cinema.pl Wywiady

środa, 19 lipiec 2017 13:11

"Byłam na dnie piekła" ... Karolina Korwin Piotrowska dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(1 Głos)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Karolina Korwin-Piotrowska jest dziennikarką radiową i telewizyjną oraz krytykiem filmowym. Absolwentka historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim, wnuczka współzałożyciela Polskiego Radia. Obecnie związana oraz telewizją TVN. Felietonistka magazynu "Grazia". W swoich książkach opisuje świat polskich gwiazd i celebrytów. Najbardziej znane wydawnictwa to: "Bomba. Alfabet polskiego szołbiznesu", "Ćwiartka raz", "Krótka książka o miłości" oraz "#SŁAWA". Mieliśmy okazję spotkać się z dziennikarką i porozmawiać o tzw. showbiznesie...

 

Spotykamy się na Toruńskim Festiwalu Książki. #SŁAWA, to ostatnie cudo, które Pani poczyniła. Zacznijmy jednak od początku. Czym jest ta sława?

Moim zdaniem jest narkotykiem. Jednym z najbardziej dostępnych i demokratycznych w historii ludzkości, który był w nas zawsze, potrzeba jego zażywania, uwielbiano go brać. To jest naturalne. Sława jest związana  z tym, że my chcemy być kochani i akceptowani. I to się od tego zaczyna. Chcemy zobaczyć w oczach osoby, która słucha naszej piosenki albo tego co mamy do powiedzenia w jakiejkolwiek formie, jakąś akceptacje. Kiedyś był tzw. „przelot”, a dzisiaj są like lub zera na koncie. Dla mnie sława jest narkotykiem i jak każdy narkotyk należy znać jego instrukcje obsługi, szczególnie w dzisiejszych czasach kiedy potrafi bardzo mocno uzależnić, potrafi niestety zniszczyć, potrafi oszukać i jest bezwzględny.

Tematem festiwalu, hasłem jest HISTORIA. Pani książka świetnie w temat się wpasowała. Jest w niej kawał dobrej historii.

Bardzo się cieszę, o to mi chodziło. Od około 10 lat kombinowałam, aby napisać coś takiego. Wiedziałam też jak na świecie powstają podobne książki medioznawcze, w których opisywano historie współczesnych celebrytów na tle tego co było dawniej. Może nie w tak przekrojowy sposób jak ja, ale musiałam sobie znaleźć jakąś metodologię, jak to zrobić. Znaleźć taki punkt, w którym rozpocznę tę historię. Można by ją zacząć od starożytności i wtedy byłabym bardzo mądra, ale jednocześnie bardzo nudna, ponieważ okazałoby się, że przeczytałam te wszystkie książki, ponieważ sława i pragnienie sławy jest z nami od początku ludzkości. Pomyślałam jednak, że jeżeli mówimy z punktu widzenia XXI wieku, gdzie naszym narzędziem, bez którego nie wychodzimy z domu i które rejestruje nasze życie jest smartfon, dzięki któremu nagrywamy film, robimy zdjęcie i puszczamy do sieci, pokazujemy ludziom, to w takim razie fotografia jest ważna. Ten moment, w którym demokratyzuje się wizerunek. I król i jego służący mogą iść do tego samego fotografa, na tej samej ulicy, za te sam pieniądze, zrobić sobie zdjęcie i pomyśleć jak można je poprawić. Pomyślałam sobie, że moment dagerotypu, a potem fotografii  będzie kluczowy i to jest ten początek. Potem wpadłam na pomysł, że pójdę hasztagami, ponieważ dzisiaj wszystko się hasztaguje, przez główne tematy. Tematy były różne i było ich sporo, jednak nie wszystkie weszły np. polityka, choroby psychiczne czy sex. Może to będzie #Sława 2. Pomyślałam sobie jednak, aby były to najbardziej ikoniczne tematy, czyli takie które wszystkich interesują, które będą niosły ciekawy ładunek wiedzy, parę anegdot, historii, które pokażą też polski showbiznes na tle czegoś większego. Umyślnie umieściłam Polskę na końcu jako rozdział 15, żeby najpierw było te kilkanaście, które dadzą tło. Myślę, że konsumpcja ostatniego rozdziału jest inna, gdy książkę przeczytała się od początku. Nagle widzisz historię z Polski na tle zagranicy, jakiegoś szerszego kontekstu, na tle dawnych skandali, na tle ludzi, którzy z czymś walczyli, którzy tworzyli coś nowego, docierali do różnych osób. Z reakcji czytelników zauważyłam, że książka zdała egzamin, ponieważ czytelnicy w trakcie czytania książki albo po googlują sobie pewne historie. Dlatego też chciałam, aby Polska zaistniała na tle zagranicy, ale nie dlatego aby zobaczyć strony negatywne, ale dlatego aby zobaczyć, że świat od dawna kombinował tak samo. Skandale, ustawki był od zawsze, od początku showbiznesu. To zawsze w nas było, były tylko inne narzędzia.

A jak wygląda Polska na tle właśnie świata?

Moim zdaniem mamy bardziej zdolnych ludzi. Mamy ludzi wybitnie utalentowanych, z ogromną fantazją, którzy są bardzo pracowici i im się chce. Problem polega na tym, że nie mamy tylu pieniędzy. Uważam, że to co nas odróżnia, to stan konta. Jesteśmy biedni i z tego wynikają nasze ułomności. Nie mamy takich filmów. Może muzyka się broni, szczególnie młodzież sobie świetnie radzi. Finansowo jednak jeszcze cały czas doganiamy, będziemy długo gonić. Chciałabym, aby nasze gwiazdy miały milion dolarów. Chciałabym aby było więcej takich gwiazd jak Rozenek. Gdyby gwiazdy były takie jak ona, czyli zarabiały tyle co ona, generowały takie emocje, pracowały jak ona, to to byłby showbiznes, a nie showbiznesiczek. Ludzie sprzedają się w Polsce za pieluchy czy batona i to jest słabe. W świecie jest to mniejszość. U nas wiele gwiazd ze swojego życia robi baner reklamowy. Wydaje mi się, że  to nie o to  chodzi. To świadczy o tym, że ludzie nie mają pieniędzy. Fajnie by było gdyby ludzie nie musieli tego robić, aby te pieniądze były prawdziwe, aby było ich dużo. Tego im życzę. Im dłużej będziemy siedzieć w tej menie towarowej, tym bardziej będzie to tandetne. A ja bym nie chciała aby tak było, ponieważ talenty mamy fantastyczne. Mamy światowej klasy aktorów, muzyków. Mamy naprawdę zdolnych, wolnych mentalnie ludzi, otwartych na świat, bez kompleksów, którzy mogą wyjechać w każde miejsce świata i tam żyć i funkcjonować. Mają talenty o skali już międzynarodowej, tylko nie ma pieniędzy, które pozwoliłyby im zaistnieć, zrobić portfolio, wynająć agenta. Funkcjonować tak, aby móc coś nowego zrobić albo w Polsce zbudować coś, co wywaliłoby wszystkich w kosmos. U nas zbyt dużo rzeczy robionych jest byle jak, byle gdzie i zbyt wiele sukcesów i wyłącznie jest efektem zbioru przypadków po drodze. Ciężka praca nie jest u nas dobrze opłacana. To jest problem. Na świecie tak nie jest, ponieważ wiedzą, że showbiznes generuje pewne pieniądze i jest bogaty. Docenia się role gwiazd, nie są one pośmiewiskiem. Musimy zbudować tzw. Szacunek do niektórych, trzeba wiedzieć kto jest aktorem, kto tylko udaje, kto jest pokazywaczem, kto artystą. Trzeba mieć tę świadomość. Nie możemy wszystkich wrzucać do jednego worka. Uważam, że nie jestem zbyt mocna w ocenianiu, ponieważ nie chce brutalizować języka, który i tak już jest brutalny. Mamy swoje ikony, ale mamy też nasze nadzieje, które mam nadzieje, nas nie zawiodą. Życzyłabym nam, aby młodzi szli dalej w świat, ponieważ oni są światowej klasy ludźmi, są Europejczykami. Chciałabym aby podbijali ten świat w dobrych ciuchach, dobrym samochodem. Aby stać ich było na dobrego agenta i dobrego prawnika, którzy dokładnie będą pilnować ich interesów. Chciałabym aby tu były większe pieniądze, ponieważ wszystko inne już mamy.

A Pani nie myślała, aby zostać agentem?

Proponowano mi to, ale zdecydowani mówię NIE. Nie potrafiłabym zarabiać na innym człowieku. Mam bardzo złe zdania o większości agentów. Są to ludzie totalnie nie przygotowani do zawodu, którzy nie szanują ludzi, z którymi pracują i na których zarabiają pieniądze. Na palcach dwóch rąk mogę policzyć agentów, którzy szanują swoich klientów, którzy ich bronią, a nie plotkują, grają do jednej bramki. Artyści to też ludzie, którzy mogą mieć lepszy lub gorszy dzień i wymagają ochrony. Agent nie może traktować swojego artysty jak bankomat. Agenci bardzo często zmieniają swoich klientów. W Polsce też bardzo łatwo jest też „przepalić nazwisko”, a odbudowanie jest bardzo trudne, ponieważ mamy bardzo płytki rynek. Taką karierą trzeba mądrze sterować, mądrze ją układać, myśleć perspektywicznie.

A czy przyjaźń w showbiznesie jest możliwa?

Dobrą odpowiedzią jest cytat Św. Pawła do Koryntian „Prawdziwa przyjaźń jest cicha”. Uważam, że prawdziwe uczucia są ciche, nie wymagają fleszy. Sama mam od lat przyjaciół, ale się nie chwalę kogo. Uważam, że prawdziwe przyjaźnie, to nie są te celebrowane na okładkach kolorowych magazynów. Ta prawdziwa przyjaźń powinna być na co dzień. Żyjemy też w takim świecie, że przyjaciel przyjacielowi podstawia nogę. Ja się zastanawiam 100 razy zanim powiem słowo „przyjaciel”.

Czasami czytając, śledząc media, mam wrażenie, że sami sobie zapracowaliśmy na pewne sytuacje…

Jakiś czas temu zapytano mnie czym się różni zaczynanie zawodu dziennikarza dzisiaj, a jak było kiedyś. Teraz powiem coś brutalnego. Za moich czasów ja miałam mistrzów, od których mogłam się tego zawodu uczyć. Miałam Wojciecha Manna, który przyjmował mnie do pracy, Krzysztofa Maternę, który uczył mnie dykcji, Barbara Głuszczak, która uczyła mnie oddychać na antenie. Miałam się od kogo uczyć, podobnie było w gazecie m.in. z Tomaszem Raczkiem. Pracowało się z ludźmi, których każda uwaga była bezcenna. Bardzo ważne jest, to aby na etapie wzrostu zawodowego usłyszeć, zdania, które Cię definiują. Poza tym, że miałam od kogo się uczyć, to miałam na to czas. Nie było tego pędu, o którym mówią mi młodzi ludzie, że muszą napisać kilka artykułów, których nikt nie sprawdza. Ja miałam czas czytać inne media, czytać książki, się rozwijać. Umiejętność pisania to jedno, trzeba mieć pewną biegłość, pewną technikę, pewne doświadczenie. Nie nabierzesz tego w portalu, w którym trzeba napisać 15 tekstów. Redakcje też wyglądają inaczej. W dawnym modelu redakcji był jakiś redaktor naczelny, szef działu. Pisania nauczyłam się dzięki redaktorkom i to było genialne. Na to wszystko patrzę z lekkim niepokojem, ponieważ kiedyś w tradycyjnych mediach przekazywano pokoleniową pałeczkę…

Poza tym dzisiaj szuka się sensacji, a nie wartościowych informacji.

Szuka się klikalności, szuka się sensacji, ważny jest tytuł. To jest bardzo ciężka choroba, pogoń za pieniędzmi, gdzie słowo, warsztat się już nie liczy. Z drugiej strony afera z fejknewsami, ludzie zaczynają odróżniać ziarno od plew. Mam nadzieję, że to paradoksalnie pomoże i pewien standard powróci lub czasami się pojawi.

Jedną z rzeczy, która charakteryzuję tę książkę jest prosty język. Czy to świadomy zabieg?

Niektórzy zarzucają mi, że jest zbyt potoczny, ale ja go nie zmienię. Pamiętam jak zaczęłam pisać i nie wiedziałam czy umiem. Pamiętam gdy pisałam pierwszy tekst miałam świetną Panią redaktorkę. Byłam zadowolona z teksu, poprawiałam go 14 razy. Pani redaktor mi wtedy powiedziała „Karolina, jak ty opowiadasz, to mogę Cię słuchać godzinami. Powiedziała mi pisz dokładnie jak mówisz i będzie to Twój znak rozpoznawczy. Nagrywaj się i najwyżej lekko redaguj.”. Wszystkie swoje książki piszę w ten sposób i ludzie mi mówią, że to się czyta jakbym to czytał. O to mi chodziło. To jest mój styl. Oczywiście lubię czytać mądre książki, pisane zdaniami wielokrotnie złożonymi, ale wiem, że w moim wykonaniu to będzie zbyt sztywne i toporne. Jestem dość potoczna w mówieniu i pisaniu i cieszę się, że ludzie tak to odbierają, ponieważ tą potocznością będę mogła więcej przekazać. Chciałabym, aby ludzie ją czytali i również wynieśli coś niej, aby im coś dać za to, że ją kupili. Chciałam dać czytelnikowi coś fajnego, gdzie nie powiem jesteś idiota, debilem i nic nie zrozumiesz. Chcę powiedzieć „Ja Wam to opowiem najprostszym językiem, a Wy jak będziecie chcieli, pójdziecie dalej”.

A jak wyglądało zbieranie, szukanie, selekcjonowanie informacji?

Pół roku śledziłam internet i cały 14 rozdział składa się z obserwacji facebooka, instagramu i snapchata.  Pomysł narodził się po przeczytaniu wielu mądrych, amerykańskich opracowań o internecie i gwiazdach. Tam jak się analizuje tweety gwiazd, to jest to generalnie oparte na tym, że ludzie faktycznie obserwowali jak to narastało i miało wpływ na rzeczywistość. Postąpiłam tak samo. Chciałam jednak, aby te notki były krótkie, aby znalazło się jedno słowo określające, hasło, a potem krótka notka, nie chciałam się rozgadywać, chciałam dać kwintesencję tego co widzę na tych profilach. Oceniam to z punktu widzenia odbiorcy, który wchodzi na te profile i ma prawo na bazie profilu ocenić tę osobę. Gwiazdy często nie zdają sobie sprawy, że taki profil wiele o nich mówi,dzięki niemu mogę się wykreować. Zaczęłam obserwować te profile i byłam na dnie piekła…

A kto najbardziej zawiódł?

Młodzież. Pewna grupa młodzieży, która nie ma w sobie granicy obciachu, ekshibicjonizmu. Jeden psychoterapeuta powiedział mi: „Jeżeli sprzedajesz swoje ciało za pieniądz, jesteś prostytutką, podobnie jest w sytuacji gdy masz konto, które jest sponsorowane, są reklamy. Jeżeli wciągasz osoby z zewnątrz w to sprzedawanie swego ciała i zarabiasz na tym, to nazywa się sutenerstwo. A jeżeli przy okazji dodatkowo pokazujesz ich w sytuacji, które mogą wpłynąć na ich życie np. przez tabloidy, to jest to donosicielstwo”. Uważam, że polskie, młode gwiazdy mają problem z rozdzieleniem prostytucji, sutenerstwa i donosicielstwa. Jeżeli chcesz się sprzedawać, nie ma sprawy. Jeżeli jednak wciągasz w to inne osoby, które na dodatek nie mają konta na społecznościówkach, to jest słabe i niefajne. Młodzież musi się tego nauczyć, że portale tabloidowe śledzą to co dzieje się na profilach społecznościowych i robią tzw. screeny i pewnymi postami można zaszkodzić innym. Chciałabym aby mieli świadomość, że mogą komuś zrobić straszną krzywdę. To mnie trochę przeraziło, że robisz imprezę i powinieneś wszystkim zabrać telefony.  

Na koniec, podsumowując, dla kogo jest ta książka?

Dla gwiazd myślę, że nie. Chociaż ktoś mi powiedział, że ta książka powinna trafić do każdego kto wchodzi do showbiznesu jako przewodnik. Może coś w tym jest. Nie zastanawiałam się dla kogo ona jest. Napisałam ją dla ludzi i też trochę dla siebie, ponieważ bawię się przy tym i też się czegoś dowiaduję. Przy okazji sprawia mi to przyjemność. Jedna osoba powiedziała mi, że napisałam poradnik co robić czego nie. Jest to książka na lata, na pokolenia, ponieważ są tam pewne informacje uniwersalne.

Czytany 458 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 10 sierpień 2017 21:03

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv