cinema.pl Wywiady

środa, 21 luty 2018 21:49

Europejskie kino rządzi się restrukcyjnymi prawami - Rafał Zawierucha dla cinema.pl

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

"Polska filmowa, potem "Europa Filmowa" to programy które przenoszą nas w filmowy świat od kuchni. W programie poznajemy miejsca, ludzi, wydarzenia, które towarzyszyły podczas pracy na planach. Prowadzącym program jest sympatyczny młody aktor, którego możemy też podziwiać w teatrze Współczesnym w Warszawie Rafał Zawierucha


Europejskie kino rządzi się restrukcyjnymi prawami - Rafał Zawierucha dla cinema.plOstatnio w moje ręce trafiła produkcja „Europa Filmowa”. Pierwsza jednak była „Polska Filmowa”. Bardzo ciekawa propozycja dla fanów polskiego kina…

Rafał Zawierucha: Też stałem się większym fanem polskiego kina niż wcześniej.

Jakie były początki, skąd pomysł na taka produkcję?

Pomysł wyszedł od polskich producentów oraz ekipy z Canal+ Discovery. Cieszę się, że akurat teraz taka produkcja nam się trafiła. Wcześniej takiego formatu nie było. Jest mnóstwo filmów, które zostały zrealizowane w przeszłości, a kolejne pokolenia przychodzą i bardzo wielu ludzi nie wie o nich z różnych względów. Uważam, że ten pomysł jest trafiony, ponieważ możemy pokazać, przede wszystkim młodym widzom, co i jak było kręcone i przede wszystkim w jakich miejscach. Kino idzie do przodu, rozwija się. Za całość odpowiada świetny reżyser Christofer Russ, operator Kacper Lisowski, Michał Gruszyński i pozostali z ekipy. A No i Wolfi bez którego nic byśmy nie usłyszeli.
Ogromną robotę zrobiła na pewno Krystyna, która wszystko musiała dokumentować, pilnowała terminów, zapraszała gości. „Polska Filmowa” powstawała bardzo sprawnie. To było coś niesamowitego. Sam miałem okazję zwiedzić mnóstwo ciekawych miejsc, o których wcześniej nie słyszałem np. Kozłówka. Byłem w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie kręcono film „Uprowadzenie Agaty”. Gdy teraz cofam się do początków, od razu otwiera mi się szufladka i wracają te wszystkie obrazy, które widziałem. Na początku jednak zarówno goście jak i my nie wiedzieliśmy jak to „ugryźć”. Nie chcieliśmy aby był to zwykły wywiad. Uważam, ze dobrym, ciekawym posunięciem było zatrudnienia aktora, a nie dziennikarza, z całym szacunkiem do tej branży. Ten program wymagał od nas czegoś więcej, trzeba było „pociągnąć gościa za język”, trzeba było również dać mu czas aby się otworzył na powrót do tego co działo się np. 30 lat temu. Często cała atmosfera wokół programu dawał o sobie znać. Gdy pojechaliśmy np. do Bożkowa Wojciech Marczewski opowiadał o realizacji filmu, to miałem ciarki. To jest ciekawe, że gdy twórca przyjeżdża, to również cofał się do przeszłości i nadal to było żywe. Dotykaliśmy pewnych sytuacji, zdarzeń. Nie dawno byłem na urodzinach Pani Profesor Mai Komorowskiej. Była rozmowa m.in. z Krzysztofem Zanussim oraz pokazany został fragment filmu „Panny z wilka”, o którym rozmawiałem z Panią Mają w filmowym domu w miejscowości Radachówka koło Garwolina. Pani Maja jest niesamowitą aktorką, która udowodniła to podczas naszej rozmowy. Ona nie tylko opowiadała, ale wręcz grała. Np scenę z Danielem Olbrychskim. Inne ze spotkań, które będę pamiętam to np. spotkanie z Panem Andrzejem Wajdą, z którym rozmawiałem m.in. o „Ziemi obiecanej”, o „Wałęsie”. Ciekawostka jest też taka, że nagraliśmy z Panem Danielem Olbrychskim w Łodzi rozmowę o „Ziemi obiecanej”, podczas której Pan Daniel zagrał ze mną scenę graną z Panem Wojciechem Pszoniakiem i to pokazaliśmy Panu Andrzejowi Wajdzie. Otworzył się inny wymiar tego naszego cyklu serialu dokumentalnego, fabularyzowanego. Spotkanie z Panem Jerzym Hoffmanem w Chęcinach, gdzie był kręcony „Pan Wołodyjowski”. Pan Jerzy wszedł ze mną na Zamek chęciński, wzruszył się. Przeżyłem mnóstwo takich sytuacji n palnie. Często też opowiadaliśmy o filmach współczesnych np. o „Córkach Dancingu” czy „Disco Polo”. Mówić o tym programie mogę dużo. Dużą zasługę miał tutaj reżyser, który potrafił wyszukać, wybrać smaczki. Lepiej mieć więcej materiału, aby potem móc z czegoś wybierać i zrobić to z energią, aby widza zainteresować, ale też aby nic mu nie umknęło. Moim marzeniem jest teraz napisać książkę o tych wyprawach, spotkaniach.

A czym dla Ciebie to było jako aktora, fana polskiego filmu?

To było dla mnie niczym o „Północy w Paryżu”, gdy … przenosi się w czasie, gdzie razem z Anią … siedzę na schodach. Jest coś w tym, że teraz inaczej patrzy się na te filmy np. ‘”Incepcja”, „Amelia”, czy też filmy trochę bardziej odległe. Dla mnie najważniejszą esencją tego programu, tych spotkań było to, że goście przenoszą nas w czasie, przenoszą nas do tych sytuacji, do tych wydarzeń, emocji towarzyszyły wybranym scenom. Wiele ciekawostek zostało odkrytych np. „Magnat” i scena Pani Grażyny Szapołowskiej. Nam powiedziano, że kręcono ją w zamku w Książ, po czym po rozmowie z Panem Filipem Bajonem okazało się, że była ona kręcona w studio. Książ tworzy sobie legendę. Kino polega na tym, że widz w programie najpierw widzi fragment filmu, a potem nagle pojawiam się ja w tym samym miejscu. Taka konotacja czasu również jest czymś ciekawym dla widza i dla mnie oczywiście też. Podróż po Paryżu, który uwielbiam, to była niezwykła podróż, ponieważ mogłem być w miejscach, nie tylko znanych z wakacji, ale też w miejscach, które znałem właśnie z filmów.

No właśnie. Filmy przeważnie kręcone są w stolicy czy w Łodzi, Wrocławiu, a tu nagle pojawiają się inne ciekawe miejsca.

Dokładnie. Np. „C. K. Dezerterzy”, którzy byli kręceni w Twierdzy Modlin, która ostatnio jest znana np. z filmu Jana Komasy „Miasto 44”. To był pierwszy odcinekEuropejskie kino rządzi się restrukcyjnymi prawami - Rafał Zawierucha dla cinema.pl„Polski Filmowej. Mieliśmy tam pierwsze zdjęcia, przyjechali producenci i obserwowali jak pracujemy, a ja czułem się spięty. Jestem osobą, która lubi rozmawiać i słuchać, uwielbiam drugiego człowieka. Polska edycja dała mi taki luz, tzn. rozmowy nie są one napięte, poważne. Robiliśmy to na wzór amerykański, z rozmachem. Spotykamy się z gościem, spacerujemy rozmawiamy o filmie, ogrywamy przy okazji jakąś scenę. Bardzo pomogło mi w tym to, że jestem aktorem. Sceny znałem, ponieważ mnóstwo produkcji obejrzałem, których czasami wcześniej nie widziałem. To samo przełożyło się na „Europę Filmową”, gdzie spotykałem się z tuzami kina światowego. Na początku byli oni zdystansowani, nie wiedzieli z kim się spotykają. Jednak po pierwszych pytaniach to zaufanie było już większe i często nie chcieli kończyć swoich opowieści. Była też taka sytuacja, że producent „Mission Impossible” zaprosił nas na plan swojego nowego filmu.

Wspomniałeś, że obejrzałeś mnóstwo filmów. Czy na tym kończyły się Twoje przygotowania?

Moje przygotowania poległy na tym, że wiem o jakich filmach rozmawiam, oglądam te film. Dostaje informacje w jakich miejscach te filmy powstawały i zwracam uwagę na te konkretne sceny. Na koniec przygotowywaliśmy pytania. Często jednak, szczególnie przy „Europie Filmowej”, zdarzało się tak, że pytania były przygotowywane w trakcie, ponieważ okazywało się, że gość, którego wcześniej nie miało być, pojawił się na planie. To było bardzo trudne do skoordynowania i ktoś na górze chyba nad nami czuwał. W takich przypadkach bardzo dużo było improwizacji. Pomagał nam fakt, że bardzo dobrze znaliśmy się z ekipą i wiedzieliśmy, że kamera idzie za nami, a nie my za nią. To pomagało w sytuacjach gdy np. gość nagle sobie o czymś przypomniał, to moim zadaniem było to, żeby go tam zaprowadzić, a kamera miała być z nami. Zdarzały się śmieszne sytuacje na planie były, o których gość często nie wiedział np. gdy nie było czasu na planie na tzw. „przebitki” na mnie, a druga kamera musi to zrobić. Na jedną kamerę gość rozmawiał, a ja wiedziałem, że druga kamera łapie mnie.

Zastanawiam się czy przy okazji „Europy Filmowej” zauważyłeś jakieś różnice między polska, a zagraniczna produkcją?

Myślę, że różnica polega na tym, że europejskie kino rządzi się bardzo restrukcyjnymi prawami. Wszystko jest oparte na prawie. Jeżeli osoba na planie pełni jakąś funkcję, to odpowiada tylko za to. Trochę nawiązuje do tego, że regulacje prawne tworzą związki zawodowe czego u nas nie ma. Nie mówię tego z jakimś atakiem czy jakimś manifestem. Broń Boże. Wydaje mi się, że do tego powinniśmy dążyć, aby wszystkie obowiązki nie spoczywały zawsze na jednej osobie. Mam tu namyśli produkcję. Gdy spotkałem się z twórcami europejskimi, to oni potwierdzali, że u nich każdy wie co robi, za co dopowiada, że jest przygotowany do filmu 3 miesiące wstecz. Jest zrobiona dokumentacja, a np. Woody Allen nie zajmuję się wyborem miejsca, jemu się daje miejsce. Tak u nas pracuje się z wybitnymi z Panem Jerzy Hoffmanem czy Andrzejem Wajdą, do nich przynosiło się wszystko gotowe, z szacunkiem, ale też z pasją, każdy jest ważny, a jednocześnie odpowiedzialny za swoją działkę. To często goście podkreślali. Na Europie często słyszałem „Moja rolą było to i to. O inne rzeczy zapytaj kogoś innego. To nie są moje rzeczy i nie mogę się wtrącać”. To naprawdę było cudowne.

Wracając jeszcze do początków, chciałam zapytać o Twoją osobę w tym programie. Skąd się wziąłeś?

To było wyczucie producenta i reżysera. Brałem udział w castingu, na którym aktem próbnym był fragment z serialu „Altrnetywy 4”. Udało się, z czego bardzo się cieszę. To był mega wzruszające, ta świadomość, że spotykasz się z wybitnymi ludźmi. Moim marzeniem jest kontynuacja tego cyklu, ponieważ jest jeszcze mnóstwo filmów do omówienia, wiele krajów do zobaczenia…

I to chyba był „strzał w 10”, ze prowadzącym jest aktor, a nie dziennikarz…

Dokładnie tak. To Ty nadajesz rytm, musisz czuć, że jest kamera, której nie ma, ekipa, która przed Tobą idzie, a której nie ma. To się realizowało trochę podobnie jak film i tak do tego podchodziliśmy. ja próbuję wyczuć rozmówce, czy się w tym dobrze odnajduje, czy chce o tym mówić czy nie. Tym bardziej w europejskich spotkaniach, gdzie umówienie się z gościem było trudne i nie powtarzalne. W Polsce mogłem zadzwonić, dograć.

W szkole teatralnej macie historię filmu i tak się zastanawiam jak ten przedmiot ma się do Twoich doświadczeń podróżniczych?

Historia filmu jest teorią, a na palnie była praktyka. My nie robiliśmy programu o filmach. Robiliśmy program o realizacji tych filmów, o tym jak do tego dochodziło, dlaczego to a nie inne miejsce. Myślę, że tu jest różnica. Chcieliśmy przede wszystkim być blisko tych miejsc, w których powstawały filmy. Oprócz historii tworzenia filmu, chcieliśmy dać trochę krajoznawstwa, geografii, aby widz „złapał bakcyla” i odwiedził np. południe Francji.

Europejskie kino rządzi się restrukcyjnymi prawami - Rafał Zawierucha dla cinema.plA jak to pogodziłeś np. z teatrem, w którym jesteś bardzo mocno aktywny?

Nie było to łatwe. dyrektor Maciej Englert zgodził się abym to robił, wiedział co to jest. Poza tym większość materiału było kręcone w wakacje, więc mogłem sobie pozwolić na wyjazdy. Potem plan pracy w teatrze układał się tak, że wyjazdy były również możliwe. Faktycznie nie było to łatwe, ponieważ dużo pracuje w Teatrze Współczesnym, gdzie jestem na etacie, ale tez w IMCE czy u Pani Krystyny Jandy. Teraz jednak wszedłbym w coś większego serial, film…

A co było najtrudniejsze przy realizacji programu?

Nie wszyscy mają łatwość rozmowy. Aby w programie miało to ręce i nogi, trzeba było być czujnym i trzeba było tak prowadzić rozmowę, aby nie była ona nudna. Myślę, że to było pewnym wyzwaniem, ale nie trudnością. Natomiast ciekawostką była też inna sprawa. Oprócz spotkań, są jeszcze moje komentarze, które trwały ok. 30 sekund, a rozpisane mam na pół kartki. W aktorstwie uczysz się sceny, ale też gestów, emocji i wchodzi Ci to w ciało, czego uczyła nas Pani Profesor Maja Komorowska. To jest to trudne kiedy nie masz partnera. Kamera jest partnerem, ale on Ci nie odpowie. Preferuje to, że nie lubię umieć tekstu od razu, a tutaj trzeba było się przestawić i potem przekazać go w ciekawy sposób.

Chciałam podpytać o różnice albo wspólny mianownik przy realizacji takiego programu a np. serialem czy filmem.

W serialu czy filmie masz pewną historię, którą masz i do której masz próby. Przy realizacji programu jest bardzo dużo improwizacji. Często nie wiemy, w którą stronę pójdzie temat. Mamy szkic, ale nie mamy gotowego scenariusza rozpisanego na kwestie. Uwielbiam tak pracować i to było cudowne w tej produkcji, że jest duża swoboda, niektóre sytuacje były bardzo spontaniczne, naturalne.

A prywatnie skorzystałeś z tych wyjazdów?

Tak, oczywiście. Zdarzały się np. wieczory dla nas, podczas których odpoczywaliśmy i zbieraliśmy siły na kolejny dzień zdjęciowy. Ale także relaksowaliśmy się przy dobrym napoju np. w Cannes czy Saint Tropez.
Myślę, że warto takie programy robić, aby widzowie dostawali naprawdę bogate historie z filmów które znają. Zatem ruszajmy dalej.

Czytany 559 razy Ostatnio zmieniany środa, 28 marzec 2018 14:47

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv