cinema.pl Wywiady

piątek, 12 lipiec 2019 17:36

Wakacyjna komedia, której historia powstania jest równie szalona, jak jej bohater

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Do czego zdolny jest reżyser, aby zrealizować swoje marzenie? „Młody geniusz i kłopotliwe wynalazki” -wakacyjna komedia, której historia powstania jest równie szalona, niż jej bohater. Już w kinach!

 

Od dziecka uwielbiał głównego bohatera „Młodego geniusza i kłopotliwych wynalazków”. O Genialnym Gastonie mówi, że to „antybohater, który psuje wszystko, co robi, i stanowi źródło wszelkich katastrof”. Podkreśla, że szalony konstruktor jest „niezwykle poetycką postacią, która spędza swój czas próbując czynić dobro, ale źle się za to zabiera”. Reżyser Pierre-François Martin-Laval, bo o nim mowa, o realizacji filmu na podstawie kultowego komiksu, który na świecie sprzedał się w ponad 30 milionach egzemplarzy, jedynie nieśmiało marzył – podobnie jak producent Romain Rojtman. Twórcy nie mieli praw autorskich do adaptacji; myśleli więc, że ich wspólne marzenie jest nieosiągalne. Pierwszy film pełnometrażowy Martina-Lavala, „Essaye-moi”, spodobał się jednak wydawcy bestsellerowego komiksu.

Aby uzyskać prawa do przeniesienia historii szalonego wynalazcy na wielki ekran, reżyser dopuścił się podstępu: przebrał się za Gastona, wypożyczył samochód, którym ten jeździł, i przejechał obok kawiarni, w której przyszły producent filmu spotykał się z wydawcą komiksu i jednym z jego współpracowników. „Zagrywka tak dobrze wyszła, że jeden z wydawców zerwał się z miejsca i podbiegł w moją stronę; zastukał w szybę samochodu i powiedział: <<Jestem wydawcą Genialnego Gastona, a Ty prowadzisz jego samochód!”>>. Myślę, że dostrzegł w tym znak z niebios! Ale nie zatrzymałem się, ponieważ zaplanowałem jeszcze inny gag. Gdy facet wrócił na taras kawiarni, to Romain przelicytował ofertę, mówiąc mu, że ma obsesję na punkcie Gastona i że mu się przyśniło…” – opowiadał reżyser.

WYWIAD Z PIERRE-FRANÇOIS MARTINEM-LAVALEM Reżyser / Prunelle

Jak się narodził pomysł adaptacji?

To było wspólne marzenie moje i producenta Romaina Rojtmana. Już jako dziecko, nieświadomy, że kiedyś będę robił filmy, uwielbiałem postać Genialnego Gastona. Rozmawialiśmy o tym z Romainem, zakładając, że nasze marzenie jest nieosiągalne, ponieważ zwyczajnie nie posiadaliśmy praw autorskich. W okolicach 2013 roku dowiedziałem się, że mój pierwszy film pełnometrażowy „Essaye-moi” spodobał się wydawcy Claude’owi de Saint-Vincentowi. Dostrzegł w nim podobieństwo pomiędzy mną i światem, który stworzył Franquin . Walczyliśmy więc z Romainem o główną wygraną! 

Jak się do tego zabrałeś?

Nie miałem jeszcze scenariusza, wszystko zaaranżowałem jakby w ukrytej kamerze. Przebrałem się za Gastona, wypożyczyłem samochód, którym jeździł i przejechałem w odległości zaledwie 50 metrów od kawiarni, w której Romain miał spotkanie z Claude’em de Saint-Vincentem i jednym z jego współpracowników. Uwielbiam takie drugoplanowe gagi! Zagrywka tak dobrze wyszła, że jeden z wydawców zerwał się z miejsca i podbiegł w moją stronę; zastukał w szybę samochodu i powiedział: „Jestem wydawcą Genialnego Gastona, a Ty prowadzisz jego samochód!” Myślę, że dostrzegł w tym znak z niebios! Ale nie zatrzymałem się, ponieważ zaplanowałem jeszcze inny gag. Skończyło się na tym, że gdy facet wrócił na taras kawiarni, to Romain przelicytował ofertę, mówiąc mu, że ma obsesję na punkcie Gastona i że mu się przyśniło… 

I co dalej?

Przejechałem jeszcze raz z drugiej strony i upozorowałem wypadek używając granatu dymnego. Wysiadłem z samochodu przebrany za Gastona, z kontraktem De Mesmaekera w dłoni. Wylałem napoje na garnitury obu wydawców, zostawiłem umowę na stole i odjechałem. To był mój sposób, jako że pochodzę się z teatru ulicznego, na powiedzenie im, że szczerze uwielbiam Genialnego Gastona.

Co Cię tak zbliżyło do tej postaci?

Gdy zastanawiałem się, dlaczego Claude de Saint-Vincent wybrał właśnie mnie, przypomniał mi się list, który dostałem od dyrektorki przedszkola moich córek po premierze „Les Profs 2”. Zauważyła, że w moim filmach, od „Essaye-moi” po „Króla Wilhelma” i „Ciało pedagogiczne”, zawsze opowiadam o antybohaterze, uznanym za frajera i czasem odrzuconym przez otoczenie, który okazuje się kimś wyjątkowym robiącym dobre rzeczy dla społeczeństwa. Sam tego nie zauważyłem i czytając ten list doznałem olśnienia. Uznałem, że Gaston świetnie wpisuje się w ten schemat. Jakby nie patrzeć, mówimy tu o antybohaterze, który psuje wszystko, co robi, i stanowi źródło wszelkich katastrof. Jednocześnie jest niezwykle poetycką postacią, która spędza swój czas próbując czynić dobro, tylko… źle się za to zabiera!

Jak się czułeś podchodząc do tego projektu?

Chciałem podejść do „Genialnego Gastona” jak do mojego ostatniego filmu: zależało mi na tym, żeby był zabawny, ale bez nuty melancholii i smutku, jak to czasem mam w zwyczaju. Franquin jest nadzwyczajnym żartownisiem i jego komiks stanowi kopalnię gagów różnego rodzaju. Tak naprawdę zrobiłem ten film, żeby bawić ludzi, uznając, że trudno byłoby pójść o krok dalej…

Miałeś obawy przed adaptacją komiksu jako filmu fabularnego?

Tak, na szczęście! Przyznaję nawet, że na początku pisania nie miałem pojęcia dokładnie dokąd zmierzam! (Śmiech) Uratowało mnie myślenie, że wziąłem się za coś niemożliwego. Zgromadziłem scenografa, operatora i kostiumografów w jednym miejscu i podzieliłem się z nimi moimi obawami. Trzeba było znaleźć sposób, aby przenieść komiks na ekran, stworzyć graficzny świat i być przekonującym, unikając przy tym stylu kreskówki. Chciałem, żeby można się było wciągnąć w film, od początku do końca, tak jak wciągamy się, czytając komiks.

Nie chodziło jednak o to, że zdecydowałem się przenieść historię do czasów współczesnych, ale o to, że należało pokazać życie takim, jakim jest. Miałem punkty odniesienia i inspiracje – od Jacques’a Tatiego, który potraktował swoja epokę w sposób bardzo graficzny, po Jerry’ego Lewisa – na które moja ekipa była wyczulona. Moi kostiumografowie doskonale zrozumieli moje intencje i stworzyli stroje, które wychodziły poza ramy czasowe. Jestem pewien, że jeśli nam się udało, to dlatego, że moja ekipa umiała dojrzeć i zrealizować film, który istniał w mojej głowie. Miałem też szczęście, że znalazłem producenta, który mi całkowicie zaufał – co jednak nie przeszkadzało mu w zamartwianiu się.

Czy od początku chciałeś osadzić akcję filmu w czasach współczesnych?

Już w trakcie przygotowań wszystko było umówione wraz z moim producentem. Od samego początku nie chciałem, żeby akcja toczyła się w latach 60. Chciałem zrobić film, który mógłby się wydarzyć w każdej epoce. Kiedy jednak omawialiśmy to z producentem, uznaliśmy, że trzeba się odważyć wybrać epokę i zdecydowaliśmy się na czasy współczesne. Dlaczego? Ponieważ Franquin stworzył postać, która będąc zakotwiczona w swojej epoce, żyje poza jej ramami. Poza tym akcja pierwszych komiksów toczy się w latach 60., by potem trwać przez kolejne dwa dziesięciolecia. Jestem przekonany, że gdyby Franquin żył, osadziłby Gastona w świecie ultrawspółczesnym, z Internetem, smartfonami itd. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że przeniesienie akcji filmu do naszych czasów to dobra decyzja. Najciekawsze w twórczości Franquina jest właśnie to, że jego bohater idzie pod prąd. Od początku komiksu prowadzi ponad czterdziestoletniego Fiata, ale za to jego pomysły są bardzo nowoczesne. Zdecydowanie w zgodzie z duchem naszych czasów. Co więcej - myślę, że osadzenie Gastona w latach 60.byłoby olbrzymim błędem!

W jaki sposób fabuła nabrała kształtu i stała się tak bardzo na czasie?

Nie chciałem wymyślać historii, dopóki nie miałem odpowiedzi na kluczowe pytania. Chciałem być „wiernym zdrajcą” i pokazać wszystko to, co podoba mi się w twórczości Franquina: od bohatera, który nie wie, co robi, po otaczające go postaci, z ich głównymi cechami charakteru. Franquin zresztą nigdy nie odpowiedział na pytanie, dlaczego facet, który nie chce pracować, cały czas śpi, i tworzy niebezpieczne dla jego otoczenia wynalazki, nie został zwolniony. W filmie pełnometrażowym to musiało zyskać uzasadnienie. Z moim współautorem pomyśleliśmy „A co, gdyby był synem prezesa?” Ale w tym przypadku ryzykowaliśmy zdradę, ponieważ w duchu twórczości Franquina nie było mowy o tym, żeby Gaston był synem dyrektora. Próbowaliśmy więc popchnąć nasz pomysł trochę dalej: „a co gdybyśmy myśleli, że Gaston jest synem prezesa?” Wiedziałem, że to nie tylko rozstrzygnie nasz główny problem, ale będzie jednocześnie idealnym qui pro quo – komediowym środkiem wyrazu, który uwielbiam. Nie można zwolnić Gastona, bo Prunelle myśli, że to syn prezesa. W drugiej kolejności zastanawiałem się, co będzie podpisywał De Mesmaeker. Jak tylko znalazłem odpowiedź – planuje kupić firmę – mogliśmy rozwinąć historię.

Z uciechą grasz na kontraście pomiędzy nonszalancją Gastona i wymogiem wydajności panującym w przedstawionej firmie.

Zawsze uwielbiałem absurd. Ostatecznie to może nie jest przypadek, że Gaston wylądował w tej firmie. W pewnym sensie czuje się tam dobrze, ponieważ przedsiębiorstwo zajmuje się przetwarzaniem materiałów. Pozwoliło mi to zanurzyć się we własnej wyobraźni! Kiedy pracuję nad adaptacją książki czy komiksu, temat mnie mocno porusza, ale jeśli nie włożę tam cząstki siebie, to nie jestem zainteresowany wejściem w ten świat głębiej. Chciałem więc dorzucić swoje trzy grosze, zaczynając od oddalenia się od świata publikacji. Decydując się na kręcenie filmu w naszych czasach, trzeba było zrobić to w nowoczesny sposób - wyobraziłem sobie więc start-up, który rok wcześniej jeszcze nie istniał, i który może zniknąć w każdej chwili. Bardzo chciałem skonfrontować świat jednorazówek z kimś, kto nie wyrzuca niczego i potrafi zbudować rakietę z odzyskanych materiałów wygrzebanych w śmietniku! 

Filmowy Gaston bardzo przypomina tego z komiksu…

W przypadku Gastona nie wchodziło w grę, żeby odejść od komiksu, wliczając w to również jego wygląd zewnętrzny. Spędziliśmy godziny na poszukiwaniach jego dżinsów, byłem też bardzo wymagający w kwestii koloru jego swetra, który nie tylko zmienia się w różnych częściach komiksu, ale również w cyfrowej wersji wyglądał na ciemniejszy… Skończyło się na tym, że sweter został wydziergany przez specjalnie zatrudnioną panią. Chciałem, żeby każdemu patrząc na ten sweter, przychodziła na myśl ciotka Hortensja, która go wydziergała, gdy Gaston był jeszcze dzieckiem. I jeśli jest dla niego za krótki, to właśnie dlatego, że nosi go od dzieciństwa i zrobiło się w nim mnóstwo dziur. To są szczegóły, które nie są oczywiste dla widza, ale które nadają postaci wiarygodności. Przypadkiem znalazłem aktora, który ma brzuch i nogi jak Gaston, i który wypracował jego słynną postawę w kształcie litery ‘S’. 

A reszta postaci?

Także starałem się być wierny komiksowi. Trzeba było na przykład znaleźć sposób na to, żeby dyrektor generalny firmy Peticoin istniał, ale żeby nie było go widać. Franquin też był miłośnikiem absurdu; w komiksie nie widzimy prezesa wydawnictwa, w którym pracuje Gaston, dostrzegamy jedynie jego stopy. Dla potrzeb naszej adaptacji wyobraziliśmy sobie go jako rentiera, który wypoczywa na drugim krańcu świata i zostawia pracę innym. 

Prunelle jest z kolei podwójnym przeciwieństwem Gastona. Uwielbiam filmy, w których pojawiają bardzo różniące się od siebie duety. Z Prunelle’a zachowaliśmy grzywę i baczki, zaś z Panny Jeanne koński ogon i kolor włosów. Uczyniłem z niej za to dyrektorkę ds. marketingu - w czasach Franquina większość kobiet, która pracowała, była sekretarkami albo sprzątaczkami. To odstępstwo pozwoliło mi pozostać w zgodzie z naszymi czasami.

Wspaniale wykorzystałeś całą przestrzeń budynku: biura, korytarz, windy, taras na dachu, piwnicę…

Po raz pierwszy kręciłem w studio nagraniowym. Poprosiłem mojego scenografa o stworzenie makiety, która ostatecznie mierzyła ze dwa metry. Tygodniami korzystałem z ludzików Playmobil rozmieszczonych na jej różnych piętrach. Wraz z moim głównym operatorem, korzystaliśmy z aplikacji na iPhone’a, żeby przygotować ustawienie planu. Oszczędziłem dzięki temu masę czasu i, gdy tylko sceneria była gotowa, poszedłem na plan z Théo Fernandezem i powtarzałem z nim kwestie na różnych przestrzeniach, już naturalnej wielkości. Ważne było, żeby Théo był częścią tworzenia planu.

Humor w filmie w sporym stopniu opiera się na slapsticku i screwball comedy. Jak wymyśliłeś wszystkie wizualne gagi?

Zawsze lubiłem klaunów. Jak byłem dzieckiem to obejrzałem wszystkie filmy krótkometrażowe Laurela i Hardy’ego, Chaplina, i animacje Texa Avery’ego. Inspirował mnie również satyryczny humor Zaz , styl komedii „Czy leci z nami pilot?”, ale przede wszystkim Louis de Funès i Pierre Richard. Obaj opracowywali gagi bardzo wizualne, bez dialogów, świetnie inscenizując. Sam praktykowałem burleskowe poczucie humoru w kabaretach, byłem gagmanem „w cieniu” innych reżyserów jeszcze przed czasami kabaretu Les Robins des Bois.

Jak udało Ci się odkryć aktora, który wcielił się w Gastona?

To było najtrudniejsze zadanie, byłem pod olbrzymią presją. Zdawałem sobie sprawę z tego, że należy przede wszystkim znaleźć aktora, który jest tą postacią - wiedziałem, że jeśli mi się to uda, to 90% pracy będzie za mną. Intuicyjnie czułem, że osoba, którą znajdę, nie będzie sławna. Dla mnie to Gaston jest znany, więc potrzebowałem debiutanta, który byłby zdolny wejść w skórę tej postaci. Zacząłem więc poszukiwania na samym początku pisania i zaangażowałem Freda Maleka jako ‘łowcę’. Wytłumaczyłem mu, że lubię teatr i większość ról powierzam aktorom teatralnym. Poprosiłem, żeby przede wszystkim pojechał do Akademii Teatralnej. Wysłał mi potem tonę nagrań, w jednym z nich pojawił się Théo, którego początkowo odrzuciłem! 

Kontynuowałeś poszukiwania?

Kontynuowałem i poznałem wspaniałych aktorów, których mogłem zaangażować do innych ról. Szukałem do dnia, kiedy dowiedziałem się, że pewien facet, który przyszedł na casting do wytwórni UGC, od rana śpi w poczekalni, tuż pod nosem recepcjonistki. Uznałem to za tak zwariowane, że chciałem go natychmiast poznać! To już był moment, kiedy byłem zdesperowany. Wiedziałem, że będę bardzo rozczarowany, jeśli nie znajdę „mojego” Gastona. Szybko zorientowałem się, że to jest ten sam Théo Fernandez, którego wcześniej odrzuciłem! Jak tylko zobaczyłem jego sylwetkę, wiedziałem, że to będzie on. Jest to dowód na to, że samo nagranie nie wystarczy, aby móc kogoś ocenić - nic nie zastąpi spotkania twarzą w twarz. Najciekawsze jest to, że właśnie ten wniosek jest częścią jednej z przemów Gastona w filmie!

Od razu wiedziałeś, że zagrasz Prunelle’a?

Granie we własnym filmie to dla mnie spory problem, ponieważ źle wpływa na moje relacje z ekipą. Mam przez to mniej czasu dla wszystkich. Nie mogę pogłębiać bliskich relacji z moimi aktorami, ponieważ pozostaje ich „szefem” i to zakłóca trochę nasze stosunki. To samo z technikami, tłumaczę im, jak wszystko ustawić, a potem pędzę wskoczyć w kostium. 

Ciężko jest być aktorem komediowym w filmie. Aktorzy filmowi nie mają widowni na planie, często więc są przekonani, że nie są zabawni. Jedyną osobą, która może upewnić aktorów, jest reżyser. A jako że byłem jednocześnie aktorem i reżyserem, było to trudne do zrobienia. Zdecydowałem się jednak wcielić w Prunelle’a, bo jak dotąd była to dla mnie najciekawsza możliwość roli. Zawsze mi oferowano - albo sam sobie takie dobierałem - role postaci naiwnych, niewinnych i niezdarnych. Nigdy nie grałem w filmie postaci autorytarnej, tyrana i histeryka. Marzyłem, żeby taką zagrać. Wcielałem się w takie role z Les Robins des Bois, ale to było 20 lat temu.

Jak wyglądał casting na pozostałych bohaterów?

Alison Wheeler może pochwalić się tym, że została wybrana, zanim jeszcze powstał scenariusz! Jestem fanem jej twórczości i uważałem, że idealnie pasuje do postaci. Było to o tyle ryzykowne, że nie znalazłem jeszcze aktora, który zagra Gastona, a nigdy nie wybiera się aktorów drugoplanowych przed znalezieniem głównego bohatera. Dała radę! Arnaudowi Ducretowi zaproponowałem rolę przed powstaniem scenariusza i się zgodził. Gotowy skrypt wysłałem już Commandeurowi, w swojej głowie widziałem go w tym filmie od samego początku! Christophe Canard (Boulier) grał u mojego boku przy mojej adaptacji „Spamalotu” - musicalu Monty’ego Pythona. Żeby znaleźć aktorów do pozostałych ról, zorganizowałem tradycyjny casting. Zależało mi na stworzeniu prawdziwego, dobrze zgranego, zżytego teamu – na podobieństwo trup teatralnych. Wywodzę się z teatru i mam potrzebę pracować z ludźmi, którzy dobrze się dogadują.

Jak ich prowadziłeś?

Przy piątym filmie w końcu zdałem sobie sprawę, że muszę przestać tak bardzo kierować moimi aktorami! (Śmiech) Najlepiej jest im zaufać i zachęcać do wygłupów; poprosić, żeby mnie zaskoczyli. Jeśli aktor przesadzi, zawsze można jego grę trochę załagodzić, ale nie można na odwrót, nie wymagając od niego.

Plan wymagał dużo efektów specjalnych i wizualnych. To było trudne podczas kręcenia?

Zdecydowanie! To było olbrzymie wyzwanie, ponieważ zaplanowałem sobie, że zrealizuję jak największą liczbę efektów na planie. Chciałem, żebyśmy mieli prawdziwą powódź i prawdziwy pożar, bez korzystania z blue boxa! Podczas przygotowań ekipy od efektów specjalnych i wizualnych pracowały ramię w ramię i zaprezentowały mi wszelkie możliwe opcje. Czasem doradzali mi wybranie raczej efektów wizualnych w postprodukcji i musiałem dać za wygraną. Na przykład chciałem na początku prawdziwej mewy, ale to było najzwyczajniej niemożliwe. Tak samo było z kotem, mieliśmy na planie żywe zwierzę, ale kiedy pojawiało się ryzyko, że może zostać zranione albo kiedy po prostu kręciliśmy kilka ujęć z rzędu, decydowaliśmy się na jego cyfrową wersję.

Jakie były Twoje plany w kwestii muzyki?

Zadzwoniłem do Bleeding Fingers, studia Hansa Zimmera, którego muzyka doskonale pasowało do mojego slapsticka. I byłem zachwycony. W kwestii muzyki dodatkowej chciałem hybrydę starocia z czymś nowoczesnym. Dokonałem wspaniałego odkrycia - Ludo i jego zespół Lyre Le Temps, genialny zespół electro-swingowy. Chciałem też wykorzystać kilka znanych utworów, które dodałyby filmowi energii. Muzyka towarzyszy Prunelle’owi i Gastonowi, i wspomaga komizm filmu. Efekty dźwiękowe też dodają scenom humoru.

Na zakończenie, jakie zachowasz wspomnienia z tej przygody?

Na pewno zapamiętam ten plan jako pierwszy z napadami śmiechu! To była już najwyższa pora, abym się odprężył! Zapamiętam też, że w tym zawodzie należy słuchać tylko i wyłącznie siebie. Tylu ludzi mi mówiło, że to niemożliwe, żeby zrobić filmową adaptację komiksu, albo wręcz, że nie należy tego robić… Zapamiętam, że w studio filmowym WSZYSTKO jest możliwe! 

Spełniłem marzenie: stworzyć prawdziwy spektakl dla kina. To był mój główny cel i mam nadzieję, że go osiągnąłem. I wreszcie, moja olbrzymia duma, że zaoferowałem główną rolę młodemu, wyjątkowemu aktorowi - który daję głowę, zrobi piękną karierę filmową - Théo Fernandezowi.

 

Później przebrany Gaston przejechał obok kawiarni jeszcze raz, z drugiej strony, i upozorował wypadek, używając granatu dymnego. „Wysiadłem z samochodu przebrany za Gastona, z kontraktem De Mesmaekera w dłoni. Wylałem napoje na garnitury obu wydawców, zostawiłem umowę na stole i odjechałem. To był mój sposób (…) na powiedzenie im, że szczerze uwielbiam Genialnego Gastona” – dodał Martin-Laval.

 

„Młody geniusz i kłopotliwe wynalazki” – oficjalny zwiastun 

https://youtu.be/hmvQWxmjfBo

 

Jakby tego było mało, Théo Fernandez, odtwórca roli Gastona, nieuleczalnego fana drzemek, angaż do filmu dostał dzięki temu, że sam w pewnym momencie zachrapał… „Stawiłem się w wytwórni UGC na przesłuchanie do zupełnie innego tytułu. Mimo tego, że był to ostatni etap castingu i powinienem walczyć, to gdy czekałem w poczekalni, dopadło mnie straszne zmęczenie i po prostu usnąłem. Uznałem, że jak będzie moja kolej, to ktoś przyjdzie i mnie obudzi. Gdy poczułem klepnięcie w ramię i zobaczyłem dwóch facetów, byłem przekonany, że przyszli w sprawie tamtego filmu. Okazało się, że nie; spytali mnie, czy byłbym zainteresowany innym przesłuchaniem. W pierwszej chwili odmówiłem, ale jak tylko się dowiedziałem, że chodzi o Genialnego Gastona, zmieniłem zdanie. To był wspaniały zbieg okoliczności” – wspominał Fernandez. 

Przygody Genialnego Gastona bawią czytelników już od kilkudziesięciu lat. Choć akcja komiksu dzieje się w latach 60. i o tamtych czasach głównie opowiada, reżyser postanowił przenieść bohatera do współczesności, unowocześnił też kilka innych, mniejszych elementów. Najważniejsze elementy historii - czyli sam Gaston, jego pomysły na ulepszanie świata i malownicze katastrofy, które spotykają bohatera – nie zmieniły się ani na jotę. O tym, co wymyślił tym razem i jakie katastrofy z tego wynikną, dowiemy się już dziś - „Młody geniusz i kłopotliwe wynalazki”, jedna z najdroższych francuskich produkcji ostatnich lat, z efektami specjalnymi przygotowanymi przez twórców „Minionków” i fantastyczną historią powstania wreszcie na ekranach kin!

Gaston Lagaffe zaczyna staż w firmie Peticoin, której motto brzmi: „uczynić nieużyteczne użytecznym”. Chcąc zaimponować kolegom, codziennie wymyśla przeróżne wynalazki, które – jego zdaniem – mają ułatwiać pracę, ale w praktyce przynoszą więcej szkody niż pożytku. Pasmo wywołanych przez Gastona katastrof, jego sposób bycia oraz fakt, że do pracy przychodzi w towarzystwie kota, złotej rybki i… oswojonej mewy, sprawiają, że jego szef, pan Prunelle, szybko zaczyna mieć dość nowego pracownika. Kiedy sytuacja staje się napięta, a kariera zawodowa Lagaffe’a wisi na włosku, dzieje się coś nieprzewidzianego. Okazuje się, że to właśnie Gaston może być jedyną osobą, która będzie w stanie powstrzymać bezdusznego biznesmena Aimé De Mesmaekera przed przejęciem Peticoin.

MŁODY GENIUSZ I KŁOPOTLIWE WYNALAZKI

W KINACH OD 12 LIPCA

Gatunek: komedia

Produkcja: Francja, Belgia, 2018

Scenariusz i reżyseria: Pierre-François Martin-Laval („Ciało pedagogiczne”, „Król Wilhelm”, „RRRrrrr!!!”)

Obsada: Théo Fernandez („Wojna guzików”, „Rodzina Tuche”, „La Dream Team”), Pierre-François Martin-Laval („Zaginiona”, „RRRrrrr!!!”, „Synalek”, „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra”), Jérôme Commandeur („Przychodzi facet do lekarza”, „Jeszcze dalej niż Północ”, „Nic do oclenia”, „Wszystko zostanie w rodzinie”), Alison Wheeler („Fonzy”, „My way”, „Going to Brazil”)

 

 

Czytany 213 razy Ostatnio zmieniany piątek, 12 lipiec 2019 17:51

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama