cinema.pl Artykuły

środa, 20 wrzesień 2017 11:42

Ciekawostki scenograficzne musicalu PILOCI

Napisane przez 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Premiera nowej polskiej produkcji Teatru Muzycznego ROMA - musicalu "Piloci" już 7 października na Dużej Scenie przy Nowogrodzkiej.


O pracy przy spektaklu „Piloci” opowiada Kamil Pohl, reżyser animacji, Platige Image 

1.    Proces preprodukcyjny zajął nam ponad pół roku. Składał się z dziesiątek godzin spotkań z reżyserem Kępczyńskim, scenografem Jeremim Brodnickim i drugim reżyserem Sebastianem Gonciarzem. Skupialiśmy się wówczas właściwie tylko na samych szkicach, omawialiśmy całość spektaklu i decydowaliśmy co pokazać na scenie a co usunąć. Jak działać na widza obrazem i jak to spiąć z pracą aktorów na scenie. Aktualne próby i grafiki są wynikiem ciężkiej, trwającej pół roku pracy nad samymi tylko szkicami, które były punktem wyjścia dla tworzenia bardziej skomplikowanych animacji. W skrócie: po raz pierwszy dostaliśmy pół roku tylko na sam development i preprodukcję, żeby solidnie się przygotować do tematu.
2.    Pierwotnie scenariusz był dłuższy a co za tym idzie ilość filmów była większa. Podczas burzliwych narad zrezygnowaliśmy z kilku pomysłów, dzięki czemu spektakl stał się klarowniejszy i mniej przeciążony grafikami.
3.    Przy produkcji brało udział 15 osób.
4.    Filmy animowane powstały równocześnie, w ciągu 7 miesięcy pracy. Nasi graficy często pracowali nad dwoma ujęciami jednocześnie.
5.    Pierwsza bitwa powstała najpierw na papierze a potem przyjęła postać animatiku. W trakcie prac reżyser animacji, art director i producentka  odgrywali sceny na żywo aby zobaczyć czy obraz i historia są spójne.
6.    Ponieważ zdecydowaliśmy się na malarską plastykę, musieliśmy wskrzesić archaiczne metody, często nie używane od kilku lat. Wyzwaniem były malarskie chmury opracowane przez naszego reżysera Damiana Nenowa już w 2006 roku. Odgrzebanie tej metody (nawet z pomocą twórcy) i adaptacja jej do naszych warunków zajęło około 2 tygodni samych testów.
7.    Samoloty w bitwach są ręcznie malowane. Każda plama to pociągnięcie pędzla. Nie używaliśmy zdjęć jako tekstur.
8.    Wszystkie scenografie są ręcznie malowane. Żaden budynek, niebo czy drzewo nie zostało zaadaptowane ze zdjęć czy grafik 3D. Nad wszystkim pracowało trzech rysowników pod czujnym okiem Michała Niewiary.
9.    Wiele scenografii specjalnie upraszczaliśmy aby jak najbardziej można było poczuć malarskość scenografii. Czasami rysownik specjalnie „niszczył” idealnie namalowany obrazek po tym jak na scenie okazał się zbyt realistyczny i mało malarski.
  
O procesie produkcyjnym scenografii do sceny „Ogród Saski”:   Podczas pierwszych rozmów z reżyserem spektaklu zobaczyliśmy szkic koncepcyjny autorstwa Jeremiego Brodnickiego, oraz usłyszeliśmy opowieść o historii jaka miała się rozegrać za rok na scenie. Muzyka do tego tematu jeszcze nie istniała, casting miał się odbyć dopiero za pół roku a wybór do głównych ról za osiem miesięcy. Tak wczesne rozpoczęcie prac dało nam możliwość bardzo kreatywnego podejścia do tematu. Przez prawie pół roku szkicowaliśmy, rysowaliśmy i omawialiśmy każdą scenę w scenariuszu. Tak samo zresztą było z Ogrodem Saskim czyli romantyczne miejsce z widokiem na wodozbiór. Pierwotnie zakładaliśmy porę dnia na chwilę po zachodzie słońca, ale w wyniku rozmów zmieniliśmy założenia i zdecydowaliśmy się na godzinę zbliżoną do poprzedniej sceny aby gładko wprowadzić widza w ten sam dzień w innej lokacji.   Michał Niewiara wraz z Łukaszem Nowickim zaproponowali wiszące wierzby przez które wpada słońce, znajdujące się poniżej oczko wodne z fontanną i oddzielającą od oczka drewnianą balustradę.   Mogliśmy rozpocząć pracę. Ponieważ kontent miał być zmapowany na ruchomych, sterowanych elektronicznie platformach LED, przygotowaliśmy specjalny layout, w który wpisaliśmy nasze grafiki i przetestowaliśmy je w teatrze. Kiedy pozycje drzew, fontanny, wodozbioru i nieba zgadzały się ze sobą, wystartowaliśmy dalej z pracami animacyjnymi. Powstał ruch na niebie, zaczęły delikatnie kołysać się namalowane wierzby. Fontanna zaczęła wypluwać strugi malarskiej wody. Najtrudniejsza częścią okazał się być nasz malarski styl. Jak zaanimować coś co wygląda jak obraz na płótnie? Z pomocą przyszła nam nowoczesna technologia i spryt grafików Platige Image. Diody LED są wymagające i ich obsługa oraz sposób wyświetlania materiałów nie są tak łatwe jak ekranu kinowego czy telewizora. Obraz musiał być przygotowany tak aby barwy były odpowiednie a obraz wolny od migotania i błędów technicznych. Poświęciliśmy mnóstwo godzin na kalibrację obrazu tak aby mógł poprawnie działać ze światłami scenicznymi.   Finalnie po kilkunastu próbach otrzymaliśmy jedną z 35 scenografii: Ogród Saski.  
O procesie produkcyjnym scenografii do sceny „Piosenka Niny”:  Pierwsze zetknięcie z tematem: Nina na tle zrujnowanej dogorywającej Warszawy śpiewa wzruszającą piosenkę. Gdzieś niedaleko niej płynie Wisła. Od razu wiedzieliśmy, że nasza grafika nie będzie grała tutaj ważnej roli. To Nina i jej uczucia są najważniejsze. Wycofaliśmy się z pomysłu ukazania symbolu Warszawy: Syrenki, umierającej i opadającej na dno. Zdecydowanie za mocny efekt. Przyćmiłby Ninę i zupełnie niepotrzebne skoncentrował widza na czymś zupełnie innym. Zostawiliśmy Wisłę ale w niej zamiast Syrenki widać tylko odbicie płonącej krwawo Warszawy. W tle ruiny i ognie, Nina stoi gdzieś na brzegu.       
 
Łukasz Nowicki namalował fantastyczny koncept sceny. Kolorystyka, niebo, ogień, wszystko to wywołało duży entuzjazm w teatrze. Dopiero po chwili zaczęliśmy się po raz kolejny zastanawiać jak to zaanimować. Jak wprawić malarskie niebo w ruch? Jak ogień - tak plastyczny i tak malarski ma buzować wśród namalowanych kamienic na horyzoncie? Zabraliśmy się do pracy i znowu technika i zmysł artystyczny naszych grafików poradził sobie z tym tematem bez problemu. Łukasz Grzelak spędził prawie miesiąc animując i komponując niebo oraz ognie. Filip Tarczewski przez trzy tygodnie pracował nad efektem malarskiego ognia. Złożone razem, dały niesamowicie malarski efekt płonącego miasta.   Nadszedł czas na wyświetlenie tego materiału w teatrze na LEDowych ekranach. I tutaj czekał nas zawód: olbrzymie ekrany i przestrzeń teatru spowodowały że drugi brzeg wypadł za blisko. Ogień był zbyt nienaturalny a chmury animowały się za szybko. To był potężny cios. Nie zdawaliśmy sobie sprawy jak mocno skala obrazu wpływa na naszą animację. Wróciliśmy do pracy i po trzech tygodniach byliśmy gotowi do kolejnej próby. Tym razem wszystko było w porządku. Kiedy aktorka wyszła zza muru a jej postać oświeciła płonąca panorama miasta uśmiechnęliśmy się, że kolejna scenografia działa.

Czytany 214 razy Ostatnio zmieniany środa, 20 wrzesień 2017 12:45

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Orgy