cinema.pl Wywiady

środa, 16 październik 2013 23:26

Wokalna strona bandu

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(1 Głos)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Już za kilka dni w Toruniu rozpocznie się 21. Międzynarodowy Festiwal Filmowy TOFIFEST, podczas któego odbędzie sie wiele ciekawych konkursów. Jednym  z nich jest On Air. Międzynarodowy Konkurs Filmów Fabularnych to najważniejsze pasmo festiwalu.

 

Łukasz TrzeszczkowskiW konkursie co roku znajdują się najważniejsze nowe filmy wyłonione drogą regularnego naboru i selekcji na najważniejszych światowych festiwalach m. in. w Rotterdamie, Berlinie, Cannes, Wenecji i partnerskich festiwalach. Konkurs dosłownie i w przenośni „daje głos” [ON AIR] pierwszym i drugim filmom reżyserów. Kluczem autorskiego doboru filmów w konkursie jest ich wspólna prowokacja świeżością filmowego obrazu i sianie intelektualnego fermentu. Wśród tegorocznych nominowanych jest film Bodo Koxa "Dziewczyna z szafy". Jedną z głównych ról zagrał Piotr Głowacki.

Skąd pomysł na wzięcie udziału w tym projekcie?

Piotr Głowacki: Dostałem zaproszenie do tego filmu i w chwili kiedy okazało się, że się dogadujemy, bardzo się ucieszyłem i weszliśmy we współpracę. Spodobał mi się scenariusz Bodo i jego niezależne korzenie, atutem też była możliwość aktorskiego spotkania z Wojtkiem, z którym do tej pory mieliśmy okazję zagrać razem tylko raz, w serialu. Fajnie było spotkać się w pracy wiedząc, że podobnie kręci nas transformacja, postaciowanie. W ramach prób zamieszkaliśmy razem we Wrocławiu, żyliśmy razem i pracowaliśmy przez 3 tygodnie. To było bardzo radosne i spokojne wydarzenie. Ogólnie była to taka niepolska produkcja, w sensie atmosfery, była trzeźwa, panowała atmosfera skupienia, która teraz daje przyjemny efekt. Sam Bodo przyznaje, że świadomie w produkcję ‘wchodził na czyściocha’.(śmiech)

Twoja rola jest zupełnie odmienna do roli Wojtka…

P.G.: To było silnie zapisane w scenariuszu, że to ja mówię i odpowiadam za całą wokalną stronę tego bandu. Ten tekst był przesiąknięty specyficznym poczuciem absurdu Bodo, był bardzo „jego” i wiedząc, że to taka konstrukcja umówiłem się z Bodo, ze będę mówił 1 do 1, bez improwizacji, bardzo konkretnie, ponieważ te żarty słowne są bardzo precyzyjnie zapisane. Chciałem znaleźć na to sposób, który będzie naturalny, z drugiej strony nie straci charakteru zabawy formalnej, stylistycznie podkreślającej fantazyjny charakter całego filmu.

Mieliście okazję jeździć po różnych miastach z filmem przed premiera. Jakie były reakcje?

P. G.: Jestem szczęśliwy, ponieważ reakcje były bardzo dobre. Rozmowy po tych projekcjach były bardzo osobiste i nietuzinkowe, dotyczyły życia z chorobą i śmierci, które rzadko są tematem w swobodnej publicznej debacie. Myślę, że brakuje nam miejsca i czasu, aby rozmawiać poważnie co nie znaczy smutno. Rozmawiać głęboko o rzeczach, które tak naprawdę dotykają każdego z nas i nie są  związane np. z systemem politycznym, choć ostatecznie go kształtują, bo i politycy chorują i umierają.

A co było najtrudniejsze w pracy nad tym filmem?

P. G.: Wydaje mi się, ze mówienie. Jest to techniczna sprawa, ale ‘poszukanie’ tego mówienia, postaci, która może mówić tak jak jest to zapisane w scenariuszu, to pochłonęło najwięcej uwagi. Poza tym odejście od sentymentalizmu w myśleniu tutaj np. o chorobie. Łatwo  jest nam stwierdzić, że opiekowalibyśmy się bliską osobą, że dla niej byśmy się poświęcili, ale gdy spotyka nas nieszczęście i musimy być z kimś w każdej chwili, to życie bardzo mocno się gmatwa i trudniej już podejmować decyzje i trudniej o łatwe oceny. Sentymentalizm zaburza postrzeganie rzeczywistości, a ja nie chciałem od niej uciekać i to było najtrudniejsze, ale zarazem najciekawsze. Cały czas zmaganie się z sentymentalizmem. 

Czytany 685 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 17 październik 2013 00:24

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama