cinema.pl Wywiady

wtorek, 24 styczeń 2017 23:51

Brak wolności zawsze sprzyja satyrze

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Dziennikarz i redaktor (pracował m.in. dla „Gazety Wyborczej”, PAP-u, „Profitu”, „Claudii”, „Press” i „Newsweeka”). Historyk sztuki i archiwista. Absolwent Wydziału Nauk Historycznych oraz Wydziału Sztuk Pięknych UMK w Toruniu oraz studiów doktoranckich na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Współautor przewodników po kościołach Torunia. Konsultant ds. historii General de Producciones y Diseño S.A. (GPD), projektu konkursowego koncepcji Muzeum Historii Polski w Warszawie.  Andrzej Klim opowiedział nam m.in. o swojej najnowszej książce "Tak się kręciło. Na planie 10 kultowych filmów PRL"

Kilka tygodni temu do sklepów weszła ksiązka "Tak się kręciło. Na planie 10 kultowych filmów PRL" i od razu nasuwa się pytani: Jak się kręciło w PRL?

Krew, pot i łzy. Te słowa najlepiej oddają to, co się działo na planach filmów, o których piszę w książce. Najlepsi reżyserzy aktorzy, operatorzy zmagali się z najróżniejszymi przeciwnościami, tak zwanymi obiektywnymi (brak dewiz na zakup taśmy), jak i subiektywnymi (niechęć komunistycznych decydentów do niektórych twórców), wkładali cały swój talent i ciężką pracę, by potem ich pracę "mordował" cenzor. I to, co widzowie oglądali na ekranie, w pewnej części było dziełem urzędników z ulicy Mysiej. Z drugiej bywało na planie bardzo zabawnie. Kręcenie na przykład "Rejsu" by jedną wielką imprezą. Wódka lała się strumieniami nie tylko po zakończeniu dnia zdjęciowego.
         
Czy PRL wg Pana były lepszymi czasami?

Ależ skąd! W każdej w moich książek, które dotyczą PRL-u, pokazuję absurdy tamtego okresu. Trzymanie ludzi na smyczy i podcinanie skrzydeł zwłaszcza tym, którzy byli kolorowymi ptakami nie godzącymi się na życie w szarej rzeczywistości, ograniczanie wolności na wszelkie sposoby, szykanowanie większe lub mniejsze.I kupowanie przez władze przychylności większymi lub mniejszymi synekurami. Obecnie mam wrażenie, że "nowe wraca", A to dlatego, że władza stosuje podobne metody.              
 
Skąd pomysł na tę książkę?

To efekt mojej, trwającej już kilka lat, współpracy z Grupą Wydawniczą PWN. Wydawnictwo prowadzi serie wydawnicze popularyzujące historię. Moje książki wpisują się w ten cykl. Ustalamy tematy, terminy i biorę się do pracy.     

Jak i ile czasu zbierał Pan materiały?

Niestety, albo "stety", nie piszę książek z głowy, czyli z niczego. Do każdej z nich przygotowuję się bardzo starannie. To wiele godzin spędzonych w bibliotekach poświęconych poszukiwaniu w książkach i rocznikach archiwalnych gazet i czasopism. Dopiero uzbrojony dzięki temu w odpowiednią wiedzę, czuję się na siłach na spotkanie z bohaterami moich książek, którzy zechcieli, za moim pośrednictwem, podzielić się z czytelnikami wspomnieniami. Żeby być równorzędnym partnerem do rozmowy dla aktorów, reżyserów czy scenarzystów, którzy zgodzili się na rozmowę ze mną.                

Co było najtrudniejsze?

Ustalenie terminów spotkań z gwiazdami. To osoby zawodowo nadal bardzo czynne. Może ot tylko cieszyć, bo oznacza to, że będziemy mogli podziwiać ich w kolejnych produkcjach. 

Czy było coś co Pana zaskoczyło? Czy czegoś nowego Pan się dowiedział?

Nie jestem historykiem kina ani filmoznawcą, więc nowością było dla mnie wiele rzeczy. Czy będą także zaskoczeniem dla czytelników, przekonają się po zapoznaniu z książką.     

Dla kogo jest ta książka? Czy są jakieś rozgraniczenia? Czego dowiedzą się ewentualnie młodzi czytelnicy?

Ta książka jest dla każdego, kto interesuje się filmem i historią. Młodzi widzowie, niestety, często nie znają filmów, które opisuję, a są one przecież ponadczasowe. Dlatego PWN wydał "Tak się kręciło..." jako książkę interaktywną. Znajduje się w niej instrukcja, w jaki sposób zainstalować w telefonie aplikację TAP2C, dzięki której można zobaczyć na YouTubie fragmenty opisywanych filmów.        

Czy praca dziennikarza pomogła w tworzeniu książki? Tzw. instynkt śledczy się pojawił?

Ta książka pomyślana została jako reportaże z planów filmowych. Każdy z rozdziałów zaczyna się krótką wymianą zdań między osobą w jakiś sposób zaangażowaną w produkcję, ale potem  każdy, chociaż pisany stylem reportażowym, różni się od kolejnego. Tak, jak na różne sposoby kręcono te obrazy.    
 
PRL to czas wielu kultowych komedii? Co było powodem - ponure czasy? Czy może brak tej wolności sprzyjał satyrze?

Wbrew pozorom brak wolności zawsze sprzyja satyrze. Osobiście, i pewnie nie ja jeden, wolałbym jednak, żeby satyrze powodziło się gorzej, byle wolność kwitła. Im większy zamordyzm, tym większe wyzwania artystyczne stawały przed twórcami, aby subtelną aluzją dać do zrozumienia publiczności, ale nie cenzorowi, o co chodzi i z kogo żartują.

Czynne były też kabarety, które umiejętnie wyśmiewały ówczesną rzeczywistość...zdecydowanie różniły się od dzisiejszych?

Tam teksty pisali najlepsi autorzy, którzy sami rzadko je wykonywali. Do tego byli świetni aktorzy. Teraz autorzy-kabareciarze piszą teksty, sami je wykonują i często sami się z nich śmieją. Na szczęście są chlubne wyjątki, jak Kabaret Moralnego Niepokoju i "Pożar w Burdelu"        

Co powoduje ich sukcesy w czasach dzisiaj?

Jeśli sukcesem jest rechot, a nie śmiech publiczności, a to obserwuje się obecnie, to mam inną definicję sukcesu. 
 
Wcześniej wydał Pan książki również o tematyce PRLu, skąd ta fascynacja?

To nie fascynacja. To ciekawa epoka dla historyka, zwłaszcza, że chociaż skończyła się przed ćwierćwieczem, to jest już pokolenie, dla którego jest prehistorią równie odległą, co dzieje Mieszka I.     
 
Umiałby Pan wskazać, która gwiazda w tamtych czasach była najjaśniejsza w ogóle....?

Tak, jak obecnie, było wiele gwiazd. Trudno wskazać tę jedną, jedyną. Łączyło je na pewno jedno - były znane dlatego, że były utalentowane, a nie dlatego, jak to obecnie bywa, że są "znane z tego, że są znane".          
 

...a w filmie?

Jedna z licznych anegdot o SPATiFie, czyli legendarnym warszawskim klubie aktorów i reżyserów, dotyczy Elżbiety Czyżewskiej, aktorki o statusie gwiazdy. Zagrała w bardzo wielu filmach, a ceremonia wręczenie jej nagrody Złotej Maski w roku 1965 odbyła się na stadionie Skry wobec wielotysięcznej publiczności. Otóż w gronie filmowców biesiadujących w klubie trwa dyskusja na temat obsady kolejnego filmu. Wymieniana jest żeńska postać do obsadzenia i z ust reżysera pada zastrzeżenie: "Tylko nie Czyżewska". Po dopasowaniu kolejnych aktorek do danej roli wszyscy dochodzą do wniosku, że najlepiej zagra ją jednak właśnie Czyżewska. I tak samo przebiega rozmowa przy obsadzaniu kolejnej roli, i kolejnej, i kolejnej...   

Czytany 395 razy Ostatnio zmieniany środa, 25 styczeń 2017 00:00

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv