cinema.pl Newsy Dnia

piątek, 16 listopad 2018 14:29

Aktorstwo to jest bardzo trudny zawód związany z pewnego rodzajem uzależnieniem - Magdalena Łazarkiewicz dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

TOFIFEST już za nami. Jedną z jurorek tegorocznej edyzji była Magdalena Łazarkiewicz. Reżyser. Absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Od roku 2011 dyrektor artystyczny Międzynarodowego Festiwalu Filmowego "Żydowskie Motywy" w Warszawie. Członek Polskiej Akademii Filmowej. Mieliśmy okazję porozmawiać z Panią Magdaleną.

 

Spotykamy się na Festiwalu TOFIFEST, który reklamuje się hasłem NIEPOKORNY. Czym jest ta niepokorność dla Pani?

To hasło bardzo mi się podoba. Nie wiedziałam, że ono przyświeca tej imprezie. Jeżeli tak jest to podpisuje się obydwiema rękami. Osobiście uważam, że w sztuce najważniejsza jest wolność i wiąże się ona bezpośrednio z tym  hasłem. Wolność w sobie ma zawsze element buntu, ryzyka. To jest to, co ja zawsze sobie cenię w sztuce – ryzyko. Wolę czasami obejrzeć filmy, które nie są takie doskonałe od strony warsztatowej czy narracyjnej, ale maja w sobie ten element. To mnie fascynuje, to mnie ciekawi, to mi zawsze sprawia ogromna satysfakcję.

A czy młodzież ma dzisiaj przeciw czemu się buntować?

Tak, ma i to nawet bardzo. Kondycja naszego świata, naszej cywilizacji wręcz jest zagrożona. To co mnie przeraża to fakt, że jest tak niski poziom świadomości tego zagrożenia. Niewątpliwie mamy do czynienia z takim poczuciem, ze jesteśmy na krawędzi jakiegoś kryzysu, że wyczerpały się pewne mechanizmy np. świata demokratycznego. Świat stoi przed nowymi wyzwaniami, takimi które rodzą potrzebę znalezienia nowych rozwiązań w skali globalnej. Już nie mówię o czymś tak bardzo realnym jak zagrożenie ekologiczne, przed którymi stajemy. Nie dostrzeganie tych zagrożeń, to jest czysta ślepota.. Czy pani wie, że spośród 50 miast, które są najbardziej zagrożone smogiem i zanieczyszczeniem powietrza, jest ponad 30 polskich miast. Jesteśmy w jakiej zonie, która nas zatruwa. Fakt, że zamykamy na to oczy i godzimy się na to, aby wspierać przemysł węglowy, ogrzewać nasze domy przy pomocy śmieci i zanieczyszczać środowisko, to jest zwyczajne samobójstwo – tyle, że rozłożone na lata. Takim profetykiem, który widział naszą polską dusze na wskroś był Wyspiański,: „Miałeś chamie złoty róg…”. To się odnosi bezpośrednio do nas. Mam wrażenie, że naszą wolność rozmieniamy teraz na drobne. Młodzi ludzie, uśpieni pseudo dobrobytem, tą dostępnością świata, nie rozumieją, że zamach na ich podstawowe wolności jest tak blisko. To nie znaczy, że nie dostrzegam ich problemów, których jest wiele. Dzisiejsza młodzież zmaga się z wieloma barierami , ale naturalny egoizm młodych ludzi trochę im przysłania możliwość oceny sytuacji w sposób trzeźwy i racjonalny. Na naszym pokolenia spoczywa odpowiedzialność za to, że nie nauczyliśmy ich cenić wolności.

To teraz może przyjdźmy do pozytywów. Spotykamy się na festiwalu filmowym. Dla mnie takie imprezy to możliwość spotkania z gośćmi, dyskusje, ale również obejrzenie filmów, których często nie zobaczymy w multipleksach. Festiwalowa publiczność chyba jest bardziej wymagająca…

Tak na pewno. Jest bardziej wymagająca. Z drugiej jednak strony jest bardziej otwarta, na różnego rodzaju eksperymenty, rzeczy które nie mieszczą się w normalnym repertuarze kinowym. To jest fajne. Myślę, że jeżeli chodzi o festiwale filmowe, to w Polsce jest dużo świetnych imprez i myślę, że mają one bardzo dużą siłę oddziaływania edukacyjnego, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Bardzo sobie cenie te wszystkie spotkania, dyskusje. Na festiwalu w Toruniu jest świetna atmosfera, mam wrażenie, ze jest to bardzo demokratyczny festiwal, wszyscy mają tu do siebie  bezpośredni dostęp. Ważne jest to, aby móc wymieniać poglądy, rozmawiać, spierać się, dopytywać. Ruch myśli, to jest to co jest najważniejsze wokół tego typu imprez. Bo generalnie odkąd kino połączyło się konsumpcją okropnego jedzenia i weszło do multipleksów, przestało być miejscem duchowego rozwoju. Dla mnie sala kinowa jest miejscem świętym, w którym  mogą się przytrafić jakieś ważne przeżycia, emocje, dialog, wymiana. Z konsumpcją w tle to już nie jest to samo.

To są tzw. „uroki’ multipleksów, a kin studyjnych niestety jest coraz mniej.

Na szczęście festiwale są od tego wolne. Dodatkowo na festiwalach cenne jest, że można spotkać kolegów, twórców, możemy wymienić poglądy. Na co dzień biegniemy gdzieś za swoimi sprawami i coraz mniej jest takich możliwość,  miejsc, czasu, na takie spotkania. Wcześniej byłam ze swoim filmem na Roma Film Festival, gdzie odbyła się bardzo uroczysta premiera mojego filmu, ale gdzie brakowało tego życia festiwalowego. Wszyscy pozamykani w swoich hotelach,  nasze imprezy filmowe pod tym względem mają przewagę.

Na Tofifeście jest Pani jurorką w konkursie SHORT FILM, czyli filmy krótkometrażowe. Trochę szkoda, że tych filmów większa publiczność nie ma raczej szans zobaczyć. Jak Pani ocenia te produkcje?

Wydaję mi się, że w Polsce bardzo dużo dobrego dla podniesienia rangi krótkiego metrażu zrobiło Studio Munka ze swoją produkcją filmów 30-minutowych. Wiem, że czasami organizuje się w kinach studyjnych pokazy połączone takich filmów i cieszą się zainteresowaniem. Uważam, że  trudno  jest zrobić krótki film – zwłaszcza fabułę – opowiedzieć historię w sposób ważny i skupiający uwagę w tak krótkim czasie. To jest trudniejsze, niż w pełnym metrażu. Ja bardzo cenię tę formę.

Dwa tygodnie temu rozmawiałam z Olgą Chajdas, która w Toruniu miała pokaz filmu NINA. Film również pochodzi z krótkiego metrażu.

Tak, bardzo często tak bywa. Podobnie było z filmem Kasi Rosłaniec „Galerianki”. To jest dobra droga. W dzisiejszych czasach, kiedy jest tak duża konkurencja na rynku, fajnie jest móc się sprawdzić z danym tematem właśnie przez krótki metraż i potem to rozwinąć. To jest naturalna droga dla niektórych projektów.

A jaką wiedzę Pani przekazuje swoim studentom?

Zaczynam od namowy, co wcale nie jest łatwe, do tego, aby nabrali nawyku oglądania filmów w kinie, a nie na telefonie, Miałam bardzo opornych pod tym względem studentów i zastosowałam pewnego rodzaju metodę przymusu. Kazałam im przynieść 5 przedartych biletów do kina z opisem filmu, który obejrzeli. Muszę powiedzieć, że kilka dusz udało mi się nawrócić.. A tak poważnie. Myślę, ze studentom można przekazać swoja emocję na temat uprawiania tego zawodu, ale nauczyć robić kino -  chyba nie można. Oczywiście można kształcić od strony warsztatowej, można opowiadać o różnych sposobach działania. Dla mnie ważnym tematem, o którym staram się rozmawiać ze studentami, chociaż dla nich jest to dość egzotyczny punkt widzenia, jest sfera etyki zawodowej. Nie jest łatwy temat, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy rozchwiana jest skala wartości, którą młodzi ludzie uznają. Ale staram się o tym z nimi rozmawiać. Trochę wzorem mojego profesora, mentora, opiekuna artystycznego Krzysztofa Kieślowskiego, który zawsze kładł duży nacisk na tę sferę. Lubię prowadzić zajęcia warsztatowe i wydaje mi się, ze to jest najważniejsze, aby młodzi ludzie się uczyli poprzez działania prktyczne. W tej chwili cała ta otoczka teoretyczna dzięki „profesorowi google” jest na wyciągnięciu ręki. Więc wykłady teoretyczne w dzisiejszych czasach w ogóle nie mają sensu. Trzeba praktykować. Kino to jest ta dziedzina, w której najważniejsze jest własne doświadczenie.

Pytam o to, ponieważ ostatnio wielu aktorów bierze się za reżyserię i zaczyna właśnie od krótkich metraży.

Aktorstwo to jest bardzo trudny zawód związany z pewnego rodzajem uzależnieniem od sytuacji, na które często nie ma się wpływu. Od mód na danego aktora, od siły przebicia, od pewnych cech  charakterologicznych, ale też czysto zewnętrznych. Myślę, że jeżeli ktoś ma w sobie tzw. twórczą energię, nie chce skazywać się na bierne czekanie. Ja to rozumiem. Jest to naturalny odruch ludzi, którzy poszukują, chcą się twórczo sprawdzić i maja swoje przemyślenia. Zwłaszcza, że dzisiaj narzędzia są tak łatwo dostępne. Film można zrobić nawet przy użyciu telefonu. Uważam, że jest to bardzo dobry trend, wspieram go jak mogę. Ale powtarzam przy tym jedną, podstawową prawdę: film powstaje w głowie. To nie jest tak, że bierze się kamerę, kręci cokolwiek i potem idzie się do montażowni i coś się z tego sklei. Najpierw trzeba mieć bardzo jasną odpowiedź na pytanie: po co używam  tę kamerę? W jakiej sprawie się to odbywa? Co chcę opowiedzieć? Jakie pytania chcę zadać? To wszystko musi być poprzedzone bardzo precyzyjnym procesem myślowym i dopiero wtedy film może powstać, a nie z przypadkowo nakręconych obrazków. Gdyby wystarczał sam warsztat, to filmy mogłyby robić komputery. Potrzebna jest jeszcze dusza.

Dziękuje za rozmowę.

Dziękuję.

Czytany 89 razy Ostatnio zmieniany piątek, 16 listopad 2018 14:47

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv