cinema.pl Wywiady

poniedziałek, 01 lipiec 2019 23:28

Mam nadzieję, że po spotkaniu w teatrze widzowie zaczną szukać w internecie - Przemysław Bluszcz dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Przemysław Bluszcz w spektaklu „Samospalenie” stworzył nietuzinkową postać byłego ubeka, na którego wspaniałą karierę w Służbie Bezpieczeństwa zaskakująco wpłynął akt samospalenia dokonany przez Ryszarda Siwca w czasie Dożynek w 1968 roku. Ten radykalny i ostateczny gest sprzeciwu wobec interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji stał się punktem zwrotnym w karierze i życiu gorliwego oficera. Dziś, zepchnięty na margines historii, (anty)bohater minionego systemu, pozbawiony przywilejów i władzy – próbuje zrekonstruować swoją życiową drogę, odzyskać ciągłość biografii, zrozumieć i zdefiniować swoją własną tożsamość. Kim jest lub też kim mógłby być..?

 

J.KolodziejskiSpektakl jest próbą stworzenia takiego portretu. Nieoczywistego, prowokującego portretu wielokrotnego, w którym fikcja i kreacja przeplatają się z realnym głosem historycznych faktów. Przemysław Bluszcz odważnie wkracza w obie te rzeczywistości. Stwarza je na scenie w skondensowanych, mocnych obrazach, które drażnią, wzruszają, czasem śmieszą, a zarazem podważają  jednoznaczność ocen postaw ludzi uwikłanych w zbrodnie minionego systemu.

Podczas Toruńskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora mieliśmy okazje zobaczyć spektakl, po którym porozmawialiśmy z aktorem. Przemysław Bluszcz podczas festiwalu otrzymał nagrodę dziennikarzy.

SAMSPALENIE, to spektakl który ma usprawiedliwić dawne czasy?

Mocno reagujemy na rzeczywistość, obchodzi nas to co się dzieje w naszym kraju. Ten spektakl powstał z potrzeby opowiedzenia o tym, że historia to nie jest łatwa sprawa i że w mówieniu o niej trzeba delikatności i namysłu. Aby łatwo nie wydawać wyroków, aby nie mówić, że coś było dobre, a coś złe, ponieważ to nie jest takie proste. Przynajmniej takie mamy przekonanie razem z Krzysztofem Szekalskim, który napisał tekst i wyreżyserował mój monodram. Tak narodziła się postać Tadeusza S., oficera Służby Bezpieczeństwa, który na pewno nie jest sympatyczną postacią. Nie taką też miał być, ale Krzysiek napisał go tak, aby właśnie pozostał niejednoznaczny. Z jednej strony widz go nienawidzi, ale też może po troszę  go rozumie. Chodziło nam o to ,by dać mu szanse, wysłuchać jego racji.

Pan wraca do 1968, ale ma wrażenie, że jest to bardzo aktualny spektakl. Można w nim znaleźć bardzo wiele dzisiejszych problemów, akcentów. Dzisiaj mamy inne problemy, ale one jednak są.

Niestety historia zatoczyła koło. Nie jesteśmy wcale mądrzejsi. Po tym co przeżyliśmy, wchodzimy do tej samej wody. Komu to potrzebne?

Z drugiej jednak strony zastanawiam się jak reaguje młodzież, która nie zna, nie była świadkami tamtych wydarzeń.

Nie ukrywam, że od samego początku chcieliśmy grać to dla młodych ludzi, aby o  nieznanej polskiej historii współczesnej, bliższej nam się o dowiedzieli. Faktycznie było tak, że chyba pierwsze dwa spektakle zagraliśmy z zupełnie nie przygotowanymi ludźmi i to było dla nich science-fiction. W późniejszych spotkaniach, mądrzejsi o to doświadczenie, prosiliśmy nauczycieli o przygotowanie młodzieży. Są to fajne spotkania, tym bardziej, że po spektaklu staramy się rozmawiać z młodymi ludźmi. Uważamy, że to jest akurat taki temat i taka historia, o której warto pogadać.

Ale jest też druga strona medalu. Chodzi o publiczność, która pamięta tamte czasy, tamte wydarzenia…

Reakcję są bardzo różne (śmiech). Spotkałem się nawet z takimi komentarzami, że „chętnie bym na pana napluł”. Jednak bardzo się cieszę, ponieważ chyba udało nam się zrobić spektakl, który prowokuje do rozmowy. Myślę, że taka jest rola teatru. To spotkanie jest dla mnie tak samo ważne, jak mam nadzieję, dla widzów. Mam nadzieję, że po spotkaniu w teatrze zaczną szukać w internecie, co ten Pan mówił, co jest prawdą, a co nie. Aby przy okazji dowiedzieć się czegoś więcej o sobie.

Ciekawe w tym spektaklu jest też to, że widz ma wrażenie wchodzeniu w reakcję z bohaterem. Miałam ochotę Panu odpowiedzieć.

Staraliśmy się skonstruować ten spektakl tak, aby teatralna umowność ustępowała rzeczywistości. Myślę że wyszło nam coś w rodzaju historycznego stand up-u. Rzeczywiście ten spektakl różni się na tyle od klasycznego monodramu, że świadomie z premedytacją przekraczam czwartą ścianę. Mój bohater próbuje przeciągnąć widownię na swoją stronę, trochę ja uwieść, trochę zaczarować, trochę ja podkręcić, rozbawić.

Ma też wrażenie, że ten spektakl jest „żywy” tzn. zmienia się…

W zasadzie każdy kolejny spektakl jest trochę inny. Fragment, gdzie przeglądam gazety jest takim przykładem, ponieważ co spektakl mam aktualne wydania dzienników.

Spotykamy się na Toruńskich Spotkaniach Teatrów Jednego Aktora. Podziwiam Was aktorów za to, że tworzycie takie monodramy. Wydaje mi się, że nie jest to łatwe. Dla mnie to jest jakiś kosmos, przez godzinę lub ponad być na scenie, nie mając wsparcia u innego artysty.

To jest kosmos. Kiedyś usłyszałem taka teorię, że aktorstwo to jest pewien rodzaj oswajania strachu. Dlatego takie spotkania są bardzo cenne dla aktora. Stają się możliwością zmierzenia z własnym lękiem. Nie ma innej podpórki. Jesteś sam naprzeciw wielu ludzi, których masz przekonać do własnych racji, a przede wszystkim skłonić do refleksji. Jeśli uda się to osiągnąć, nasze spotkanie zawsze uważam za udane. 

Tu nie ma drugiego aktora, który da „odetchnąć”.

Tu problem polega raczej na tym aby za bardzo nie zmęczyć widza swoją emanacją, i utrzymać jego uwagę.

W tym spektaklu zagrał Pan ciemny charakter, ale mam wrażenie, że tacy bohaterowie Pana lubią.

Gdybym był hindusem, to powiedziałbym, że w poprzednich wcieleniach musiałem być jakimś czarnym charakterem. Wszedłem do tej szuflady przez to, że w pierwszych szerzej znanych produkcjach z moim udziałem zagrałem właśnie takie role. Lubię je, ale co najważniejsze, te czarne charaktery budzą sympatie wśród widzów. Rzeczywiście są bardziej zapamiętywane. Widzowie pamiętają Rappkego z „Czasu honoru” czy Lewara z „Odwróconych”, czyli niezbyt sympatyczne postaci. Mam nadzieję, że zapamiętają też Tadeusz S. z „Samospalenia”. Oficera służby bezpieczeństwa, który być może był mendą, ale i czującym, błądzącym człowiekiem.

 

SAMOSPALENIE – spowiedź oficera SB 

monodram Przemysława Bluszcza

scenariusz i reżyseria – Krzysztof Szekalski

Prapremiera spektaklu odbyła się 14 listopada 2013 roku na scenie teatru Teatrpraga.pl w Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki w Warszawie

Czytany 166 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 23 lipiec 2019 12:33

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama