z Teatrem im. Jaracza będę jeszcze wracać. Od 1 września dołączyłam do zespołu Teatru Narodowego w Warszawie. Jestem szczęśliwa, bo ten teatr również jest mi bliski. W 2004 roku grałam tu gościnnie na małej scenie w „Koronacji” M. Modzalewskiego w reż. Łukasza Kosa w ramach laboratorium dramatu, później przez 8 sezonów nie schodziła z afisza sztuka „Daily Soup”, którą napisałam razem z moją siostrą Moniką, pod pseudonimem Amanita Muskaria. Grali w niej fantastyczni aktorzy: niezapomniane Danuta Szaflarska i Halina Skoczyńska oraz Janusz Gajos i Ania Grycewicz. A w ubiegłym sezonie zagrałam Felicję w „Jak być kochaną” Brandysa, o której rozmawiałyśmy wcześniej. I poznałam zespół, który bardzo ciepło mnie przyjął. Może dlatego mam wrażenie, że moje przejście do tego wspaniałego teatru zdarzyło się naturalnie. 

Jakiś czas temu powróciłaś do współpracy z Kingą Dębską, u której parę lat temu zagrałaś w „Moich córkach krowach”.

Tak, Kinga zwróciła się do mnie z historią, której akcja, podobnie jak w „Moich córkach krowach” w większości dzieje się w szpitalu. To sześcioodcinkowy serial „Szóstka”, który kręciliśmy  jesienią ub.r. Premiera odbyła się 31 marca w TVNie. I chyba został przez widzów dobrze przyjęty. Jest to jeden z takich seriali, których na szczęście robi się coraz więcej. Przypominają bardziej film rozłożony na części. Robione są z ogromna dbałością o wiarygodność, o prawdę. W „Szóstce” mamy do czynienia z łańcuchowym przeszczepem nerek. To historia trzech par, gdzie są dawcy i biorcy. Ukazuje całe relacje, układy bardzo skomplikowane między ludźmi. Jest to psychologiczna historia, w której te historie choroby są tylko pretekstem. Jednocześnie niesamowite było dowiedzieć się tak wiele o chorobach nerek, o tym jak wygląda życie chorych. Dla mnie było to bolesne odkrycie, ponieważ nie do końca zdajemy sobie sprawę, co dzieje się za drzwiami szpitali. 

Zazwyczaj przy medycznych produkcjach, na planie pojawiają się fachowcy. U Was też tak było?

Tak. Lekarze byli na miejscu. W szpitalu w Krakowie, w którym mieliśmy zdjęcia, były z nami na planie prawdziwe pielęgniarki, które od lat robią pacjentom dializy. Dodatkowo mieliśmy przed zdjęciami spotkanie z wybitnym lekarzem specjalistą od przeszczepów. Wiele nam opowiedział. Poznaliśmy też pacjenta po przeszczepie. To było dla nas wszystkich bardzo poruszające.

„Fuga”, to debiut, scenariuszowy do filmu i miejmy nadzieję nie ostatni. Są jakieś plany kolejnych scenariuszy? Jaką historię chciałabyś widzom opowiedzieć czy w filmie czy w teatrze?

Przede mną dwa ważne projekty filmowe, do których przygotowuję scenariusze i które sama chciałabym też wyreżyserować. To projekty są we wczesnej fazie przygotowań, ale wierzę w nie tak samo mocno jak kiedyś w „Fugę”. Póki co mogę zdradzić, że w jednym zagrają bardzo młodzi ludzie, w drugim bohaterowie będą mieli po 80 lat. 

A jak wyglądają plany aktorskie?

Niedawno skończyłam zdjęcia do dwóch filmów, których premiery planowane są na przyszły rok – kryminał i pierwszy w Polsce prawdziwy, krwawy horror.  Z obu projektów bardzo się cieszę, bo to kina gatunkowe, do których mocno tęskniłam po wielu ciężkich, psychologicznych rolach. W teatrze również będę mogła zanurkować w lżejszy repertuar, co dobrze mi zrobi po trudnym ubiegłym sezonie. Więcej o tych projektach nie powiem, ale mogę zapewnić, że jest na co czekać.

 

Czytany 117 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 16 wrzesień 2019 15:39

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama