cinema.pl Artykuły

poniedziałek, 18 listopad 2019 11:56

Chłopcy z ferajny o ‘Irlandczyku’

Napisane przez  Ewa Cieplińska-Bertini
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Opublikuj na FacebookOpublikuj na Google BookmarksOpublikuj na Twitter

Martin Scorsese, Robert De Niro i Al Pacino, zanim pojawili się na czerwonym dywanie podczas londyńskiej premiery filmu w sztandarowym Odeonie w Leicester Square, wzięli udział w krótkiej konferencji prasowej.  

 

Informacje o tym, że Martin Scorsese planuje kolejną gangsterską epopeję pojawiały się regularnie w prasie branżowej od ponad dziesięciu lat. Nie było więc zaskoczeniem, że uczestnicy konferencji chcieli się dowiedzieć, dlaczego tak długo trzeba było czekać na ‘Irlandczyka’.

Martin Scorsese: - Nad zrobieniem gangsterskiego filmu osadzonego w latach 60. i 70. zastanawialiśmy się z Bobem (Robert De Niro) już dwadzieścia lat temu. ‘Casino’ (1995) było naszym ostatnim wspólnym projektem. Jednak zawsze chcieliśmy znów razem popracować. Jakoś się nie układało. On miał swoje zobowiązania, ja swoje. Poza tym nie chcieliśmy powtarzać tego, co już wcześniej zrobiliśmy. Ciekawy pomysł pojawił się, kiedy Bob reżyserował ‘Dobrego agenta’. Przypomnij, jak to było.

Robert De Niro: - Eric Roth, autor scenariusza ‘Dobrego agenta’, wiedział, że szukamy jakiegoś interesującego tematu do nowego filmu. Wiedział, że – na twoją sugestię - oglądam filmy Melville’a m. in. ‘Le doulos’ (‘Szpicel’), ‘Le deuxiéme souffle’ (‘Drugi oddech’) oraz ‘Touchez pas au grisbi’ (‘Nie tykać łupu’) z Jean Gabin. To właśnie Eric polecił mi książkę Charles’a Brandta ‘Słyszałem, że malujesz domy’. Spodobała mi się. Tobie zresztą też. Zaczęliśmy więc rozważać możliwość przeniesienia jej na ekran. Steve (Steven Zaillian) napisał świetny scenariusz. Zorganizowaliśmy jego czytanie, na które zaprosiliśmy wielu producentów. Wszyscy zachwycili się projektem, ale żaden z nich nie chciał go finansować. 

Książka autorstwa Charles’a Brandta jest wynikiem wywiadu-rzeki z weteranem II wojny światowej, Frankiem Sheeranem, który w latach 60. został podopiecznym i najemnym zabójcą pracującym dla osławionego szefa filadelfijskiej mafii, Russella Bufalino. Jednocześnie współpracował i przyjaźnił się z przewodniczącym związków zawodowych, Jimmy Hoffą, który też był związany ze zorganizowaną przestępczością mafijną. Zniknięcie Hoffy do tej pory jest jedną z największych i niewyjaśnionych kryminalnych zagadek Stanów Zjednoczonych. Podczas wywiadu, Frank Sheeran wyznał, że to on zlikwidował Hoffę. Niestety, deklaracja ta nie jest w pełni wiarygodna i nigdy nie została oficjalnie potwierdzona. Trudno się jednak dziwić, że książka przybliżająca mroczną działalność mafii filadelfijskiej zaciekawiła filmowców i stała się podstawą do scenariusza.

Al Pacino: - Mnie najbardziej zaintrygowała postać Jimmy’iego Hoffy. Kiedy dorastałem był bardzo znanym i niezwykle wpływowym graczem. Dużo się o nim słyszało. A później przepadł bez wieści. Możliwość zagrania go bardzo mnie ucieszyła. Zwłaszcza, że wiązała się ze współpracą z Bobem i Martym. Choć znamy się od bardzo dawna, nigdy wcześniej razem nie pracowaliśmy. Udział w tym przedsięwzięciu był więc dla mnie niezwykle ważny.

Robert De Niro: - Mnie natomiast zaintrygował fakt, że jest to w sumie bardzo prosta opowieść o facecie, który funkcjonował między dwoma bardzo wysoko postawionymi i wyjątkowo wpływowymi postaciami. Ich obozy w pewnym momencie stanęły po przeciwnych stronach, a Frank znalazł się między młotem a kowadłem.

Martin Scorsese: - Prosta opowieść, ale mająca ogromnie bogaty i skomplikowany kontekst historyczny – bracia Kennedy i ich zabójstwo, zamach na Martina Luthera Kinga, kryzys kubański. A w środku tych dramatycznych, do tej pory niewyjaśnionych, wydarzeń Sheeran, Hoffa i Bufalino. Ich opowieść musiała być prosta ponieważ wszystko wokoło było niezwykle pogmatwane. Podobnie jak wieloletnia praca nad realizacją naszego projektu. Po prostu od lat nie mogliśmy znaleźć inwestora.

W pewnym momencie na scenę wkroczył Netflix, gigantyczna platforma streamingowa, której ambicją jest złamanie starego studyjnego porządku w Hollywood – produkowanie filmów fabularnych i zreformowanie rynku dystrybucyjnego. Firma nie tylko ma pieniądze (podobno zainwestowała w ‘Irlandczyka’ $200 milionów), ale także daje filmowcom pełną wolność twórczą i artystyczną kontrolę nad filmem. Wszystko w zamian za to, że po trwającej jedynie tydzień obecności filmu na ekranach kinowych, obraz będzie dostępny wyłącznie na platformie streamingowej. To stosunkowo nowa i raczej mało komfortowa sytuacja dla wielbicieli dużego ekranu i świetnie wyposażonych technicznie sal kinowych. Czy w związku z tym nadszedł czas konieczności przedefiniowania kina, pytano reżysera.

Martin Scorsese: Niewątpliwie jesteśmy w tej chwili świadkami wielkiej rewolucji zachodzącej w kinie; rewolucji większej niż ta, którą spowodowało wprowadzenie dźwięku. Czym jest streaming i jak zmieni definicję kina – jeszcze nie jestem pewien. Wcześniej wydawało mi się, że jest to po prostu nowa forma telewizji. Teraz wiem, że streaming nie jest formą telewizji. Jest nowym sposobem obcowania z pełnometrażowym filmem fabularnym. 

- Jedno jest pewne. Tradycyjny koncept, czym jest film i gdzie powinien być oglądany, uległ na zawsze radykalnej zmianie. Nie ma wątpliwości, że oglądanie filmu w pełnej widzów sali kinowej jest bardzo ważnym wspólnym przeżyciem. Za wszelką cenę powinniśmy je zachować. Z drugiej strony należy być otwartym na nowości. Jestem pewny, że już niedługo różne formy obcowania z filmem fabularnym będą się wzajemnie uzupełniać.

Duże zainteresowanie wśród oczekujących na ‘Irlandczyka’ wywołała informacja dotycząca ekstensywnego zastosowania bardzo kosztownego i w miarę nowatorskiego zabiegu cyfrowego odmładzania aktorów. Martin Scorsese uważa, że nie jest żadna sztuczka, lecz nowe narzędzie do tworzenia filmowej iluzji. To następny krok w ewolucji tradycyjnej charakteryzacji. Z pewnością będzie kiedyś tak samo akceptowana, jak obecnie akceptujemy peruki czy sztuczne wąsy. Co więcej, cyfrowe odmładzanie może już niedługo całkowicie zastąpić tradycyjny make-up. A co na to aktorzy?

Robert De Niro: - Jestem pewny, że ta technologia przedłuży moją karierę o kolejnych trzydzieści lat! A poważnie mówiąc, uważam, że jest to bardzo ambitny krok na polu charakteryzacji. Ciekawy jestem, jak się będzie rozwijać i doskonalić. Uważam też, że cyfrowy de-aging świetnie się wpisał w potrzeby naszego filmu. 

Al Pacino: - Jest to niewątpliwie nowa forma charakteryzacji. Może wiele zmienić w przemyśle filmowym, ale nie w zawodzie aktorskim. Aktor wciela się w rolę. A to przecież nie polega jedynie na jego wyglądzie, ale również m.in. na sposobie poruszania się. Grasz młodego, przystojnego mężczyznę i nagle trzeba wstać z krzesła ..... (w tej chwili Pacino chwyta się za biodro i podnosi w stylu więcej niż odpowiednim jego wiekowi) ... a Marty krzyczy: ‘Chłopie, co ty robisz? Przecież teraz masz 49 lat!’.

Po konferencji, trójka filmowców, którzy w sumie mają 232 lata, sprawnie wstała od stołu i dziarskim krokiem opuściła salę kinową legendarnego The May Fair Hotel.

 

Ewa Cieplińska-Bertini

 

Czytany 404 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 02 grudzień 2019 16:28

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy Odśwież

Reklama

Pies.tv

Reklama

Reklama