cinema.pl Wywiady

piątek, 26 kwiecień 2019 12:54

Toruń jest mi bardzo bliski - Klaudia Kuchtyk dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Klaudia Kuchtyk aktorka teatralna, głosowa. W 2012 roku ukończyła Studium Wokalno-Aktorskie im. D. Baduszkowej przy Teatrze Muzycznym w Gdyni. Występowała na deskach Teatru Powszechnego w Radomiu. Obecnie współpracuje z Teatrem Rębacz, zajmującym się produkcją oraz organizacją spektakli w całej Polsce, gdzie występuje m.in. w spektaklu "Jaskiniowcy". Klaudię można też często zobaczyć w toruńskim Teatrze Muzycznym, w spektaklu "Tajemnice Tomka Sawyera".

 

Teatr Muzyczny TorunZacznijmy od Twoich urodzin, które obchodziłaś parę dni temu… Spędziłaś je w Toruniu.

Tak. Spędziłam bardzo miły wieczór poprzedzony spektaklem „Jaskiniowcy” w CKK Jordanki. Następnego dnia z samego rana, jako Becky w musicalu „Tajemnice Tomka Sawyera”, miałam przyjemność zagrać u boku moich przyjaciół. To z nimi świętowałam urodziny. Poza tym, Toruń jest mi bardzo bliski. Mam z nim związanych wiele wspomnień. Cieszę się, że mogłam oficjalnie zestarzeć się właśnie w Toruniu. (śmiech)

Tomek Sawyer, to gość, który jest znany dzieciakom, młodzieży. Jest to lektura. Jak wyglądały Wasze przygotowania? Czy opieraliście się na książce czy tylko scenariuszu?

Reżyser chciał abyśmy skupili się stricte na scenariuszu, bo bardzo podobała mu się wizja autora (Jerzego Masłowskiego). Osobiście kupiłam sobie książkę z ciekawości. Czytałam ją w podstawówce, ale zupełnie nie pamiętałam niektórych historii, tym bardziej wątku Becky i Tomka, który na tamtą chwilę był dla mnie najistotniejszy..

Jest to musical, a na scenie nie dość, że gracie to jeszcze śpiewacie, tańczycie. Jest to chyba wyczerpujące. Można dostać zadyszki.

Faktycznie tak jest. Podczas ostatniego spektaklu miałam chyba ze dwie. (śmiech). Jest to bardzo intensywny spektakl. Cieszę się bardzo z tego powodu. Mamy świetne choreografie autorstwa Marleny Bełdzikowskiej i Witolda Jurewicza oraz niezwykle klimatyczne songi musicalowe skomponowane przez Sławka Wierzcholskiego. Śpiewamy, tańczymy i gramy, a przede wszystkim świetnie się bawimy. Wszyscy jesteśmy ok. 30-tki, więc grając nastolatków musimy wykrzesać z siebie mnóstwo energii, aby nasze działania były autentyczne. Dajemy energię publiczności, a ona nam ją oddaje w reakcjach. Piękna sprawa.

Tym bardziej, że dzieci to publiczność, której nie da się oszukać. To jest trudniejsza publiczność?

Dzieci nie znoszą nieprawdy, jak ktoś próbuje ich „zrobić w balona”, mówiąc w ich języku. Dzieci są szczere i spontaniczne. Ich reakcje na widowni są bardzo bezpośrednie, często śmieszne, a momentami nawet wzruszające. Niesamowicie angażują się w fabułę spektaklu. Cieszę się, że możemy grać dla tak ważnych widzów, a  jeżeli przy okazji uda nam się choć paru maluszków zarazić miłością do teatru,  to dla nas dodatkowa satysfakcja.

A jakie są reakcje publiczności?

Bardzo intensywne. Wiem, że dzieciaki chcą wracać na spektakl. Jest to historia  trzech kumpli, którzy byli świadkami zabójstwa, więc ten wątek kryminalny bardzo przypada do gustu szczególnie chłopcom. Postacią mroczną spektaklu jest Indianin. Często zdarza się, że dzieci wracają na spektakl, zasiadając w pierwszym rzędzie, żeby bardziej bać się Indianina. Czasami są  wystosowywane prośby ze strony szkoły, abyśmy wyszli do dzieci na widownię po spektaklu. 

Wspomniałaś, że jest to musical, czyli jednym z elementów jest muzyka. Również ta forma sztuki nie jest Ci obca. Te dwie formy można połączyć.

Tak. Myślę, że muzyka jest taką niezwykłą dziedziną sztuki, do której wiele rzeczy można podłączyć. Nie należy się zamykać na jedną kategorię, na jeden nurt muzyczny. To wszystko się gdzieś przenika. Musical nie istniałby bez muzyki klasycznej  itp. Przygodę z muzyką zaczęłam w szkole muzycznej, grając na skrzypcach. Na studiach w Studium Wokalno – Aktorskim przy Teatrze Muzycznym w Gdyni uczyłam się śpiewu klasycznego, potem rozrywkowego. Dopiero później pracowaliśmy nad piosenką polską, a następnie nad songami musicalowymi. Przechodziliśmy przez różne techniki śpiewu, więc każdy z nas mógł znaleźć stylistykę, w której czuł się najlepiej. 

A na ile ta szkoła muzyczna, ułatwiła Ci potem dostanie na studia i samo studiowanie? Toruń jest mi bardzo bliski - Klaudia Kuchtyk dla cinema.pl

Nauka w szkole muzycznej przede wszystkim wykształciła mój słuch muzyczny i poczucie rytmu. Te umiejętności bardzo mi pomogły w egzaminach do szkoły, w Teatrze Muzycznym. Pomogły też  pierwsze koncerty, na które przychodziła publiczność. Wtedy nie stanowiło to dla mnie problemu. Trema pojawiła się u mnie stosunkowo późno, chyba dopiero na studiach.  Ale już od najmłodszych lat pracowałam nad obyciem scenicznym. Z wiedzy i umiejętności nabytych w szkole muzycznej  korzystam również na co dzień  przy pracy w dubbingu.

Może to jest związane z tym, że tak jak wcześniej rozmawiałyśmy dzieci są szczere, bezpośrednie. Może też dlatego pewne tremy, lęki przychodzą z czasem.

Myślę, że tak. Trema pojawiła się w momencie, gdy zaczęłam sobie zdawać sprawę z tego czego jeszcze nie umiem. Przychodzimy do szkoły z przeświadczeniem, że coś wiemy, potrafimy. Potem nabieramy większej świadomości i okazuje się, że jeszcze mnóstwo pracy przed nami. W konsekwencji  pojawia się trema.

Wspomniałaś o dubbingu, w którym masz już doświadczenie. Trochę tych bajek „opracowałaś”.

Jestem niezwykle wdzięczna za to, że mogę pracować w dubbingu. To było moje marzenie. Od dziecka kochałam i kocham produkcje Disney’a. Śpiewałam swoje wersje wszystkich piosenek. Kasety VHS były zdarte w różnych miejscach. Początek pracy w dubbingu uważam za przełom w moim postrzeganiu zawodu aktora głosowego. W szkole mamy zajęcia z emisji głosu i dykcji. W dubbingu pracujemy dodatkowo nad plastyką głosu, elastycznością i odkrywaniem innych barw głosu. To niezwykła i bardzo ciężka praca.

Wydaje mi się, że ta robota jest bardzo trudna? W teatrze czy w kinie obserwujemy Wasza mimikę, gesty, spojrzenia, a w dubbingu nie da się. Te wszystkie emocje trzeba nadrobić „paszczą”.

Aktor lub postać animowana,  którą widzimy w serialu, wyraża emocje poprzez gest, mimikę i głos. Aktorzy dubbingowi muszą to wszystko wyrazić tylko słowem. Jest to niezmiernie trudne, aby nie straciła na tym relacja, postać czy dialog między bohaterami. Musimy oddać temperaturę tej rozmowy. To często niezwykle trudne zadania aktorskie.

I jeszcze trzeba się odpowiednio „wbić”…

Dokładnie. Ważne są tzw. „kłapy”, trzeba obserwować mimikę twarzy postaci i pilnować żeby dana fraza miała odpowiednią długość.

Ciekawe jest też to, że w aktorzy dubbingujący nie spotykacie się w tym samym momencie w studio dubbingowym. Musicie sobie wyobrazić kwestie innych aktorów?

Nie ma czasu na wyobrażanie sobie tego co powie partner w danej scenie. To zadanie reżysera dubbingu. Ma on oryginalny scenariusz, słyszy aktorów, którzy już nagrali swoje kwestie i musi stwierdzić czy ze sobą dialogujemy.

Ciekawe jest tez to, że nasz dubbing jest jednym z najlepszych. Na czym polega ten fenomen?

Uważam, że mamy w Polsce mnóstwo zdolnych aktorów, reżyserów i realizatorów, którzy oddają się tej pracy bez reszty. Czego efekty możemy potem obserwować. Poza tym za poziom dubbingu odpowiadają również firmy produkcyjne zza granicy. Nasze dema głosowe są wysyłane i poddawane selekcji. To oni decydują kto w Polsce użyczy głosu danej postaci. 

Piotr RebaczNo proszę, a to niespodzianka. Wracając do teatru. Ostatnio jeździcie z „Jaskiniowcami”. Jest to kolejna komedia Teatru Rębacza.

Tak, kolejny sezon bardzo intensywnej pracy. To już trzeci tytuł Teatru Rębacz, w którym mam przyjemność grać. Nowa rola i nowe wyzwanie. Jessica, czyli grana przeze mnie postać, zupełnie nie jest do mnie podobna, więc praca nad rolą była jeszcze ciekawsza. Lubię takie zadania.

To jest spektakl, z którym jeździcie po Polsce. Jakie są reakcje?

To są często miasta, w których aktorzy rozpoznawalni z seriali, filmów, stanowią pewnego rodzaju rarytas i ich przyjazd to sytuacja zupełnie wyjątkowa. Widzowie zawsze przyjmują nas z dużą otwartością. Po spektaklu  czekają, aby  porozmawiać i zrobić zdjęcie. Są wdzięczni, że nie muszą jechać specjalnie do Warszawy, aby zobaczyć osoby, które cenią, szanują … kochają. Mamy też swoich stałych widzów, którzy od lat przychodzą na nasze spektakle.

Na koniec zapytam o serial „Na Wspólnej”.

Faktycznie, pojawię się w serialu. Czekam na informację, a propos dalszych losów mojej bohaterki. 

To jest już w ogóle co innego. Praca przed kamerą.

Tak, to zupełnie inna specyfika pracy. Używamy oszczędniejszych środków wyrazu, możliwe są duble, a widzowie nie obserwują naszej pracy.  Granie w teatrze rządzi się zupełnie innymi prawami.

 

 

 

 

 

 

Czytany 243 razy Ostatnio zmieniany środa, 22 maj 2019 11:18

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama