cinema.pl Newsy Dnia

sobota, 03 listopad 2018 10:19

Mnie ten zawód cieszy, cały czas dzieje się coś nowego - Łukasz Maciejewski dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Często jestem o to pytany. Jestem krytykiem filmowym, a krytyk filmowy powinien być obiektywny. Uważam, że uczciwie traktuję swój zawód i nie wydaje mi się, aby to było coś kontrowersyjnego - Łukasz Maciejewski, polski dziennikarz, krytyk filmowy, krytyk teatralny. Autor książek m. in. z cyklu AKTORKI. Z Łukaszem spotkaliśmy się na tegorocznym Festiwalu Filmowym TOFIFEST w Toruniu, na którym był jednym z jurorów oraz prowadził spotkania z twórcami.

 

Mnie ten zawód cieszy, cały czas dzieje się coś nowego - Łukasz Maciejewski dla cinema.plSpotykamy się na toruńskim festiwalu. Zapytam Cie o kondycje polskich festiwali.

Wszystko uzależnione jest o funduszy. Wiadomo, ze festiwali nie da zrobić się bez pieniędzy, a to z kolei jest uzależnione od dotacji. Wiem, że w tym roku wiele imprez borykało się i boryka nadal z brakiem przyznania funduszy np. z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej czy z Ministerstwa Kultury. Chociaż do tej pory dostawali. Kocham festiwale, wydaje mi się, ze to jest wspaniała idea. Zmienia się mechanizm pokazywania kina. Bardzo często filmy niszowe, artystyczne pokazywane są właśnie na festiwalach. Bardzo często zdarza się tak, że nie trafiają albo bardzo rzadko trafiają do tzw. regularnej dystrybucji. Taki festiwal jak Tofifest jest często jedynym miejscem, w którym można zobaczyć fabuły i dokumenty. Służy to też pewnej wspólnocie widzów. Jesteśmy razem ze sobą widzowie, jurorzy, goście i to zawsze jest bardzo piękne.

Wspomniałeś o publiczności. Jest ona bardziej wymagająca na tego rodzaju imprezach? Jeździsz po różnych festiwalach zarówno w Polsce jak i za granicą.

Zwróciłem na to uwagę. Wiadomo, że na takich imprezach te filmy konkursowe są różne i to jest oczywiście wszystko subiektywne. To co nie podoba się mnie, może podobać się komuś innemu. Mam wrażenie, ze to jest bardzo dobrze wychowana publiczność. Nie wychodzą z kina podczas seansu, nawet jeżeli te filmy nie są dla wszystkich. Nawet zostają do końca napisów, a to nie jest częste,. Świadczy to jednak o wyrobieniu publiczności. Takie małe rzeczy. Z kolei na spotkaniu z Urszulą Grabowską, na której byłaś, podobnie jak na innych spotkaniach publiczność jest bardzo ożywiona, wie o co pytać. Wie z czym przyszła i jakie wnioski po projekcjach może i chce  formułować. Bardzo mi się to podoba.

A czym te spotkania, rozmowy są dla Ciebie? Pytam jako dziennikarza, ale też jako zwykłego widza.

To zawsze jest wzbogacające. Lubię prowadzić spotkania, lubię słuchać ludzi i może stąd biorą się moje różne aktywności np. pisanie książek. Lubię nie tylko mówić, ale słuchać. W tym roku na toruńskim festiwalu Pani Kafka Jaworska zaproponowała mi skonstruowanie takiego programu, który nosi wspólna nazwę AKTORKI ODKRYCIA, co łączy się z moją książką, trzecim tomem, serii Aktorki. Wymyśliliśmy razem, że nie będziemy bardzo lojalnie wobec książki szli tropem tylko bohaterek, ale w ogóle spotykać się z aktorkami i wokół aktorek z innymi twórcami. Niekoniecznie z bohaterkami moich książek, chociaż była Urszula Grabowska, ale była też np. Julia Kijowska, Aleksandra Konieczna czy Michalina Olszańska. Jestem trzeci raz na festiwalu, ale tym razem mam coś bardzo swojego, prywatnego. Tzn. serię spotkań, które sam wymyśliłem i dobór bohaterek, który szalenie mi odpowiada. Sprawia to też wrażenie, że mocniej zaznaczam swoją obecność na tegorocznym festiwalu w Toruniu. Do tej pory było tak, że wpadałem na chwilę i wyjeżdżałem. W tym roku byłem 5 dni, więc można miasto poznać i ludzi. Bardzo się z tych spotkań cieszę.

Wspomniałeś o książce. Zapytam Ciebie jako dziennikarza, ale też jako faceta. Skąd pomysł na kobiety?

Ten pomysł narodził się wiele lat temu, 8-9 lat temu i nie należał do mnie. Był jednak bardzo fortunny i szczęśliwy, w swoim przebiegu zaskakujący. Ówczesna naczelna wydawnictwa Świat Książki, wyszła z taką propozycją, a w pakiecie była już formuła tej książki, jak te rozdziały mają wyglądać, że nie maja być typowe wywiady, lecz eseje. Od razu w pakiecie był tytuł, najprostszy na świecie, ale którego nikt wcześniej nie wykorzystał. To mi zbudowało ileś lat życia, wyjazdów, spotkań, wywiadów. Niekończąca się historia, ponieważ nadal jeżdżę ze spotkaniami z pierwszym tomem, którego już dawno nie ma na rynku. Książka ukazała się 8 lat temu. Myślę, że taką kropką na „i” była tegoroczna nagroda Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej dla książki roku z książką Basi Holender. Bardzo mnie to satysfakcjonuje.

Do nagród jeszcze wrócimy, ponieważ jest ich trochę. Dla kogo jest ta książka?

Myślę, że są to książki dla wszystkich. Te tomy też się różnią. Pierwszy tom, to była opowieść o bohaterkach, które niechętnie opowiadały o swoim życiu prywatnym i o swojej drodze zawodowej. Wywodziły się  z pokolenia, które głównie grało i prezentowało swoją tożsamość czy osobowość  scenie czy ekranie. Irena Kwiatkowska, Danuta Szaflarska, Nina Andrycz, Alina Janowska. Niestety tych Pań już nie ma wśród nas. Jestem szczęśliwy, że udało mi się z nimi spotkać i porozmawiać. Kolejny tom, to była opowieści głównie o bohaterkach, których tożsamość zbudował teatr, ale też i kino. Wciąż jednak postaci pomnikowe Jak Maja Komorowska, Jadwiga Barańska, Krystyna Janda. Trzeci tom to są już zdecydowanie bliższe mojemu pokoleniu bohaterki, moje rówieśniczki jak Urszula Grabowska, Joanna Kulig, Maja Ostaszewska, Agata Kulesza, ale i nieco starsze, jak Dorota Kolak czy Małgorzata Hajewska. Podejrzewam, że „Aktorki” głównie czytają je kobiety, ponieważ głownie to kobiety czytają książki w różnym wieku. Zdarza się, że książki czytają też panowie. Mam wrażenie, a nawet pewność, ponieważ docierają do mnie pewne sygnały od czytelników, że są to jedne z najlepiej wypożyczanych książek. Tęsknota za aktorstwem serio, czyli coś o czym wspominała w Toruniu Urszula Grabowska. W tych książkach bardzo na serio traktuję rozmówczynie. Nie rozmawiamy o głupotach, o pogodzie, o znakach zodiaku, to mnie w ogóle nie interesuje. Rozmawiamy o pracy, o misji, czasami o spełnianiu marzeń. Myślę, że to podchwycili czytelnicy i dlatego właśnie te książki wybrali. Na rynku jest mnóstwo podobnych publikacji ale one nie zafunkcjonowały tak mocno. Wygrałem może właśnie na tym, że są to nieoczywiste portrety, napisane z pełną powagą.
Pytam dlatego, ponieważ dla mnie jest to pewnego rodzaju, oczywiście pozytywnie, elementarz. Przeczytałam je raz, ale teraz wracam do tomu AKTORKI.

ODKRYCIA, szukając informacji na temat danej aktorki. Bardzo wiele się dowiedziałam. Bardzo sprytnie, delikatnie wchodzisz jednak w tzw.Mnie ten zawód cieszy, cały czas dzieje się coś nowego - Łukasz Maciejewski dla cinema.plprywatę. Podejrzewam, ze to chyba było działanie spontaniczne.

Bardzo dziękuję. Faktycznie to zawsze rozmowa dyktowała ton naszego dialogu. Na pewno jedną rzecz starałem się w każdej rozmowie wykorzystać. Zawsze pytałem o dzieciństwo. Zawsze pytałem o lata decydujące, kiedy najczęściej licealistka, decyduje się zdawać do szkoły aktorskiej. Pytałem o to, ponieważ wydawało mi się to ważne, ale także o miejsce urodzenia, co z kolei pociągało za sznurki różne inne opowieści o życiu. Ten zawód jest przecież życiem, to bardzo często przekłada się na codzienność, na perspektywę matki, która codziennie wieczorem musi wyjść do teatru, to są trudy życia w tym, a nie innym kraju, w tym a nie innym okresie cywilizacyjnym. Pamiętam jak Danuta Szaflarska wspominała pamięta odzyskanie przez Polskę niepodległości. Wielu bohaterkom takim cieniem na ich życiu odbiła się II wojna światowa. Od tego się odbijały, o tym mówiły. To było dla niech bardzo ważne. Potem wiele lat życia w ustroju komunistycznym. Aż do lat ostatnich, kiedy rozmawiałem z dziewczynami, które tego nie pamiętają np. Marta Nieradkiewicz czy Joanna Kulig.

Chciałam o to zapytać o sposoby na Twoje rozmówczynie. Książki szczególnie pierwszy i trzeci tom to są przepaście pokoleniowe. Czy podejście Pan do rozmowy czy Twoje do Pań było inne?

Diametralna różnica. W pierwszym tomie naprawdę trudno było mi namówić na zwierzenia tak wybitne postaci jak Barbara Krafftówna czy Marta Lipińska, ponieważ nie znałem tych bohaterek prywatnie. Podejrzewam, że w większości ona również nie kojarzyły mojego nazwiska. Zacząłem szukać sposobu na kontakt. Z reguły prosiłem znajomych, którzy mogli mnie zarekomendować np. Pani Danucie Szaflarskiej - Dorota Kędzierzawska, Pani Krystynie Jandzie – Maria Seweryn. Tak to mniej więcej wyglądało. Natomiast w trzecim tomie było zupełnie inaczej, ponieważ prawie wszystkie bohaterki znałem, z kilkoma się przyjaźnię. Nie było problemu. Wręcz przeciwnie. Parę razy usłyszałem „No wreszcie. Już myślałam, że nigdy nie zadzwonisz.”.

O tą przyjaźń chciałam zapytać, ponieważ czytając „czuć ją”. Książka przez to zyskuje pewną lekkość… Czy taka przyjaźń jest możliwa?

Często jestem o to pytany. Jestem krytykiem filmowym, a krytyk filmowy powinien być obiektywny. Uważam, że uczciwie traktuję swój zawód i nie wydaje mi się, aby to było coś kontrowersyjnego. Mam wrażenie, że jeżeli ktoś jest nauczycielem, to ma przyjaciół wśród nauczycieli, jeżeli ktoś pracuje na poczcie, to panie z urzędu są też koleżankami w jego życiu. Jestem przedstawicielem środowiska artystycznego, mam znajomych w tym środowisku, ale to nie są przyjaźnie. Są jednak osoby, z którymi faktycznie się przyjaźnie np. Joanną Kulig czy z Izą Kuną.

Chwilę temu wspomniałeś o nagrodach, których ostatnio kilka dostałeś, a wśród nich nagrodę „za nową jakość w dziennikarską”. Jaka ona jest? 

Trudno powiedzieć. Trzeba by było zapytać donatorów, którzy mi tę nagrodę przyznali. Jest to bardzo miłe, gdy ktoś docenia to, co robisz. Ja siebie nie pozycjonuję tak wysoko. Ten rok jest dla mnie przełomowy Dziennikarstwo artystyczne to nie jest zawód, który jest specjalnie dostrzegany. Nie startujemy na festiwalach, nie dostajemy wyróżnień. Robimy swoje. Tymczasem w ciągu jednego miesiąca otrzymałem trzy ważne nagrody, co było dla mnie kompletnym zaskoczeniem, jestem oszołomiony, ale też szczęśliwy. Zaczęło się od Nagrody Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej za tom „Aktorki. Odkrycia” (ex equo z książką Barbary Hollender „Od Munka do Maślony”). Następnie otrzymałem nagrodę, której uzasadnienie  zdziwiło mnie i zachwyciło: po Jurku Owsiaku, Anne Dymnej i Marku Niedźwieckim zostałem laureatem ARTKCIUKA 2018 „dla Człowieka Instytucji”. Owo wyróżnienie przyznała mi kapituła złożona z artystów i profesorów związanych z ASP w Warszawie i Gdańsku. Nikogo z tego grona nie znałem wcześniej. Najnowszą, równie zaskakującą nagrodą był Medal „Polonia Minor”  za zasługi dla regionu przyznany przez Marszałka Województwa Małopolskiego. Nie miałem pojęcia że Pan Marszałek w ogóle wie o moim istnieniu? Z tej nagrody również bardzo się cieszę, ponieważ sam pochodzę z Tarnowa, mieszkam w Krakowie i fakt, że ktoś mnie w Małopolsce  docenia, jest bardzo miły. Uważam jednak, że limit nagród już wyczerpałem i mam nadzieję, że teraz będą otrzymywać je inni.

Nie zawsze dobrze się dzieję w branży dziennikarskiej, a Ty, mam wrażenie masz swój styl, swoją drogę. Co dla Ciebie jest ważne w pracy?

Może zabrzmi to banalnie, ale naprawdę kocham to co robię. Mnie ten zawód cieszy, cały czas dzieje się coś nowego. Mam to szczęście, że nigdy nie musiałem zabiegać, walczyć o swoje i chyba nawet nie potrafiłbym tego robić. Do dzisiaj nie mam swojego CV, nigdy nie musiałem go pisać. Mam ogromne szczęście w tym zawodzie. Szczęście do spotykania właściwych osób we właściwym miejscu, szczęście do propozycji. Można się tylko cieszyć z takiej sytuacji i dalej robić swoje, ale z pokorą, z poczuciem pewnego zawstydzenia. Mnie nie grozi sodówka.

Ta pokorność to jest to czego uczysz swoich studentów? Jesteś wykładowcą w łódzkiej szkole. Jaka jest ta nasza młodzież? To jest przyszłość naszego kina, teatru?

Myślę, że tak. Moi studenci sobie świetnie radzą. Praca pedagoga, nie kończy się z momentem zakończenia studiów. Ten kontakt trwa cały czas. Studenci piszą, chwalą się swoimi sukcesami, ale również niepowodzeniami, ponieważ to jest taki zawód, w którym różnie bywa. Kibicuję im, towarzyszę. W Szkole Filmowej w Łodzi prowadzę autorski program. Zapraszam wielu praktyków. W listopadzie na spotkanie z moimi studentami przyjeżdża Jacek Braciak, w grudniu – znakomita aktorska agentka Ola Cywka, a w styczniu Wojtek Smarzowski. Poza tym oglądamy razem filmy i o nich rozmawiamy, ale nie recenzujemy ich, ponieważ staram się nakłonić studentów do samodzielnego myślenia. Myślę, że wiele sobie dajemy nawzajem ze studentami. Libię wszystkich moich studentów, szczerze im kibicuję i wiem, że oni to czują.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dziękuje.

Foto: TOFIFEST / Marcin Łaukajtys

Czytany 220 razy Ostatnio zmieniany sobota, 03 listopad 2018 10:50

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv