cinema.pl Newsy Dnia

czwartek, 18 październik 2018 11:37

Podstawą w tym fachu jest dialog - Olga Chajdas oraz Kasia Adami dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Kilka dni temu w toruńskim Kinie Centrum odbył się pokaz film NINA. Po pokazie mieliśmy możliwość porozmawiania z Olgą Chajdas, reżyserką filmu oraz Kasią Adamik, która tym razem odpowiada za montaż...

 

Spotykamy się pry okazji pokazu filmu NINA, Twojego debiutu pełnometrażowego. O czym jest ta historia?

Olga Chajdas: Film NINA opowiada historię małżeństwa Niny i Wojtka, które od lat stara się o dziecko. Już nie pamiętają czy chcą tego dziecka, ponieważ naprawdę tego pragną czy dlatego, że nie mogą go mieć. Spotykają na swojej drodze Magdę, którą próbują  „wkręcić” w dziwną grę, która rozpoczyna trójkąt miłosny. Będzie on miał dla nich ogromne konsekwencje emocjonalne i romantyczne.

Kasia Adamik: Myślę, że film jest dla wszystkich. To co Oldze udało się osiągnąć, to jest to, że ten film wykracza poza swój gatunek i jest bardzo uniwersalny. Ta historia jest przede wszystkim o emocjach bohaterów, o ich relacjach i o tym co i jak przeżywają. Opowiada o drodze poznania samego siebie. Uważam, że wiele osób może się w tym filmie odnaleźć, rozpoznać, jeżeli wrażliwie podejdą do obejrzenia filmu.

Jest to film o miłości, odkrywaniu samego siebie…

O.Ch.: Jest to film głównie o odkrywaniu własnej wolności, o miłości przede wszystkim. Wydaje mi się, że ta miłość wynika z tego, że umiemy sami przed sobą zadać sobie podstawowe pytanie o to czy jesteśmy szczęśliwi i czego tak naprawdę chcemy. Dlatego ta wolność jest kluczem do tych refleksji i do odkrycia tego uczucia, które występuje między dwiema kobietami.

Jest to film trudny. Warto mówić o trudnych tematach w sztuce?

O. Ch.: Przede wszystkim należy mieć odwagę opowiadać o tym co jest ważne nie tylko dla siebie, ale również dla otoczenia. Film NINA sam nie jest skandalizujący, ponieważ nie dotykamy polityki, ani niczego co mogłoby ludzi oburzać. Jest to prosta historią o miłości i tożsamości. Myślę, że jako artyści jesteśmy zobowiązani, aby mówić o rzeczach ważnych i aktualnych. Nie koniecznie przez filmy, które są aktualne, ponieważ mogą być to filmy historyczne czy science-fiction, ważne aby dotykały spraw ludzkich.

K. A.: Przede wszystkim są to tematy, które są tematami uniwersalnymi, ale też ponadczasowymi. Historia o miłości, o odkrywaniu samego siebie czy o podróży inicjacyjnej to są od tragedii greckiej po nasze czasy, to są historie, które są logotypowymi historiami, które są potrzebne dla każdego z nas. Historia o miłości, wolności, spotkaniu, o drodze inicjacyjnej, to są wszystko tematy uniwersalne i myślę, że każdy film jest w jakimś stopniu o tym.

Film NINA nie jest filmem przegadanym. Jest dużo spojrzeń, gestów … Dialogu jest mało.

O. Ch.: Nie lubię jak są filmy przegadane i faktycznie bardzo wiele dialogu wycięłam. Wydaje mi się, że ważne są te momenty miedzy spojrzeniami, między gestami. Ciekawe, że gdy producent robił statystyki filmu, to wyszło, że na ponad 2 godziny filmu jest 40 minut dialogu. Co jest bardzo mało w porównaniu z innymi filmami.

K. A.: To pokazuje chęć i talent do opowiadania czegoś wizualnie przez muzykę, dźwięk, obraz, kolor, a nie przez gadanie. To nie jest telewizja, gdzie trzeba cały czas trzeba opowiadać co się dzieje.

O. Ch.: Wydaje mi się, że atmosfera i to co jest pomiędzy tekstem jest ważniejsze.

K. A.: Można zrobić film bez żadnego słowa i przeżyć coś bardzo głębokiego i emocjonalnego. I w kinie i w teatrze to co ciekawe to szukanie oryginalnego języka wizualnego.

Uważam, że to jest dużym atutem filmu. Film wciąga i ogląda się go do ostatniego momentu z dużym zaciekawieniem.

O. Ch.: Dla mnie największą satysfakcją jest, kiedy po projekcji filmu spotyka się ludzi dogłębnie poruszonych, którzy przeżyli coś intensywnego, coś znaczącego, coś co ich rozedrgało. To jest dla nas największa nagroda.

Dwie główne role grają kobiety. Za reżyserię i montaż odpowiadacie Wy…Kobiety. Czy można w tym przypadku mówić o kinie kobiecym?

O. Ch.: Nie wiem jak wygląda kino kobiece i chyba nikt nie wie. Często takie określenie pojawia się przy okazji kina sensualnego, bliskiego, intymnego. Faceci jednak też robią takie filmy. Potrafią być intymni i mówić o kobietach. Czym więc jest kino kobiece?

K. A.: Jest to kino kobiece, ale pod kątem twórców. Sprawcami tego filmu oraz bohaterami  są kobiety, i to dla mnie jedyny aspekt katalogowania kina jako kobiece. A staraliśmy się wszyscy, z Andrzejem Konopką na czele, żeby nie traktować mężczyzn „en canaille” i żeby ten film był tak samo ważny dla widowni zarówno kobiecej jak i męskiej. Andrzej stworzył głęboką, pełnokrwistą postać i bardzo mu za to dziękujemy. I myślę, że ważna jest walka ze stereotypem tzw. Kina kobiecego, które zakłada, że kobietom nie po drodze do np. horrorów, czy kina akcji. Tyle jest upodobań ile ludzi, reżyserów, twórców, więc wydaje mi się, że ta granica nas w ogóle nie powinna interesować. Musimy się starać jako kobiety filmu, aby szanse dla kina kobiecego, czyli robione przez kobiety były wyrównane. Jednak to nie ma nic wspólnego z tematem ani sposobem opowiadania.

O. Ch.: Nie chodzi o to, aby wymuszać realizację filmów przez kobiety, ponieważ tu liczy się talent i ciężka praca. Chodzi o to, aby statystycznie wyrównać szanse, aby dostęp do finansowania był równy.

Wracając do tematu NINY. Dużym plusem też jest nieoczywista obsada.

Ol. Ch.: Mamy bardzo dużo utalentowanych aktorów, ale chodziło tu o stworzenie zespołu, pewnej konstelacji, w której jest chemia. Bardzo się cieszę, że Julia Kijowska zgodziła się wziąć udział w tym projekcie. Jest wybitną aktorką, ma niesamowitą intuicję, wielki talent oraz pewną czujność. Miała też duży wpływ na sam scenariusz już przed zdjęciami. W momencie kiedy Julia się zgodziła, zaczęliśmy szukać dwóch pozostałych ramion trójkąta. Elizę poznałam wcześniej. To było chyba moje jedyne doświadczenie, gdzie na castingu się wzruszyłam. Zestawienie Elizy i Juli wydało mi się ciekawym pomysłem. Kiedy stanęły obok siebie, okazało się, że są bardzo podobne, co pomogło w stworzeniu ciekawego motywu w filmie, czyli filmowa Nina widzi siebie w Magdzie. Z kolei Andrzej Konopka jest genialnym, pracowitym, skupionym aktorem, z którym od dawna chciałam pracować.

K. A.: Też nie wykorzystany w filmie, ale w teatrze ma błyskotliwe kreacje. W filmie często „wsadza się go” w mundur, garnitur, gra polityków. Ma on jednak ogromny wachlarz możliwości. Ma charyzmę, jest sexy, jest świetnym aktorem. Warszawiacy go znają ze spektaklu „Pożar w burdelu”, gdzie jest burdel-tatą, duszpasterzem hipsterów.

Film rozwinął się z krótkiego metrażu? Skąd pomysł w ogóle  na ten temat?

O.Ch. To nie prawda. Krótki metraż, który występuje przy moim nazwisku na portalu filmpolski, to w rzeczywistości dwie sceny realizowane w ramach Studia Prób w Szkole Wajdy. Byłam tam już z jednym z pierwszych draftów „Niny”, od tamtej pory pracowałam już nad tekstem z Martą Konarzewską.

Warto też wspomnieć o muzyce, która jest „bardzo treściwa”, wiele mówi o aktualnych emocjach, stanie bohaterów.

O.Ch. A mnie się właśnie wydaje, że daje kompletnie inną jeszcze warstwę, która stanowi bardziej drżenie, niż ilustrację. Andrzej Smolik, fantastyczny muzyk, stworzył warstwę muzyczną, która stanowi odrębny, głęboki, tajemniczy byt.

Bycie montażysta, to chyba trudna fucha? Cała odpowiedzialność efektu końcowego spada na Ciebie. Faktycznie tak jest? Decyzje przy tej produkcji były ciężkie?

K.A. Tak jak przy każdym innym etapie produkcji, odpowiedzialność i finalne decyzje spadają na reżysera. Ale była to bardzo ciekawa dla mnie współpraca, szczególnie, że pierwszy raz pracowałam nie nad swoim materiałem, ale oglądałam coś co ktoś już sobie w głowie ułożył. Do mnie należało wyeksponowanie oryginalnego rytmu tego filmu.

Opiekunem była Pani Agnieszka Holland, czyli ekstraliga reżyserii. Jak wyglądała współpraca?

O.Ch. Mieć takie wsparcie ze strony Agnieszki to duże szczęście. Agnieszka była przy tym projekcje od początku, czytała każdą wersję scenariusza, oglądała każdy kolejny montaż. Dużo rozmawiałyśmy, ale zawsze dawała mi przestrzeń na własne myśli i decyzje.

Wspomniałyście, że ten film jest o szczęściu. Czym ono dla Was jest?

O. Ch.: Myślę, że kluczem jest szczerość wobec siebie, szczęście jest tylko czasami konsekwencją.

K. A.: Szczęście to duże słowo. Do samospełnienia prowadzi słuchanie siebie, aby ta droga była do wewnątrz, a nie do zewnątrz. Wydaje mi się, ze ludzie zagłuszają siebie zewnętrznym światem, ale czasami trzeba go jednak wyciszyć. Spędzić czas z samym sobą.

Mówimy o szukaniu siebie. Chyba wielu aktorów szuka również samych siebie, biorąc się za reżyserię. Jak myślicie czym to jest spowodowane?

K. A.: Inteligentni aktorzy rozumieją trudność zawodu reżysera, ale też dzięki narzędziom, które mają potrafią myśleć o filmie jako całości. Po latach na planie, oddaniu siebie i zaufania różnym reżyserom, nabierasz nawyków, które pozwalają ci na próbę zmierzenia się z tą profesją.

O. Ch.: Osobiście bardzo kibicuję Oldze Bołądź.

A jakich Wy aktorów lubicie? Takich, którzy Wam się totalnie poddają, czy którzy wychodzą jednak z własną inicjatywą?

O. Ch.: Wydaje mi się, że podstawą w tym fachu jest dialog. Ja absolutnie słucham aktorów, rozmawiam z nimi, ponieważ w pewnym momencie aktor wie więcej o postaci niż reżyser, jest z nią dłużej. Przepuszcza ją przez siebie. Trzeba tego słuchać.

K. A.: Aktorzy mają też dobre ucho do dialogów. Czują jakie słowa im nie leżą. Myślę, że przede wszystkim ważne jest obustronne zaufanie. Kreatywny aktor jest podstawą fajnej współpracy. Nie można wszystkiego wiedzieć i trzeba mieć zaufanych współpracowników w różnych pionach.



Czytany 88 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 18 październik 2018 11:50

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv