cinema.pl Wywiady

sobota, 24 wrzesień 2016 10:15

Na początek filmy krótkometrażowe

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Xavier Seron odpowiada za reżyserię i scenariusz do filmu "O Matko! Umrę..."


Jaka jest pana historia? Jaka droga poprowadziła pana w stronę kinematografii?
XS : Zaczynałem w Institut des Arts de Diffusion (IAD), która jest szkołą filmową mieszczącą się w Louvain-la-Neuve. To szkoła, w której poznałem Jean-Jacquesa, który studiował tam aktorstwo. Wykonywaliśmy tam wspólnie wiele ćwiczeń i tak właśnie rozpoczęliśmy współpracę, która potoczyła się wspaniale. Z czasem rozwijaliśmy nasze wspólne doświadczenia.

 „O matko! Umrę…” to pana pierwszy film długometrażowy. Dlaczego zrezygnował pan z tworzenia krótkich metraży i zaczął kręcić filmy długometrażowe?
XS : Co dziwne, nie dzielę mojej pracy na krótkie i długie metraże. Według mnie istotne jest, aby zaczynać od filmów krótkometrażowych zanim zacznie się pracę nad długimi metrażami. Ciężko wyobrazić sobie, że ktoś da pieniądze na projekt człowiekowi, który ma zbyt małe doświadczenie w zakresie realizacji filmowej. Krótki i długi metraż trochę przypominają nowelę i powieść. Mimo tego nie postrzegam filmów krótkometrażowych jako trampoliny do tworzenia filmów długometrażowych. Zresztą po stworzeniu „O matko! Umrę...” nadal zajmuję się filmami krótkometrażowymi. Dla mnie to forma taka jak inne.

Wcześniej współpracował pan z innymi twórcami, ale „O matko! Umrę...” jest filmem, który zrealizował pan samodzielnie.
XS : To była kwestia przypadku. W IAD mieliśmy właśnie ćwiczenie na współpracę przy tworzeniu filmu, które muszą zaliczyć wszyscy studenci realizacji filmowej. Pod koniec tego ćwiczenia, mimo że bardzo lubiłem osobę, z którą je wykonywałem, obiecałem sobie: „Nigdy więcej!”. Realizacja projektu nie jest łatwa, gdy jest się samemu, ale jest tym trudniejsza, gdy pracuje się we dwoje. Pracowałem z Christophem Hermansem z mojego roku i zaczęliśmy pisać razem, co było świetnym doświadczeniem. Naturalnym następstwem wspólnego pisania była wspólna realizacja filmu „Le Crabe”, mimo że z początku byłem dość nieufny. Praca w zespole może być naprawdę zabawna i stymulująca.

Czy może sobie pan wyobrazić pracę w zespole przy filmie „O matko! Umrę...”?
XS : W przypadku tego filmu absolutnie nie. Bez wątpienia dlatego, że ten film opowiada o bardzo prywatnych sprawach, mimo że nie można o nim powiedzieć, że jest autobiograficzny. Chodziło o to, by opowiedzieć o czymś uniwersalnym bazując na osobistych doświadczeniach.

Jak powstał ten film?
XS : Pomysł na ten film wziął się z czegoś, co rozpocząłem w IAD. Nawet tytuł „O matko! Umrę...”( Je me tue à le dire - tytuł oryginalny) pochodzi od filmu krótkometrażowego o tym samym tytule, który napisałem w IAD. Było to ćwiczenie wewnętrzne, które raczej nie miało opuścić murów szkoły. Grał w nim Jean-Jacques Rausin. Była to refleksja na temat śmierci, choroby, zmiany.
I mimo że poza tytułem film długometrażowy nie ma wiele wspólnego z tym ćwiczeniem, to tematyka jest dość podobna. Podobny jest również sposób opowiadania o bardzo poważnych sprawach w sposób komiczny i sarkastyczny. Poruszanie takich tematów z humorem jest również sposobem złagodzenia nieodłącznie z nimi związanej powagi, bez konieczności dystansowania się od wszelkich emocji. Staram się unikać patosu i zastępować go niestosownymi elementami zaburzającymi daną scenę, która w przeciwnym razie byłaby bardzo wzruszająca.

Jak przebiegał proces tworzenia filmu?
XS : Większość historii już była gotowa. Miałem pomysły na kilka scen oraz na koniec, który był dla mnie oczywisty od samego początku. Muszę przyznać, że reszta została stworzona wokół postaci granej przez Jean-Jacquesa Rausina. Kończąc mój film na zakończenie studiów, miałem już dwa lub trzy pomysły na sceny do filmu „O matko! Umrę...”.
Stworzyłem jego pierwszą wersję, która była bardzo mroczna, jednak później napisałem go od nowa dodając trochę humoru. Podczas lektury często trudno jest ocenić pewne sceny i pierwsze szkice wydawały się dość toporne. Zamiast pisać historię z klasycznym scenariuszem, pomyślałem o historii mojego bohatera jako o kronice zawierającej opisy spotkań, które za każdym razem obrazują śmierć lub nadchodzącą śmierć.

Jakie odniesienia znajdziemy z filmie?
XS : Film jest wypełniony po brzegi ikonografią barokową. Na przykład znajdziemy w nim obraz z XVII wieku autorstwa José de Ribery „Kobieta z brodą”. Przedstawia on portret kobiety z brodą, co jest dość zaskakujące. Jest również obraz Alonso Cano „Cud laktacyjny św. Bernarda”, który przedstawia postać Maryi, której z piersi mleko płynie w kierunku twarzy św. Bernarda. To obraz barokowy, ale o dość rockandrollowym charakterze. Istnieje wiele aspektów malarstwa barokowego, które zawierają całkowicie zdumiewające elementy. Malarstwo barokowe naprawdę mocno wpłynęło na ten film. Dobór muzyki jest również barokowy i obejmuje utwory Bacha, Purcella, Haendela. Te utwory muzyczne były wybrane już od chwili tworzenia scenariusza.

Czy czerpał pan ze stylu jakiegoś reżysera?
XS : Pod względem graficznym nie miałem żadnych precyzyjnych inspiracji. Jednakże bardzo lubię komedie skandynawskie, na przykład te Roya Andersona, w których do skrajności doprowadza on swoje odniesienia graficzne. Było to również ważne w filmach Jacquesa Tati. Ogólnie rzecz ujmując, lubię twórców filmowych korzystających z konwencji czarnego humoru. Jestem wielkim fanem Bertranda Bliera. Często korzystam z symetrycznych i teatralnych kompozycji, które przywołują, w ramach zupełnie innego gatunku, filmy Wesa Andersona, którego również bardzo cenię. Jeśli chodzi o zdjęcia to zainspirowałem się fotografami tworzącymi bardzo kontrastowe czarno-białe zdjęcia, takimi jak Daido Moryama i Anders Petersen.

Dlaczego nakręcił pan film czarno-biały?
XS : Przede wszystkim ze względu na moją miłość do czarno-białej fotografii. Miałem jednak również powody bardziej podstawowe. Czerń i biel pozwalają zwrócić uwagę na nierówność przedmiotów, na tekstury, na mięsistość czegoś, co pochodzi prosto z trzewi. W silnie skontrastowanym filmie czarno-białym odwzorowanie struktury skóry jest niezrównane. Ta konwencja pozwala również na tworzenie bardzo graficznych obrazów, o których nie myśli się pod kątem odcieni, lecz pod kątem kolorów dominujących. Równocześnie i dość paradoksalnie technika ta pozwala na pewną formę abstrakcji, na reinterpretację rzeczywistości. Tworzy ona ciekawy rozdźwięk, gdyż pozwala na współistnienie elementów, które w kolorze nie wyglądałyby tak dobrze. W moim filmie współistnieją elementy groteskowe i niezwykłe, a to połączenie poezji z trywialnością jest możliwe dzięki czarno-białym zdjęciom.

Jakie ma pan pomysły na kolejne projekty?
XS : Mam wiele projektów na warsztacie. „L’ours noir”, będący filmem krótkometrażowym, który współtworzyłem pomiędzy dwoma okresami kręcenia „O matko! Umrę...”, obecnie podróżuje po świecie. Niedługo pojawi się również mój kolejny krótki metraż „Le plombier”. Ponadto, zajmuję się scenariuszami do kilku projektów filmów długometrażowych.

źródło:mat. pras.

Czytany 633 razy Ostatnio zmieniany sobota, 24 wrzesień 2016 10:20

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv